Stanisław Michalkiewicz: W Iranie “przeczesywanie terenu”
Jeszcze światło nie zostało dokładnie oddzielone od ciemności, ale pojawiły się w sieci informacje, jakoby “dyplomacja Zatoki Perskiej”, to znaczy – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabkie i Katar – przekonały prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, by “wstrzymał” atak na Iran, w którym okrutny reżym ajatollachów prześladuje uciśniony tamtejszy lud.
Przypomnijmy, że pogłoski o ataku pojawiły się już 29 grudnia, kiedy to na Florydę przyleciał premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, który “przekonał” prezydenta Trumpa, że nie ma innej rady, jak tylko “zmiażdżyć” znienawidzony reżym irański, który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, to znaczy – utrudnia bezcennemu Izraelowi realizację projektu “Wielkiego Izraela”, z którą to ideą, premier Netanjahu “czuje się związany”.
Przekonanie prezydenta Trumpa do ostatecznego rozwiązania kwestii irańskiej było tym łatwiejsze, że już dzień wcześniej, to znaczy – 28 grudnia – uciśniony lud irański wszczął “pokojowe protesty” na ulicach Teheranu i innych miast Iranu, w następstwie których zapłonęły samochody i inne łatwopalne obiekty, a ponad 2 tysiące osób straciło życie – w tym również ponad 100 funkcjonariuszy bezpieczeństwa.
Wydawało się tedy, że w Iranie zapanowała sytuacja rewolucyjna, która – według Włodzimierza Lenina nastaje wtedy, gdy spełnione są jednocześnie trzy warunki: po pierwsze pojawia się masowe niezadowolenie, po drugie – to masowe niezadowolenie uzewnętrznia się w postaci masowych protestów i wreszcie – gdy istnieje jakieś wpływowe państwo, zainteresowane przeprowadzeniem przewrotu politycznego w danym kraju.
W przypadku Iranu ten trzeci warunek został spełniony z nadwyżką, bo aż dwa wpływowe państwa: Stany Zjednoczone oraz bezcenny Izrael okazały zainteresowanie przeprowadzeniem w Iranie politycznego przewrotu.
Wydawało się zatem, że wszystko jest nie tylko w jak najlepszym porządku według norm leninowskich, ale i na najlepszej drodze. W miarę, jak protesty przybierały na sile, odezwał się wyciągnięty przez CIA z naftaliny “następca tronu”, czyli syn byłego szacha, Mohammeda Rezy Pahlaviego, który pod koniec lat 70-tych został wyślizgany przez ajatollaha Chomeiniego, co to przedtem przebywał na emigracji we Francji pod czujnym okiem tamtejszej razwiedki.
O kulisach całej sprawy opowiedział pani Krystynie Okrent, z tych lepszych, belgijskich Okrentów z korzeniami, która była naturalną przyjaciółką późniejszego ministra spraw zagranicznych Republiki Francuskiej, Bernarda Kouchnera, były szef francuskiego wywiadu, hrabia Aleksander de Marenches, którego prezydent Pompidou wysłał do Teheranu, by się zorientował, co się dzieje z tym całym szachem i czy warto go podtrzymywać.
Hrabia de Marenches – o czym wspomina w książce “Sekrety szpiegów i książąt” – po powrocie zameldował, że szach jest już passe, wobec czego następnym samolotem poleciał do Teheranu ajatollah Chomeini i tak narodziła się tam “republika islamska”.
No a teraz kres republice islamskiej miał położyć wyciągnięty z naftaliny “następca tronu” w osobie Cyrusa Rezy Pahlaviego, który zaapelował do swego ludu, by nie przerywał protestów, bo tylko patrzeć, jak on wróci do Iranu z moca wielką i majestatem, a wtedy zostanie tam przywócone prawo i sprawiedliwość – chociaż bez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, który ma do wykonania ważne zadania na scenie politycznej naszego nieszczęśliwego kraju.
