Polska Wiadomości

Polska traci kapitał ludzki. Władze stawiają na imigrantów

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Ministerstwo Zdrowia rządu Tuska przedstawiło rozwiązania, które mają ratować system ochrony zdrowia poprzez uprzywilejowane zatrudnianie cudzoziemców -lekarzy i pielęgniarek. Nowy projekt rozporządzenia przewiduje priorytetowe procedury dla obcokrajowców chcących pracować w ochronie zdrowia, co ma mieć złagodzić chroniczny brak personelu w polskich szpitalach i przychodniach. Tymczasem realia pokazują, że w pierwszej kolejności wiąże się to z masowym uznawaniem podejrzanych dyplomów, a zatem upadkiem jakości opieki medycznej.

Polska traci kapitał ludzki, stawiając na imigrantów. Takie podejście to pełne odwrócenie priorytetów — przede wszystkim ośrodek decyzyjny w Warszawie powinien rozwijać system przyciągania Polaków z emigracji oraz walczyć z kryzysem demograficznym, zamiast automatycznie stawiać na napływ cudzoziemców.

Polexit talentów to realny problem od dekad: miliony naszych rodaków wyjechało za pracą, nauką i lepszym życiem. Ci ludzie zdobyli doświadczenie w najbardziej konkurencyjnych gospodarkach Europy, często w sektorach kluczowych — medycynie, IT, inżynierii czy nauce. Tymczasem brak spójnej, operacyjnej i finansowanej strategii zachęcania ich do powrotu i reinwestowania swojej wiedzy w kraju oznacza, że Polska traci potencjał, który inni państwa z przyjemnością przyjmują.

Kraje takie jak Irlandia czy Niemcy skrupulatnie wdrażają programy repatriacyjne z pakietami ulg, bonami zatrudnieniowymi i ofertami mieszkaniowymi — minimalizując ryzyko powrotu i maksymalizując przyciąganie talentów. Polska tymczasem ogranicza się do sloganów bez realnego planu wdrożenia.

Projekt przyspieszenia zatrudniania obcokrajowców w ochronie zdrowia ma oczywiście kontekst: system publicznej opieki zdrowotnej w Polsce od lat boryka się z niedoborem personelu. Ogólny model finansowania opieki zdrowotnej oparty jest na składkach i systemie Narodowego Funduszu Zdrowia, ale jego niewydolność przejawia się w brakach kadrowych, kolejkach i niedofinansowaniu w stosunku do średniej UE.

Ułatwienia dla cudzoziemców to jednak bardzo wątpliwa, doraźna łatka, która nie rozwiązuje problemów źródłowych: Polska nie oferuje atrakcyjnych warunków pracy i życia dla specjalistów — obojętnie czy rodaków czy obcokrajowców. Skupianie się na upraszczeniu procedur wizowych czy zezwoleń na pracę to działanie techniczne, a nie strategiczne. Mimo że formalnie cudzoziemcy mogliby szybciej trafić do pracy w sektorze zdrowia, nie dostarcza to realnej poprawy jakości i produktywności systemu, jeśli warunki pracy pozostają nieatrakcyjne.

Nie ma spójnych programów zachęcających emigrantów do powrotu. Dlaczego? Bo w praktyce brak jest kompleksowych ulg podatkowych dla powracających specjalistów, jak też brakuje zachęt mieszkaniowych lub wsparcia dla rodzin. Zamiast tego, polscy medycy mogą liczyć na pracę na kilku etatach, niestabilne grafiki i ciągłe wykłócanie się z dyrekcjami o nowe umowy.

Koncentracja na szybkim zatrudnianiu cudzoziemców za pomocą ułatwionych procedur wizowych jest podejściem schematycznym, zgodnym z najprostszą ścieżką polityczną — krótkowzroczną i kosztowną społecznie inżynierią multi-kulti. Nie tylko nie zwalcza niedoborów w sektorze zdrowia, ale także może prowadzić do sytuacji, w której Polska staje się rynkiem taniej siły roboczej, co zniechęca zarówno lokalnych, jak i zagranicznych specjalistów o wysokich kwalifikacjach.

W efekcie będziemy powoli stawać się krajem trzeciego świata. System ochrony zdrowia, zamiast stawać się bardziej innowacyjny, uzależni się od taniej, zagranicznej siły roboczej, a Polacy za granicą tym bardziej zobaczą, że ich powrót nie jest priorytetem żadnej poważnej strategii gospodarczej czy społecznej państwa.

Polska stoi dziś przed strategicznym wyborem: albo rozwinie mechanizmy powrotu własnych specjalistów, albo nadal będzie kompensować braki kadrowe obcymi pracownikami bez realnej integracji i polityki długofalowej. Uprzywilejowane traktowanie cudzoziemców w instytucjach publicznych — choć pomocne w krótkim okresie — nie zastąpi strategii przyciągania rodaków z powrotem do kraju. Wyjdzie natomiast naprzeciw postulatom skrajnie lewicowej ideologii multi-kulti.

Abstrahując od tego, że drenowanie innych krajów ze specjalistów jest niemoralne, władze warszawskie powinny zrozumieć jedno: najcenniejszym zasobem dla stabilności i rozwoju Polski są Polacy i tylko oni, a nie permanentne upraszczanie wiz i zezwoleń dla obcokrajowców. Jeśli Polska nie ma być dla Polaków, tylko dla każdego, kto chce, po co nam w ogóle kraj o takiej nazwie? Równie dobrze możemy być pod zaborami. Na to samo wyjdzie, ale przynajmniej nie będziemy żyć złudzeniami, że mamy własne państwo, własne miejsce na tym świecie.

Polecamy również: Tusk chce karać za znieważanie unijnej flagi

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!