Felietony

Z duszą duszno, bez duszy – jeszcze gorzej

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Żaden ze mnie filozof, podobnie, jak i teolog, ale wcale mnie to nie martwi, bo wystarczy porównać filozofię z takimi na przykład naukami ścisłymi, czy przyrodniczymi. Te ostatnie niezwykle się rozwinęły i na przykład, kiedy moja młodsza córka pokazała mi zestaw pytań maturalnych z biologii, to doszedłem do wniosku, że nie odpowiedziałbym na żadne – bo to, czego uczyliśmy się w pierwszej połowie lat 60-tych, to dzisiaj zaledwie abecadło, a dzisiejsi uczniowie poznają rzeczy, o których nam się wtedy nie śniło. Tymczasem – jak zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz – filozofia od czasów starożytnych nie rozwinęła się wcale. Przeciwnie – można odnieść wrażenie, jakby współcześni filozofowie byli głupsi i to znacznie, od starożytnych. Ot na przykład są tacy, co duraczą swoich studentów, mówiąc im, że prawda nie istnieje. Jeśli tak, to przynajmniej to zdanie musi być prawdziwe, a skoro ono jest prawdziwe, to znaczy, że prawda istnieje. Jak widzimy, żadnej logiki w tym nie ma, ale jakże oczekiwać logiki od filozofów, skoro opowiadają nam oni o sobie, o swoich urojeniach, lękach, sympatiach, antypatiach i skłonnościach? Z nauką nie ma to nic wspólnego, poza tym, że ci wszyscy filozofowie są pozatrudniani na uniwersytetach i mają tytuły naukowe. Pół biedy, jak któryś ma talent literacki, to wtedy jego opowieści mogą być nawet ciekawe, ale niestety większość talentu literackiego nie ma, tylko ściągają jeden od drugiego. Pamiętam jak pani prof. Maria Szyszkowska, podczas jakiejś debaty telewizyjnej powiedziała zupełnie serio, że zdefiniowanie pornografii przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Już myślałem, że to prawda, aż tu następnego dnia media doniosły, że na bazarze Różyckiego sierżant policji złapał jegomościa z torbą pełną kaset pornograficznych. Wystarczył mu rzut oka, żeby się zorientować, z czym ma do czynienia, co oznaczało, że zdefiniowanie pornografii może przekraczać możliwości niektórych umysłów, ale bynajmniej nie wszystkich. Znowu Stanisław Lem w znakomitej powieści “Głos Pana” wkłada w usta uczonego matematyka opowieść o tym, jak to jechał samochodem z pewnym filozofem, wyznającym skrajny solipsyzm, to jest przekonanie, że cały świat mieści się w ciasnej przestrzeni między naszymi uszami, więc tak naprawdę istniejemy tylko my, a cała reszta, to fantomy. I stało się, że samochód złapał gumę. Nasz filozof wysiadł, wyjął z iluzji bagażnika fantom zapasowego koła, złudzeniem klucza odkręcał nieistniejące śruby, a po założeniu na widmo samochodu fantomu koła znowu te iluzoryczne śruby przykręcał – i to całe doświadczenie ani na moment nie zachwiało w nim wiary w skrajny solipsyzm i w dalszym ciągu wykładał go – oczywiście fantomom studentów.

