Polska Wiadomości

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Decyzja Prokuratury Okręgowej w Legnicy o umorzeniu śledztwa dotyczącego siatki pedofilskiej, wywołała ostrą reakcję części opinii publicznej. Sprawa, którą od miesięcy opisywali dziennikarze śledczy, ponownie trafiła do debaty publicznej po publikacji materiałów wskazujących na kulisy działań organów ścigania oraz treści stenogramów rozmów, będących przedmiotem postępowania.

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Według ustaleń medialnych śledztwo było prowadzone przez ponad dwa i pół roku, a jego początki sięgają 2022 roku. Prokuratura zdecydowała się jednak na jego umorzenie, co spotkało się z krytyką części komentatorów i polityków domagających się wyjaśnień. Dziennikarze podkreślają, że jeszcze na krótko przed zakończeniem sprawy istniała opinia biegłego z zakresu informatyki, która miała podważać tezę, iż materiały dowodowe były wytworem sztucznej inteligencji.

Decyzja śledczych budzi pytania o tempo i kierunek postępowania. Jak się bowiem okazuje, równolegle z umorzeniem śledztwa wobec szajki pedofilskiej, ruszyło postępowanie, mające ustalić źródło przecieku informacji do mediów. W efekcie, ścigani są dziennikarze, którzy ujawnili aferę, a nie potencjalni sprawcy przestępstw.

W tle pojawiły się także wątki polityczne. Wśród osób wymienianych w materiałach prasowych znalazł się m.in. samorządowiec Robert Raczyński oraz jego współpracownik, których rozmowy miały stanowić część analizowanych stenogramów. Sam fakt pojawienia się nazwisk w publikacjach nie oznacza jednak potwierdzenia winy — postępowanie zostało bowiem formalnie umorzone, a zarzuty nie zostały rozstrzygnięte przez sąd.

Największe emocje wzbudzają fragmenty rozmów ujawnione przez dziennikarzy. Opisywane materiały mają zawierać liczne wątki dotyczące przestępstw seksualnych wobec nieletnich oraz powiązań polityków PO i „Bezpartyjnych Samorządowców” ze światem przestępczym. Siatka powiązań pedofilskich obejmuje różne środowiska — od lokalnych urzędników po osoby związane z grupami przestępczymi. Trzeba jednak podkreślić, że są to twierdzenia dziennikarzy, oparte na interpretacji treści stenogramów, których autentyczność i znaczenie procesowe nie zostały publicznie ocenione przez niezależny sąd.

Nagłe zakończenie śledztwa miało wywołać reakcje parlamentarzystów zajmujących się tematyką bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości seksualnej wobec dzieci. Według relacji medialnych część z nich domagała się wyjaśnień od przedstawicieli rządu oraz służb odpowiedzialnych za prowadzenie sprawy. Standardowo, nie uzyskali odpowiedzi.

Ta sprawa pokazuje napięcia pomiędzy mediami a organami ścigania oraz trudności związane z publikowaniem materiałów pochodzących z toczących się postępowań. Z jednej strony dziennikarze wskazują na interes społeczny i konieczność ujawniania możliwych nadużyć, z drugiej — prokuratura podkreśla obowiązek ochrony tajemnicy śledztwa.

Na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić skalę i wiarygodność opisywanych wątków. Umorzenie postępowania nie zamknęło publicznej debaty — przeciwnie, stało się impulsem do kolejnych pytań o skuteczność instytucji państwa i standardy prowadzenia śledztw w sprawach o szczególnie wrażliwym charakterze. Nietrudno domyślić się, jaki wpływ na krajową politykę miałoby ujawnienie, że część polityków partii rządzącej, wchodzi w skład siatki pedofilskiej. Właśnie dlatego, tej sprawie należało „ukręcić łeb”.

Polecamy również: Ambasador USA w Izraelu poparł żydowskie ambicje terytorialne

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!