Europa Gospodarka Polska Wiadomości

Skażona wołowina z Mercosur już w Polsce?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Kilka dni temu Europę obiegły informacje o skażonej pestycydami wołowinie z Brazylii, która dotarła do Holandii. Teraz okazuje się, że podobny problem pojawił się także w Polsce. Niestety, z uwagi na rząd Tuska, przez dłuższy okres utrzymywano tę informację w tajemnicy. Opóźnione reakcje polskich służb oraz próba zatuszowania faktów wywołują poważne pytania o skuteczność nadzoru nad bezpieczeństwem żywności.

Skażona wołowina z Mercosur już w Polsce? Z komunikatów przekazanych dziennikarzom wynika, że Komisja Europejska już 11 listopada poinformowała państwa członkowskie o nieprawidłowościach związanych z brazylijską wołowiną. W mięsie wykryto estradiol – hormon wzrostu zakazany w Unii Europejskiej. Bruksela zażądała wtedy weryfikacji kwestionowanych partii produktów.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: skoro informacja była dostępna od miesięcy, dlaczego została ujawniona dopiero w momencie wybuchu afery w Holandii, a intensywne działania kontrolne polskich służb ruszyły dopiero teraz? Główny Inspektorat Weterynarii zapewnia, że Polska nie została wskazana jako odbiorca skażonej partii i że sytuacja była monitorowana na bieżąco. Jednocześnie Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych rozpoczęła pobieranie próbek mięsa na etapie sprzedaży detalicznej, a badania laboratoryjne wciąż trwają.

Z oficjalnych odpowiedzi wynika więc obraz działania zgodnego z procedurami. Problem polega na tym, że opinia publiczna dowiedziała się o sprawie dopiero w momencie ogłoszenia „pilnych kontroli”. Brak jasnego wyjaśnienia, co działo się między listopadem a lutym, budzi wątpliwości co do przejrzystości komunikacji państwa z obywatelami. Służby nie odpowiedziały na pytania o szczegóły wcześniejszych działań ani o powody nagłego przyspieszenia kontroli. Szukać należy ich oczywiście w transmisji holenderskiej afery na innej kraje Europy, czego po prostu nie dało się już ukryć.

Spór dotyczy nie tylko samego mięsa, lecz także mechanizmów reagowania na zagrożenia w ramach unijnego systemu RASFF. Jeśli Polska faktycznie nie była odbiorcą skażonych partii, można argumentować, że obecne działania mają charakter prewencyjny. Z drugiej strony, brak transparentnej narracji rodzi podejrzenia, że system ostrzegania działa głównie na poziomie urzędowym, a nie informacyjnym i zostaje uruchomiony następczo, nie prewencyjnie, już w momencie gdy „mleko się rozlało”.

Niepokój konsumentów wynika także z szerszego kontekstu – rosnącego importu żywności spoza UE oraz negocjacji handlowych z krajami Mercosur. W takich warunkach każdy sygnał o hormonach wzrostu czy naruszeniach norm bezpieczeństwa staje się testem dla państwowych instytucji. To właśnie wtedy obywatele oczekują jasnej komunikacji, a nie lakonicznych komunikatów.

Sprawa skażonej wołowiny pokazuje więc napięcie między formalnym zapewnieniem bezpieczeństwa a społecznym poczuciem kontroli nad systemem. Nawet jeśli w Polsce nie wykryto niebezpiecznych partii, brak jednoznacznych odpowiedzi na pytanie o moment wdrożenia działań podważa zaufanie do instytucji. W czasach, gdy bezpieczeństwo żywności jest elementem debaty politycznej i gospodarczej, przejrzystość może okazać się równie ważna jak same procedury laboratoryjne.

Od wielu miesięcy ostrzegamy przed umową Mercosur. Jak widzimy, jeszcze nie weszła w życie a już pojawiają się problemy z zatrutą żywnością. W przyszłości będzie tego niestety tylko więcej, gdyż nietrudno wyobrazić sobie normy produkcji i kontroli w krajach „trzeciego świata”.

Polecamy również: Dewiant gender wystąpił w zawodach kobiet. Molestował uczestniczkę

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!