Ministerstwo Środowiska i Klimatu pod zarządem Pauliny Hennig-Kloski zaplanowało na 2027 rok zniszczenie 900 tys. hektarów polskich pól i łąk. Tereny, które w poprzednich wiekach zostały pracowicie zagospodarowane przez Polaków i przystosowane do upraw i hodowli, mają zostać zalane, by powstały bagna. To zbrodnia na żywnościowym bezpieczeństwie państwa i systemowe niszczenie rolnictwa. Czy ktoś zatrzyma tych szaleńców?
Rząd Tuska chce zalać ogromne tereny Polski. Nowa „Strategia ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce” wywołała poważne kontrowersje w środowisku rolniczym. Dokument przygotowywany przez administrację państwową zakłada m.in. „ponowne nawodnienie” terenów dziś wykorzystywanych rolniczo oraz odtwarzanie torfowisk i mokradeł, z których Polska słynęła przed wiekami. Według krytyków może to oznaczać wyłączenie z użytkowania nawet ponad 900 tys. hektarów gruntów, co rodzi pytania o przyszłość produkcji żywności i stabilność gospodarstw rolnych.
Rząd przekonuje, że strategia jest odpowiedzią na kryzys wodny i zmiany klimatyczne oraz że działania mają być dobrowolne i wspierane finansowo. Jednak część przedstawicieli branży rolnej twierdzi, że dokument powstał bez rzetelnej analizy skutków społeczno-gospodarczych. Organizacje rolnicze podnoszą, że tak duża ingerencja w użytkowanie ziemi może uderzyć w produkcję zwierzęcą i bazę paszową, a proponowane rekompensaty nie odzwierciedlają realnych strat.
Największe obawy budzi skala planowanych zmian. Według przedstawicieli Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny strategia może objąć ponad 906 tys. hektarów gruntów ornych i łąk, a część analiz opiera się na danych historycznych, co zdaniem rolników utrudnia ocenę rzeczywistych skutków dla współczesnej gospodarki rolnej.
Krytycy zarzucają rządowi, że w pogoni za utopijnymi celami klimatycznymi, wymyślanymi przez brukselskich komunistów, marginalizuje kwestie bezpieczeństwa żywnościowego i konkurencyjności polskiego rolnictwa. Ich zdaniem transformacja ekologiczna nie powinna polegać na ograniczaniu produkcji bez jasnego planu alternatywnego rozwoju obszarów wiejskich. W sytuacji rosnących kosztów energii i niestabilnych rynków rolno-spożywczych każda decyzja o zmniejszaniu areału upraw może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza sektor rolny.
Zwolennicy strategii argumentują z kolei, że odtwarzanie mokradeł może poprawić retencję wody i ograniczyć skutki suszy, co w długiej perspektywie ma wspierać rolników. Problem polega na tym, że komunikacja rządu nie przekonuje sceptyków. Brak szczegółowych analiz wpływu na gospodarstwa i niejasne źródła finansowania sprawiają, że wielu rolników odbiera projekt jako narzucany odgórnie.
Dzisiejszy spór pokazuje szerszy problem polskiej polityki rolnej: jak pogodzić ambitne cele klimatyczne z realiami ekonomicznymi wsi. Jeśli rząd nie przedstawi konkretnych gwarancji bezpieczeństwa produkcji i dochodów gospodarstw, strategia zamiast symbolem modernizacji może stać się kolejnym źródłem konfliktu między administracją a rolnikami. Przede wszystkim, tego typu działania przyniosą Polsce regres cywilizacyjny, pomogą zbliżyć nasz kraj do poziomu krajów trzeciego świata.
Polecamy również: Dewiant gender wystąpił w zawodach kobiet. Molestował uczestniczkę
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




