System kaucyjny miał być prosty: kupujesz napój, płacisz kaucję, oddajesz opakowanie i odzyskujesz swoje pieniądze. W praktyce coraz częściej okazuje się, że ostatni etap jest znacznie trudniejszy, niż zapowiadano. Efekt? Według dostępnych danych konsumenci nie odebrali dotąd ponad 70 proc. naliczonych kaucji, a wartość nieodebranych środków przekroczyła już 650 mln zł.
System kaucyjny to żyła złota dla operatorów, ale piekło dla zwykłych wrzucających butelki. Dla pojedynczego klienta kilka nieodebranych z wrzutu złotówek może wydawać się niewielką kwotą. Statystyczny Polak kupuje miesięcznie około 15 napojów w butelkach i 12 w puszkach. Przy obowiązującej stawce 50 groszy za opakowanie oznacza to dodatkowe 13,50 zł miesięcznie i około 160 zł rocznie. Niewiele? Pomnóżmy to przez miliony konsumentów. W ten sposób powstała kwota liczona już w setkach milionów złotych.
Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się z pieniędzmi, których właściciele nie odzyskali. Nie trafiają one z powrotem do sklepów ani do producentów napojów. Zgodnie z zasadami funkcjonowania systemu pozostają do dyspozycji operatorów systemów kaucyjnych i stanowią jedno ze źródeł finansowania całego mechanizmu.
Powstaje więc dość osobliwa konstrukcja. Im więcej osób zrezygnuje ze zwrotu opakowań, zapomni o bonie albo zniechęci się kolejną awarią automatu, tym większa pula środków pozostanie w systemie. Oficjalnym celem jest oczywiście zwiększenie poziomu recyklingu, jednak trudno nie zauważyć, że finansowo system wcale nie cierpi na tym, że część konsumentów nie odzyskuje swoich pieniędzy. A powodów do rezygnacji nie brakuje.
Klienci od miesięcy skarżą się na częste awarie butelkomatów, odrzucanie prawidłowo oznaczonych opakowań czy problemy z realizacją wydrukowanych voucherów. Do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wpłynęło już ponad sto zgłoszeń dotyczących funkcjonowania systemu, a najczęściej dotyczą one właśnie niedziałających automatów i odmowy ręcznego przyjmowania opakowań przez sklepy, mimo że w przypadku awarii mają one taki obowiązek.
O skali problemu świadczą także kolejne relacje klientów. Niedawno portal E-Poznań opisał sytuacje, w których automat zawiesza się co kilka minut, tworząc długie kolejki i irytację zarówno klientów, jak i pracowników sklepu. Według relacji cytowanych przez media pracownicy sami przyznają, że urządzenia potrafią psuć się niemal bez przerwy, a obsługa awarii staje się codziennością i odciąga ich od innych czynności. Co więcej, muszą słuchać narzekań klientów, choć nie są w ogóle winni zaistniałej sytuacji.
Do tego dochodzą rozwiązania, które trudno uznać za przyjazne użytkownikowi. Papierowe bony z terminem ważności, które można zwyczajnie zgubić. Zgniecione butelki odrzucane przez automat, mimo że nadają się do recyklingu. Braki punktów zwrotu w wielu mniejszych miejscowościach. W pierwszych miesiącach działania systemu głośno było także o absurdach logistycznych, gdy część zebranych opakowań pokonywała setki kilometrów, trafiając do sortowni na drugim końcu Polski, a nawet za granicę.
Ironia całej sytuacji polega na tym, że system reklamowany jako ułatwienie dla środowiska coraz częściej przypomina test cierpliwości. Klient najpierw finansuje system, później przechowuje opakowania w domu, następnie szuka działającego automatu, stoi w kolejce, walczy z urządzeniem odrzucającym butelkę za butelką, odbiera papierowy voucher, pilnuje terminu jego ważności, a na końcu cieszy się, że odzyskał własne pieniądze. Trudno odmówić temu rozwiązaniu rozmachu – niewiele systemów potrafi tak skutecznie utrudnić zwrot pieniędzy ich prawowitemu właścicielowi.
Mimo licznych problemów rząd Tuska zapowiada dalszy rozwój systemu. W planach znajduje się objęcie kaucją kolejnych rodzajów opakowań, w tym szkła oraz kartonów po napojach. Obóz lewicowo-liberalny przekonuje, że zwiększy to poziom odzysku odpadów. Konfederaci z kolei odpowiadają, że rozszerzanie systemu przed usunięciem obecnych problemów oznacza jedynie przeniesienie istniejącego chaosu na kolejne opakowania.
NASZ KOMENTARZ: Jeśli po kilku miesiącach funkcjonowania ponad 70% pobranych kaucji nadal nie wróciło do klientów, trudno oprzeć się wrażeniu, że największym zwycięzcą obecnego modelu nie jest ani środowisko, ani konsument, ani nawet rząd. Wygrani są operatorzy systemu, zwykle zza granicy (np. Duńczycy). I chyba o to chodziło, gdy zieloni komuniści z kliki POPiS wprowadzali to cudowne ustrojstwo.
Polecamy również: Agresja Polaków wobec Ukraińców? Cisza o przyczynach, lament o skutkach
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





