Gospodarka Polska Wiadomości

Zyski z systemu kaucyjnego idą za granicę. W tle podejrzany biznesmen

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Wprowadzony w Polsce system kaucyjny miał być rozwiązaniem proekologicznym – sposobem na zwiększenie poziomu recyklingu i ograniczenie ilości odpadów trafiających na wysypiska. Obejmuje on plastikowe butelki, puszki metalowe oraz szklane butelki wielokrotnego użytku, za które konsumenci płacą odpowiednio ok. 50 gr lub 1 zł kaucji zwracanej przy oddaniu opakowania. W teorii wszystko wygląda rozsądnie. W praktyce coraz częściej pojawiają się pytania: kto naprawdę zarabia na tym systemie i dlaczego jego obsługa trafia do spółek powiązanych z kontrowersyjnymi środowiskami biznesowymi?

Zyski z systemu kaucyjnego idą za granicę oraz do podejrzanych instytucji. Według medialnych doniesień operatorem jednego z systemów kaucyjnych została spółka Ecokaucja Polska powiązana jest z biznesmenem Piotrem R., który w przeszłości pojawiał się w kontekście śledztw dotyczących tzw. „mafii śmieciowej”. W śledztwach dotyczących tej afery zarzuty usłyszało już ponad sto osób, a proceder polegał m.in. na nielegalnym składowaniu i transporcie niebezpiecznych odpadów.

Jeżeli system mający poprawić gospodarkę odpadami trafia w ręce podmiotów powiązanych z ludźmi pojawiającymi się w tego typu kontekstach, trudno nie zadawać pytań o mechanizm wyboru operatorów. To jednak nie wszystko.

Polska scena polityczna od lat funkcjonuje w logice dwóch dominujących obozów – PO i PiS. Choć oficjalnie są w ostrym konflikcie, w wielu obszarach gospodarczych można dostrzec podobny schemat działania: kluczowe projekty publiczne trafiają do podmiotów powiązanych z odpowiednimi środowiskami biznesowo-politycznymi. System kaucyjny to idealny przykład takiego mechanizmu.

Mówimy o rynku wartym miliardy złotych rocznie: każda butelka czy puszka oznacza przepływ pieniędzy – od producenta, przez handel, po operatora systemu. To nie tylko ekologia, lecz także ogromny biznes związany z logistyką, obsługą finansową kaucji oraz sprzedażą surowców wtórnych. W praktyce oznacza to, że decyzja o tym, kto zostaje operatorem systemu, ma znaczenie strategiczne. Właśnie dlatego pojawiają się zarzuty, że zamiast przejrzystego modelu konkurencji mamy do czynienia z klasycznym „kolesiostwem”, w którym dostęp do rynku otrzymują podmioty mające odpowiednie kontakty polityczne.

Kolejną kontrowersją jest kwestia przepływu pieniędzy. W systemie kaucyjnym powstaje tzw. „float finansowy”, czyli środki z niezwróconych kaucji oraz pieniądze pozostające w obiegu, zanim wrócą do konsumenta. W wielu krajach te środki pozostają w krajowym systemie recyklingu lub trafiają do funduszy środowiskowych. W Polsce jednak część zysków jest transferowana do zagranicznych struktur właścicielskich operatorów lub firm logistycznych obsługujących system.

Mechanizm jest prosty: spółka działająca w Polsce i nazywająca się „polską”, jest zwykle częścią większej grupy kapitałowej, której właściciele znajdują się za granicą. W takiej sytuacji zyski z obsługi systemu – opłaty operacyjne, marże logistyczne czy przychody z recyklingu – mogą być transferowane w formie dywidend, opłat licencyjnych czy usług zarządczych. Efekt? Polscy konsumenci płacą kaucję przy każdej butelce, ale część pieniędzy wypracowanych w systemie może ostatecznie zasilać zagraniczne centra finansowe.

W taki oto sposób ekologiczna idea staje się narzędziem do budowania polityczno-biznesowych układów. Jeśli operatorzy systemu są wybierani w sposób budzący wątpliwości, a struktura własnościowa pozwala na transfer zysków za granicę, trudno mówić o projekcie w pełni służącym interesowi publicznemu. Trzeba to powiedzieć otwarcie – jest to kolejny, wielki szwindel POPiS.

Polecamy również: Kanada utajniła wyniki śledztwa w sprawie rzekomych mordów w szkołach rezydencjalnych

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!