Z zagadkowych przyczyn apel “następcy tronu” Cyrusa Rezy, został uznany za niewystarczający, wobec czego do protestującego ludu irańskiego odezwał się sam prezydent Donald Trump, apelując, by nie przerywał demonstracji, przeciwnie – by “przejmował instytucje państwowe”, bo“pomoc “już nadchodzi”. No a teraz zaktywizowała się “dyplomacja” i cała operacja narodowo-wyzwoleńcza w Iranie została odwołana.
Wswzystko to oczywiście może być prawda – ale właśnie mój Honorable Correspondant w Ameryce przekazał mi, że po Waszyngtonie krążą fałszywe pogłoski, wskazujące na inną przyczynę odwołania operacji. Oto, jak wiadomo, rząd irański wyłączył w całym kraju nie tylko telefony, ale również internet, więc łączność z tamtejszym ludem została utrudniona. Ale w naszym fachu nie ma strachu, toteż Elon Musk niezwłocznie uruchomił “Starlinki” – te same, za które polski rząd płaci ciężkie pieniądze, żeby mogła z nich korzystać Ukraina – i w ten sposób łączność z tajnymi współpracownikami Mosadu i CIA w Iranie została przywócona.
Jednak oprócz niewątpliwych plusów dodatnich tej sytuacji, pojawiły sie również poważne plusy ujemne. Otóż rząd irański namierzył, kto odbierał komunikaty przekazywane przez “ Starlinki” i dalszy ciąg był taki sam, jak to opisywał poeta o stanie wojennym w Polsce.
“Nie płoszmy ptaszka, niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje – aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki”. Czy tanki rzeczywiście były, czy tylko kroki na schodach – o to mniejsza, dość, że rozpoczęły się masowe aresztowania tajnych współpracowników obydwu wywiadów, w związku z czym nie było innej rady, jak pozwolić dojść do głosu “dyplomacji Zatoki Perskiej”, żeby przynajkniej uniknąć obciachu.
Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale tak czy owak operacja narodowo-wyzwoleńcza ludu irańskiego musiała zostać przerwana – no i została. W tej sytuacji również “następca tronu” Cyrus Reza trafi chyba z powrotem do naftaliny, gdzie będzie czekał do następnej okazji – no a przede wszystkim premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, któremu się wydawało, że już wita się z gąską, będzie musiał uzbroić sę w cierpliwość – bo jeśli nawet pogłoski krążące po Waszyngtonie są fałszywe, to odbudowa agentury w Iranie będzie musiała trochę potrwać.
Myślmy jednak pozytywnie – bo w ramach myślenia pozytywnego prezydent Trump będzie mógł wzbogacić wieniec sławy o kolejny listek – że mianowicie zakończył, a właściwie nie tyle nawet “zakończył”, co zapobiegł kolejnej wojnie. W tej sytuacji nie ma chyba wątpliwości, że w tym roku już na pewno dostanie Pokojową Nagrodę Nobla, do której nie będzie pretendowała żadna pani Maria Machado, która właśnie przygalopowała do Waszyngtonu, gdzie będzie licytowała się z obecną panią prezysentessą Wenezueli, która lepiej się Ameryce nadstawi.
Dodatkowy wniosek, jaki warto z tej historii wyciągnąć to taki, żeby nie pokładać nadmiernej ufności w najnowszych wynalazkach. Oto władający Czeczenią Dżochar Dudajew, niepomny, że według konstytucji ZSRR tylko republiki związkowe miały “prawo wychoda”, a autonomiczne – nie – ogłosił niepodległość Czeczenii, na co Rosja odpowiedziała wysłaniem wojska. I ciekawe – chociaż ZSRR już nie istniał, więc i jego konstytucja nie obowiązywała – opinia międzynarodowa uznała, że Czeczenia stanowi “wewnętrzną sprawę” Rosji i interesowała się tylko, czy bomby i pociski mają prawidłowe kalibery.
Sam zaś Dżochar Dudajew został namierzony przez ruskich szachistów, gdy korzystał z telefonu satelitarnego – podobnie jak tajni współpracownicy Mosadu i CIA w Iranie – ze “Starlinków”. Wygląda zatem na to, że i jego i ich zgubiło nadmierne zaufanie do technicznych nowinek.
Polecamy również: Skandaliczne zaniedbania jaczejki OMZRiK. Komornik zajął jej konto
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