Podobnie, a nawet gorzej, jest z teologią. Nawet nie chodzi o to, że jeśli przedmiotem zainteresowania filozofii jest świat, o którym co prawda nie wiemy nawet, czy istnieje, czy nie, to przedmiotem teologii są zaświaty, o których tak dobrze, jak nie wiemy nic, z wyjątkiem jednego: że w zaświatach nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform. Teologia w tej sytuacji podobna jest do Sherlocka Holmesa, który z nic nie znaczącego drobiazgu potafił wydedukować nie tylko przebieg zbrodni, ale i ustalić zbrodniarza. Stąd nauka, by dedukcji nie lekceważyć, ale też jej nie przeceniać, bo ona informuje nas jedynie, że rozumowanie nasze było poprawne – ale tylko na gruncie powziętych uprzednio założeń. Skoro tak, to dedukcja nie prowadzi do poznania, dajmy na to, zaświatów: jakie one są i tak dalej, a jedynie dostarcza przesłanek wzmacniających naszą wiarę, która względem dedukcji ma charakter pierwotny. To pokazuje, że teologia w zasadzie pełni funkcję pożyteczną, dostarczając wierze czegoś w rodzaju racjonalistycznej laski, którą wiara w chwili zachwiania może sie podeprzeć. Właśnie już niedługo będziemy, to znaczy – nie będziemy – śpiewać w kościołach: “prestet fides supplementum sensuum defectui”, co się wykłada, że co dla zmysłów niepojęte tego dopełni w nas wiara – ale tylko dopełni, więc poznanie, niechby drogą dedukcji, jest jednak podstawą, a w każdym razie – wsparciem dla wiary, która bez tego byłaby iluzją. Nieszczęściem teologia stała się dyscypliną akademicką, co łączy się z koniecznością pisania doktoratów i rozpraw habilitacyjnych, w których trzeba wystrzegać się plagiatów, ani powtarzać po innych. W ten właśnie sposób rodzą się herezje, bo do nich właśnie musi doprowadzić pogoń za oryginalnością. W rezultacie mamy dzisiaj teologów, zupełnie serio głoszących, że Zmartwychwstanie nie było faktem historycznym, a jedynie rodzajem halucynacji apostołów, któtrzy tak pragnęli, tak pragnęli zmartwychwstania Jezusa, że w końcu zaczęło im się coś wydawać. To się zdarza; pamiętam, jak w latach 60-tych, będąc w czasie wakacji w powiecie biłgorajskim, biesiadowałem z tamtejszymi chłopami, w towarzystwie miejscowego nauczyciela. Większość tych chłopów to byli AK-owcy, którym wieczorem przy wódeczce zbierało się na wspominki. Kiedy wódeczki było trochę więcej, to również nauczyciel, który był nawet nieco młodszy ode mnie, zaczynał sobie przypominać jakieś swoje wojenne przewagi, chociaż muszę przyznać, że jego opowieści, w odróżnieniu od wspominków AK-owców, miały charakter ostrożnie ogólny. Jestem jednak pewien, że w przeciwieństwie do apostołów, nie dałby sobie za to uciąć głowy, zwłaszcza po wytrzeźwieniu. Znowu inni teologowie z kręgu “Tygodnika Powszechnego” przypisali ostatnio Matce Bożej szczególną predylekcję do sodomitów z powodu ich “wykluczenia”, wobec czego wyczyn pani Elżbiety Podleśnej, czy jakichś innych zboczeńców, którzy nimb na obrazie Madonny Częstochowskiej wymalowali kolorami tęczy, aktualnie symbolizującej wszystkie możliwe zboczenia płciowe, uznali za teologicznie poprawny. Widzimy tedy, że teologia, zamiast być wsparciem dla wiary, schodzi powoli na psy, a w tej sytuacji ocena, czy ktoś jest teologiem katolickim, czy nie, zależy już tylko od tego, z czyjej kasy bierze pieniądze.

Do tych przemyśleń skłoniła mnie niedawna uwaga prezydenta USA Józia Bidena, że prezydent Rosji Włodzimierz Putin jest “zbójem”, a w dodatku – że nie ma duszy. Ciekawe, czy prezydent Józio doszedł do tych wniosków na własną rękę, czy też swoją diagnozę oparł na raportach CIA, dla której spenetrowanie czyjejś duszy nie stanowi chyba problemu – ale nie to jest istotne, tylko to, czy rosyjski prezydent Putin ma duszę, czy nie ma. Możliwe, że nie ma, bo taki na przykład Aleksander Kwaśniewski, który też był prezydentem, twierdzi, że nie ma duszy, a – chociaż nie słynie w świecie z wiarygodności – to w tej sprawie nie ma powodu, żeby mu nie wierzyć, bo w końcu któż takie rzeczy może wiedzieć lepiej od niego? Ale nie przypominam sobie, by prezydent Putin kiedykolwiek utrzymywał, że on też duszy nie ma. Może tak było za komuny, kiedy był agentem KGB, bo wtedy żadnemu człowiekowi sowieckiemu, nie mówiąc już o czekistach, nie wolno było mieć duszy – ale teraz już chyba wolno? Przypuszczenie swoje opieram na obejrzeniu “parady zwycięstwa” w Moskwie w roku 2019, kiedy to minister obrony Rosji Sergiusz Szojgu, ruszając z bramy Kremla na Plac Czerwony, gdzie miał zaczynać paradę, zamaszyście się przeżegnał. Podobnie prezydent Putin, kiedy tylko jest w cerkwi, to zapala świeczkę i też się żegna. Oczywiście nie świadczy to zaraz o posiadaniu duszy – ale w takim razie na jakiej podstawie prezydent Józio Biden oparł swoją kategoryczną diagnozę? O ile mi wiadomo, prezydent Biden, chociaż ostatnio strasznie się bisurmani, podaje się za katolika, więc co jak co, ale duszę powinien mieć. Niestety to nie jest do końca pewne, bo czegóż to politycy nie mówią na swój temat, kiedy zależy im na wyłudzeniu głosów od obywateli? W tej sytuacji trzeba by opracować jakąś metodę badawczą, dzięki której można by uzyskać pewność, że ten osobnik ma duszę, a tamten na pewno nie ma. Z uwagi na przedmiot takich badań trzeba by zaangażować do zespołu badawczego również teologów, więc chociaż najgorsze są nieproszone rady, to jednak sprawa jest tak ważna, że pozwalam sobie zgłosić kandydaturę pana red. Tomasza Terlikowskiego.

Stanisław Michalkiewicz

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!