Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Jeszcze intryga, czy już potknięcie?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Jeszcze intryga, czy już potknięcie?

   “Byłby to przypadek rzadki – a czy w ogóle są przypadki?” – zastanawia się poeta. Rzeczywiście – czy Mateusz Morawiecki musiał czekać, aż wyjaśni się sytuacja polityczna na Węgrzech, by zainaugurować swój ruch “Rozwój Plus”? Może nie musiał, może musiał, a może wolał? Jeśli nie musiał, to znaczy, że nawet w ramach rozmaitych zależności, cieszy się pewnym zakresem samodzielności, no bo jeśli musiał, to by znaczyło, że się nie cieszy. Wreszcie jeśli wolał, to znaczy, że chciał postawić Naczelnika Państwa przed dodatkowym faktem dokonanym.

   Jeśli się nad tym zastanawiamy, to dlatego, że droga Mateusza Morawieckiego do stanowiska premiera rządu “dobrej zmiany” z nadania Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, była zagadkowa. Poprzednio bowiem Mateusz Morawiecki był doradcą doskonałym obywatela Tuska Donalda i to w okresie, gdy dostosowywał on nasz nieszczęsliwy kraj do strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego.

Co się stało, że po takiej zaprawie, po przejściu naszego nieszczęśliwego kraju w roku 2015 pod kuratelę amerykańską, został w korcu maku wyszperany przez Naczelnika Państwa i postawiony na stanowisku wicepremiera przy pani Beacie Szydło? Musiała to być jakaś piekielnie skomplikowana ingryga ze strony Naczelnika, którego od co najmnie trzech dekad uważam wprawdzie za wirtuoza intrygi – ale takiego, który na końcu z reguły potyka się o własne nogi. Tymczasem ta nominacja okazała się dla Mateusza Morawieckiego trampoliną do dalszej kariery.

Po felonii jakiej wobec swego wynalazcy Jarosława Kaczyńskiego dopuścił się pan prezydent Andrzej Duda, po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina, wetując pakiet ustaw sądowych, wskutek czego do dzisiaj mamy straszliwe zgryzoty, Naczelnik Państwa pod koniec roku 2017 przeprowadził “głęboką rekonstrukcję rządu” dobrej zmiany, spuszczając z wodą do luksusowego przytułku dla “byłych ludzi” w Parlamencie Europejskim panią premier Beatę Szydło, dymisjonując złowrogiego Antoniego Macierewicza i pana ministra Szyszkę.

Z kolei na miejsce pani Beaty awansował na stanowisko premiera właśnie Mateusza Morawieckiego. Jakież mogły być powody tego awansu? Pewnej wskazówki dostarcza spuszczenie z wodą Antoniego Macierewicza. Był on ministrem obrony narodowej a więc  osobistością ważną – ale z hipoteką obciążoną poważnymi zaszłościami, które – być może – skłoniły Naczelnika Państwa do pójścia na kompromis. Warto przypomnieć że Antoni Macierewicz, którego znam od  czasów konspiracji w latach 70-tych, był jednym z zalożycieli KOR, którego ojcostwo z zagadkowych przyczyn przypisano  potem Michnikuremkowi.

Już samo to by wystarczyło, by stare kiejkuty zagięły na Macierewicza parol. A tu jeszcze wlecze się za nim lustracja z 4 czerwca 1992 roku, kiedy to całemu stadu autorytetów moralnych, na oczach całej Polski, ściągnięto ineksprymable i każdy mógł zobaczyć tzw. “wstydliwe zakątki”.

Jakby tego było mało, w 2006 roku odegrał ważną rolę w rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych, z których wypączkowała Służba Wywiadu Wojskowego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego, która rękami i nogami próbuje nie dopuścić prof. Sławomira Cenckiewicza, który w rozwiązywaniu WSI też maczał palce, do “informacji niejawnych”, to znaczy – spraw, jakie stare kiejkuty chciałyby zachować w ścisłej tajemnicy.

