Felietony

Portrety nagrobne, czyli rzymska tradycja w starożytnej Syrii

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Zmarli, ukazani na rzeźbach nagrobnych sprzed 2 tys. lat w Syrii, wyglądali czasem tak, jakby wychodzili ze ścian grobowców. Tradycja takich portretów upowszechniła się na Bliskim Wschodzie po jego podboju przez Rzymian. Jej badaniem zajmuje się archeolog i etnolog z UW Łukasz Sokołowski.

Przed rzymskim podbojem, w zamieszkanej przez Aramejczyków i Arabów Syrii, na grobach ustawiano posągi lub kamienne stele, które nie zawsze zdobiono przedstawieniami zmarłego. Wierzono, że dusza może wcielać się w nie i być obecna w miejscu pochówku. Po zajęciu kraju przez Rzym w 64 r. p.n.e., zwyczaje zmieniały się pod wpływem kultury zdobywców. W bogatych rodzinnych grobowcach zaczęto umieszczać płaskorzeźbione wizerunki, nietypowe dla Syrii, ale znane od wieków w Italii.

“Były to najczęściej płyty z miejscowego kamienia, wapienia lub bazaltu, z pojedynczym portretem lub portretami zmarłych, które symbolizować miały duszę zmarłego” – opowiada PAP archeolog i etnolog z Uniwersytetu Warszawskiego Łukasz Sokołowski, który bada rzymskie wpływy na wschodnich rubieżach cesarstwa. Nowy zwyczaj szybko się upowszechnił i był wśród bogatych osób powszechny aż do pojawienia się chrześcijaństwa. “Te przedstawienia robią czasem wrażenie jakby wychodziły ze ścian grobowców. Przemawiające do wyobraźni rzeźby znane są na przykład ze słynnej Palmyry – bogatego kupieckiego miasta” – opowiada naukowiec.

Do tej pory Sokołowski przeanalizował blisko pół tysiąca rzeźb nagrobnych. Jak opowiada, były to płyty z reguły dość głęboko wykonanymi reliefami. Postaci były nieco mniejsze niż naturalnych rozmiarów. Czasem ukazywano całą sylwetkę, ale częściej popiersie.

“Zmarli mieli w symboliczny sposób wychodzić z grobu, po to, aby spotykać się i ucztować z rodziną, która od czasu do czasu ich wizytowała. W starożytności nie tylko palono zmarłym lampki oliwne, ale nawet z nimi ucztowano, jak w dzisiejszym kościele prawosławnym” – zaznacza naukowiec. Według badacza “złapaniu kontaktu” z wizytującymi bliskimi miały pomóc często nadnaturalnej wielkości oczy. “Ta forma upamiętniania przypomina współczesne fotografie na nagrobkach” – ocenia.

Jednak z uwagi na to, że rzeźby te były wykonywane masowo trudno mówić o tym, że zawierały indywidualne cechy zmarłego – tzn., że były rzeczywistym portretem, który oddawał cechy fizyczne konkretnej osoby. Zdarzają się młodociane portrety osób, które zmarły w starszym wieku. Bywa też, że wszyscy członkowie rodziny na rzeźbach wyglądają niemal identycznie, bo każdy z nich zamawiał nagrobek w tym samym warsztacie. Zdaniem Sokołowskiego przedstawienia nie tyle oddawały realne rysy zmarłego za życia, co jego pozycję społeczną. Dlatego starannie zaznaczano na portretach wszelkie oznaki prestiżu – szaty, fryzury i inne atrybuty: miecze, dokumenty, naczynia rytualne, klejnoty, kądziele i wrzeciona – wylicza.

“Obecność takich przedmiotów wskazywała na pełnioną na życia rolę – obywatela miasta, uczestnika karawan, kapłana, żony, matki, panny, modnisi hołdującej trendom ze stolicy czy kogoś, kto snobował się na znawcę greckiej filozofię” – wskazuje.

Po czym zatem można było najłatwiej rozpoznać tożsamość zmarłego? Po napisie w języku aramejskim lub greckim, który z reguły znajdował się obok wykutej postaci i informował o jego pochodzeniu.

“Znane są też nietypowe przypadki. Jeden ze zmarłych ukazany jest w swoim portrecie, jak wykonuje gest przywołujący furię, bo był ofiarą morderstwa” – opowiada. Zdarzały się też kradzieże – rodziny zmarłych wykorzystywały cudze portrety, które przerabiano dla swojego bliskiego.

Dziś rzeźby te są jednobarwne – w kolorze kamienia, w którym je wykuto, ale dwa tysiące lat temu były w całości pokryte farbą.

Z czasem portrety nagrobne coraz bardziej odróżniały się od podobnych przedstawień znanych z Rzymu. Lokalni artyści mogli sobie pozwolić na większą niezależność i inwencję twórczą. Było to związane z nadaniem lokalnym mieszkańcom obywatelstwa rzymskiego w pocz. III w. Zmarłych częściej ukazywano w typowych w tym rejonie szatach. Natomiast, jeśli Syryjczyk miał na sobie strój grecki lub rzymski oznaczało to z reguły, że za życia działał w lokalnych strukturach władzy – administracji.

Syria, będąca początkowo peryferiami Cesarstwa Rzymskiego, z czasem stała się bliższa Rzymowi z wielu względów. Między innymi dlatego, że niektórzy cesarze wywodzili się właśnie z tego rejonu. “Miało to oczywiście wpływ na sztukę, w tym rzeźby nagrobne i większą swobodę lokalnych artystów. Zjednoczenie basenu Morza Śródziemnego pod egidą Rzymian to jeden z najstarszych przejawów globalizacji – i tego, jak reagowali na nią Syryjczycy” – kończy.

PAP – Nauka w Polsce
Szymon Zdziebłowski
fot. Łukasz Sokołowski

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!