Polska Wiadomości

Ukrainiec zawinił, władze ścigają polskiego policjanta

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Sierż. Michał Czabrowski, jako funkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Sopocie, we wrześniu 2024 roku na polecenie prokuratora dokonywał zatrzymania obywatela Ukrainy, który był podejrzany o uprowadzenie dziecka.  Ukrainiec był agresywny, wobec czego Polak musiał użyć siły. Mimo upadku postępowania dyscyplinarnego wobec niego, sąd nadal chce się zemścić, za zdecydowane działania wobec obrzydliwego przesiedleńca.

Ukrainiec zawinił, ale polskie (?) władze ścigają polskiego policjanta. Sprawa postawienia zarzutów funkcjonariuszowi, który użył gazu pieprzowego podczas zatrzymania agresywnego mężczyzny podejrzanego o próbę uprowadzenia dziecka, rodzi poważne pytania o kondycję polskiego systemu prawnego. Według relacji pełnomocnika funkcjonariusza zatrzymywany stawiał opór, obrażał policjantów i znajdował się w pobliżu noży, co mogło stanowić realne zagrożenie dla interweniujących. Mimo wcześniejszego uniewinnienia w postępowaniu dyscyplinarnym prokuratura zdecydowała się skierować akt oskarżenia.

Z dostępnych informacji wynika, że funkcjonariusz działał na polecenie prokuratury, realizując czynność zatrzymania osoby poszukiwanej. W sytuacji narastającej agresji zastosował środek przymusu bezpośredniego w postaci gazu pieprzowego, co umożliwiło obezwładnienie podejrzanego. Kontrola wewnętrzna policji nie dopatrzyła się uchybień, jednak prokurator uznał użycie środka za nieproporcjonalne.

To właśnie ten rozdźwięk między oceną służbową a decyzją oskarżyciela publicznego wywołuje największe kontrowersje. W opinii wielu komentatorów rodzi się pytanie, czy funkcjonariusze w Polsce mogą jeszcze działać zdecydowanie, nie obawiając się późniejszych konsekwencji prawnych. Każda interwencja obarczona ryzykiem fizycznym wymaga przecież szybkiej oceny sytuacji i reakcji adekwatnej do zagrożenia – nie zaś analizy dokonywanej z perspektywy wygodnego biurka wiele miesięcy później.

Krytycy decyzji prokuratury wskazują na coraz częstsze przypadki, w których państwo zdaje się traktować własnych funkcjonariuszy bardziej surowo niż osoby stwarzające zagrożenie. Taka praktyka może prowadzić do efektu mrożącego: policjanci, obawiając się odpowiedzialności karnej, będą unikać stanowczych działań nawet wtedy, gdy wymaga tego bezpieczeństwo obywateli. W dłuższej perspektywie uderza to nie tylko w morale służb, lecz także w poczucie bezpieczeństwa społecznego.

Nie oznacza to oczywiście, że każda interwencja powinna być automatycznie uznawana za prawidłową. Kontrola nad użyciem środków przymusu jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa. Problem zaczyna się wtedy, gdy decyzje organów ścigania sprawiają wrażenie oderwanych od realiów ulicy i praktyki policyjnej. Jeśli funkcjonariusz, który według własnej formacji działał zgodnie z procedurami, trafia na ławę oskarżonych, trudno oczekiwać, że inni policjanci będą podejmować ryzyko w podobnych sytuacjach.

Cała sprawa staje się symbolem szerszego zjawiska – rosnącego chaosu decyzyjnego, braku spójności między instytucjami państwa oraz ich nachalną służalczością wobec Ukraińców, traktowanych jak święte krowy w Indiach. Zamiast jasnych standardów mamy niepewność, zamiast wsparcia dla funkcjonariuszy – sygnał, że każda zdecydowana reakcja może zostać zakwestionowana na niekorzyść Polaków. Jeżeli ten trend się utrzyma, organy ścigania doprowadzą do sytuacji, w której skuteczność interwencji stanie się wyjątkiem, a nie regułą.

Polecamy również: Skandal w Holandii: celowo zawyżano pomiary temperatury

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!