Wreszcie Macierewicz anulował kontrakt na dostawę francuskich helikopterów “Caracall”, wskutek czego mnóstwo sławnych ludzi budziło się w środku nocy zlanych zimnym potem i już do rana nie mogło zasnąć – bo na dobry porządek trzeba by w tej sytuacji oddać wszystkie “bonusy” – ale jakże tu oddać, kiedy się już je wydało? I wisienka na torcie w postaci kuracji przeczyszczającej w naszej niezwyciężonej armii. Każdy przyzna, że nazbierało się tego sporo – ale czy to nie jest wskazówka, z kim  konkretnie, po felonii Andrzeja Dudy, musiał pójść na głęboki kompromis Naczelnik Państwa?

Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową,  Naczelnik Państwa reprezentuje Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, podczas gdy reprezentantem Stronnictwa Pruskiego jest przewodniczący Volksdeutsche Partei obywatel Tusk Donald. Wprawdzie w roku 2015 Amerykanie wciągnęli nasze ubeckie dynastie na listę “naszych sukinsynów” – ale Niemcy też zapuścili u nas swoje korzonki – więc Morawiecki – jak powszechnie wiadomo – podpisywał wszystko, co mu tam Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podsunęła – chociaż, być może na gorącą prośbę Naczelnika Państwa, maskował tę uległość patriotyczną, tromtadracką retoryką.

No a teraz, kiedy  – po wyborach w Polsce i  w Rumunii,  Niemcy mało jaja nie znieśli z radości na widok ponownego sprowadzenia “do Europy” również Węgier, Mateusz Morawiecki mógł dojść do wniosku, że nie ma co się dłużej namyślać i zainaugurował swoje stowarzyszenie “Rozwój Plus”. Mamy w związku z tym dwie możliwości. Albo Mateusz Morawiecki finalizuje właśnie swoje trzecie zadanie w postaci neutralizowania PiS – bo do stowarzyszenia przystało podobno ponad 30 posłów tego ugrupowania.

To by się trzymało kupy, bo skoro po ponownym wciągnięciu Węgier “do Europy”  Niemcy rozciągają swoją kuratelę nad Europą Środkową, to może rzeczywiście żadne tam listki figowe w Polsce nie są im już potrzebne?

Zwróćmy uwagę, że vaginet obywatela Tuska Donalda wyłazi ze skóry, żeby przed wyborami w roku 2027 wsadzić do kryminału znienawidzonego Grzegorza Brauna i zdelegalizować jego Konfederację Korony Polskiej – i właśnie z tego powodu kandydaci na sędziów Trybunału Konstytucyjnego już nie mogli czekać ani chwili dłużej, tylko złożyli ślubowanie wobec Wielce Czcigodnego Włodzimierza Czarzastego – bo to właśnie TK delegalizuje partie, a to, jak orzeknie, zależy przecież od właściwie dobranego składu nienawistnych sędziów.

Być może zresztą na Konfederacji Korony Polskiej się nie skończy, bo tylko patrzeć, jak vagineciarze zabiorą się i za tę drugą Konfederację pod pretekstem demonstracji w wykonaniu Wielce Czcigodnego Konrada Berkowicza, co to pokazał w Sejmie plakat na którym flaga Izraela została zamiast w Gwiazdę Dawida zaopatrzona w swastykę i to zaraz po tym, jak w chwilowo nieczynnym obozie w Auszwicu kotłowali się uczestnicy “Marszu Żywych”.

Druga możliwość jest taka, że Mateusz Morawiecki uruchomił swoje stowarzyszenie na rozkaz Naczelnika Państwa, żeby zwabić tam “konserwatystów” i w ten sposób zneutralizować Konfederację. Jako wirtuoz intrygi Naczelnik Państwa zrobił wszystko, by gawiedź myślała, że to samowolka Mateusza Morawieckiego – ale wbrew kategorycznym deklaracjom, z PiS go nie wyrzuca.

Nie trzyma się to wszystko kupy, ta druga możliwość – ale intryga Naczelnika z roku 2007 przeciwko Andrzejowi Lepperowi też nie trzymała się kupy, a doprowadziła do sytuacji, gdy Naczelnik potknął się o własne nogi, otwierając drogę do rządów naszym nieszczęśliwym krajem obywatelu Tusku Donaldu.

Polecamy również: Londyn zatwierdził nielimitowane aborcje do 9. miesiąca ciąży

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!