Policja z miasta Brema omawiała podczas szkoleń z zakresu bezpieczeństwa nową, zaskakującą metodę obrony przed napaścią seksualną. Kobiety mają w sytuacji skrajnego zagrożenia wywoływać u siebie odruch wymiotny, między innymi poprzez włożenie palców do gardła. Założenie jest takie, że widok wymiotującej osoby może wzbudzić w napastniku wstręt i skłonić go do przerwania ataku. Skuteczność tej metody budzi jednak poważne wątpliwości i świadczy raczej o desperacji w walce z imigranckimi gwałcicielami, niż szukaniem realnych rozwiązań.
Niemiecka policja wpadła na nowy, wspaniały pomysł. Chodzi o wywoływanie wymiotów wobec atakujących kobietę nachodźców. Sprawę opisał niemiecki dziennik „Kreiszeitung” 5 października 2026 roku. Według gazety technika ma być na poważnie omawiana podczas szkoleń prowadzonych przez służby prewencji policyjnej w Bremie. Rzeczniczka policji Franka Haedke potwierdziła, że w sytuacji zagrożenia, na przykład podczas próby gwałtu, należy bronić się dostępnymi środkami, a doprowadzenie się do wymiotów może być jednym ze sposobów przerwania napaści.
Szkolenia z zakresu samoobrony i zachowania w sytuacjach zagrożenia są organizowane w Bremie od ponad dziesięciu lat. Korzystają z nich między innymi pracownicy urzędów, instytucji publicznych, placówek medycznych i służb społecznych. Ich program obejmuje również rozpoznawanie niebezpiecznych sytuacji, deeskalację konfliktów oraz sposoby wzywania pomocy. Nie oznacza to jednak, że policja zaleca prowokowanie wymiotów wszystkim kobietom jako uniwersalną metodę obrony.
Temat powrócił w publikacji telewizji RTL z 13 października 2026 roku. