W Sądzie Okręgowym w Warszawie trwa jedna z najbardziej niezwykłych spraw dotyczących prania pieniędzy i handlu narkotykami. Prokuratura twierdzi, że przez Polskę przepływały środki o wartości nawet kilku miliardów złotych, a część operacji finansowych była obsługiwana przez bank w Skierniewicach. Oskarżony w tej sprawie żyd Szalom Lior Azulai utrzymuje, że jest niewinny, a jego obrońcy wskazują na rzekome braki dowodowe. Sprawa jest w sądzie. Kontrowersje wzbudziło jednak coś innego – kuriozalne wystąpienie talmudycznego autorytetu w obronie oskarżonego.
Rabin od Chanuki w Sejmie broni żydowskiego handlarza narkotykami. Podczas rozprawy w charakterze świadka pojawił się rabin Szalom Ber Stambler z sekty Chabad Lubawicz. W swoich wywodach przedstawił bardzo emocjonalne świadectwo na temat oskarżonego. Podkreślił jego talmudyczną religijność i trudną sytuację rodzinną (żona i dzieci są w USA), a nawet stwierdził, że jego zdaniem mężczyzna powinien dostać nagrodę Nobla.
— Poznałem go, odkąd wyszedł na wolność. Muszę powiedzieć, że znam go głęboko. Jestem jego opiekunem duchowym. Kiedy go przedstawiam innym, to mówię, że on powinien dostać nagrodę Nobla — powiedział rabin Stambler. Tego typu słowa, wypowiadane w kontekście zarzutów o udział w procederze związanym z narkobiznesem i praniem pieniędzy, stanowią czysty przykład żydowskiej hucpy.
Nie chodzi o to, że ktoś nie ma prawa stanąć po stronie oskarżonego. Każdy człowiek ma prawo do obrony i do wsparcia ze strony swojego środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy autorytet religijny zaczyna relatywizować ciężar zarzutów, zanim zapadnie wyrok. W sprawie, w której śledczy mówią o ogromnych przepływach finansowych i współpracy międzynarodowych służb, takie deklaracje mogą być odebrane jako próba wywierania presji moralnej na opinię publiczną lub sąd.
W dalszej części swojej wypowiedzi rabin twierdził, że polskie władze powinny umożliwić podejrzanemu wyjazd do Izraela. Izrael jest od lat znanym miejscem azylowym dla żydowskich przestępców. Gdyby Azulai’owi udało się tam dostać, pozostałby bezkarny.
Wystąpienie rabina w sądzie, w którym zamiast rzeczowej oceny pojawiła się jednoznaczna pochwała osoby oskarżonej o poważne przestępstwa, słusznie została odebrana przez sąd, jako próba wybielania jej wizerunku. To szczególnie kontrowersyjne w sytuacji, gdy sama prokuratura podkreśla wagę zgromadzonego materiału dowodowego i skalę sprawy.
Warto też zastanowić się nad szerszym kontekstem. Polska opinia publiczna jest dziś bardzo wyczulona na przypadki, w których autorytety – religijne, polityczne czy medialne – stają po stronie osób uwikłanych w poważne afery. Społeczne oczekiwanie jest proste: jeśli ktoś posiada wpływ i prestiż, powinien używać go raczej do wzmacniania standardów odpowiedzialności niż do budowania narracji o rzekomej krzywdzie oskarżonego, zanim zapadnie wyrok.
Ostatecznie sąd zdecyduje, czy zarzuty wobec oskarżonego są zasadne. Jednak sama postawa publicznego angażowania się autorytetów religijnych w obronę osób stojących przed tak poważnymi oskarżeniami może podważać zaufanie do instytucji i zacierać granicę między duchowym wsparciem a publicznym lobbingiem. W czasach, gdy zaufanie społeczne jest kruche, warto pamiętać, że każde słowo wypowiedziane z pozycji autorytetu ma znaczenie – i konsekwencje wykraczające daleko poza salę sądową.
Warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy – rabin Stambler to ta sama osoba, która twierdziła, że armia izraelska jest „najbardziej humanitarną armią świata”. To także on swoi za corocznie organizowanym paleniem Chanuki w polskim (?) Sejmie.
Polecamy również: Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




