Debata o kierunku rozwoju Unii Europejskiej powraca z nową siłą. Wystąpienia przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen oraz planowane reformy rynku wewnętrznego i rynków kapitałowych są przez część komentatorów interpretowane jako kolejny krok w stronę głębszej integracji, a nawet budowy quasi-federalnego „superpaństwa”. Warto przeanalizować te propozycje z perspektywy obrony suwerenności państw narodowych i zasady pomocniczości.
Szefowa KE domaga się szybszej centralizacji UE w ramach superpaństwa. Według relacji medialnych przewodnicząca KE podkreśla potrzebę „gruntownych porządków regulacyjnych” i harmonizacji przepisów w państwach członkowskich. Wskazuje m.in. na fragmentację rynków finansowych oraz różnice prawne utrudniające działalność przedsiębiorstw. W jej ocenie Europa potrzebuje jednego dużego i płynnego rynku kapitałowego, a jeśli nie uda się osiągnąć zgody wszystkich państw, integracja może być pogłębiana w mniejszych grupach krajów.
Zwolennicy integracji argumentują, że uproszczenie regulacji zwiększy konkurencyjność wobec USA i Chin, a głębszy jednolity rynek pozwoli lepiej wykorzystać ogromne oszczędności Europejczyków. Komisja Europejska planuje przyspieszyć budowę tzw. unii oszczędności i inwestycji oraz zacieśnić nadzór finansowy, aby mobilizować kapitał i ułatwić transgraniczną działalność gospodarczą.
Jednak z perspektywy państw narodowych pojawia się szereg wątpliwości. Po pierwsze, centralizacja kompetencji finansowych czy regulacyjnych może oznaczać ograniczenie możliwości prowadzenia własnej polityki gospodarczej. Jeśli nadzór i standardy będą coraz bardziej przenoszone na poziom unijny, rządy krajowe stracą część wpływu na kształtowanie lokalnych modeli rozwoju. Harmonizacja, choć przedstawiana jako narzędzie walki z biurokracją, może w praktyce prowadzić do ujednolicenia rozwiązań nie zawsze odpowiadających specyfice poszczególnych gospodarek.
Po drugie, idea „wzmocnionej współpracy”, czyli pogłębiania integracji przez część państw, rodzi ryzyko powstania Europy wielu prędkości. Taki scenariusz może marginalizować kraje sceptyczne wobec dalszej centralizacji, zmuszając je do wyboru między utratą wpływu a przyjęciem regulacji, które nie zostały uzgodnione jednomyślnie.
Kolejną kwestią jest równowaga między efektywnością gospodarczą a demokratyczną kontrolą. Przenoszenie decyzji na poziom ponadnarodowy może oddalać proces legislacyjny od obywateli i parlamentów krajowych. Z perspektywy zwolenników suwerenności oznacza to ryzyko „deficytu demokratycznego”, w którym kluczowe decyzje gospodarcze zapadają w Brukseli, a nie w stolicach państw członkowskich.
Warto również zauważyć, że argument o konieczności centralizacji w celu „zwiększenia konkurencyjności” nie jest jedyną możliwą drogą. Alternatywą może być elastyczna współpraca między państwami przy zachowaniu szerokiej autonomii regulacyjnej. Różnorodność modeli gospodarczych w Europie jest bowiem źródłem innowacji i odporności na kryzysy, a nie jedynie barierą dla rozwoju jednolitego rynku.
Podsumowując, obecne plany pogłębiania integracji gospodarczej UE można interpretować jako krok w stronę większej centralizacji i likwidacji suwerenności. Choć celem unijnych centralistów ma być „uproszczenie przepisów” i „zwiększenie konkurencyjności”, rodzą one poważne pytania o przyszłość suwerenności państw narodowych.
Polecamy również: Brytyjska agencja fałszowała dane meteo, by zadowolić lobby klimatyczne
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





