Ekipy PiS i PO doprowadziły do tego, że od 1 stycznia 2026 roku użytkowanie niektórych urządzeń grzewczych stało się nielegalne. Chodzi przede wszystkim o popularne i stylowe piece kaflowe. Przyniosło to realne konsekwencje finansowe dla właścicieli nieruchomości. Kontrole i kary mają przyspieszyć wymianę źródeł ciepła na „bardziej ekologiczne”. W praktyce, koszty ogrzewania systematycznie rosną. Spada za to bezpieczeństwo grzewcze, w przypadku braku energii elektrycznej.
Korzystając z ekologistycznej nagonki, władze warszawskie POPiS zakazały Polakom sprawdzonych i bezpiecznych metod ogrzewania mieszkań. Tradycyjny piec kaflowy został wrzucony do jednego worka z prymitywnymi „kopciuchami”, mimo że z punktu widzenia fizyki spalania i sprawności energetycznej, często nie ma z nimi nic wspólnego.
Kolejne uchwały antysmogowe zakazują korzystania w Polsce z pieców kaflowych. Tymczasem w Niemczech jest zupełnie inaczej, choć oba państwa realizują ten sam cel, narzucony przez unijnych, zielonych komunistów. Różnica polega na tym, że władze niemieckie zostawili obywatelom realną drogę obrony, a polskie postawiła na ślepą biurokrację i zamordyzm.
W Niemczech obowiązuje federalne rozporządzenie BImSchV, które wprowadza limity emisji, ale nie opiera się wyłącznie na papierach od producenta pieca. Jeśli piec powstał przed 2010 rokiem i nie ma tabliczki znamionowej, właściciel może zlecić rzeczywisty pomiar emisji, którego dokonuje kominiarz. Jeżeli badanie potwierdzi spełnienie norm, piec zostaje dopuszczony do użytkowania bezterminowo. Liczą się zatem fakty, a nie brak formularza.
Jak widzimy, niemieckie prawo rozumie, że rzemieślniczy piec kaflowy nie jest seryjnym urządzeniem, lecz precyzyjną konstrukcją o specyficznych parametrach, których nie da się wtłoczyć w jedną rubrykę. W Polsce zastosowano odwrotną logikę – uchwały antysmogowe uznały brak certyfikatu od producenta za dowód winy. U nas nie istnieje procedura indywidualnego badania emisji. Dla urzędników nie ma bowiem znaczenia realna sprawność danego urządzenia, ani sposób korzystania z niego.
Brak jedynie słusznego certyfikatu od producenta oznacza nakaz likwidacji często sprawnego, a nawet zabytkowego pieca. To administracyjna pułapka, która dodatkowo delegalizuje całe tradycyjne zduństwo. Tymczasem eksperci wskazują, że dobrze wykonany piec kaflowy osiąga sprawność rzędu 86% (unijna norma to 80%) i bardzo niską emisję dzięki długiej drodze wylotu spalin, tudzież wysokiej temperaturze spalania, sięgającej 1000 stopni. To urządzenie akumulacyjne, a nie prymitywny kocioł zasypowy. Niestety, polskie (?) władze odmawiają obywatelom prawa udowodnienia tego faktu.
Dopóki nie zostanie wprowadzona procedura rzeczywistych pomiarów emisji, tysiące sprawnych i ekologicznych pieców zniknie nie dlatego, że są szkodliwe, lecz dlatego, że nie pasują do urzędniczego formularza, opracowanego na pruską modłę. Właściwie, w tej sprawie staliśmy się bardziej pruscy od Niemców. Co więcej, w przypadku przerw w dostawach energii elektrycznej, coraz większa liczna Polaków, będzie skazana na zimno. Tzw. pompy ciepła, czy nowoczesne piece, nie są w stanie działać bez prądu.
Polecamy również: Brytyjska policja zatrudniła murzyńskiego pedofila, by wypełnić „cele różnorodności”
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




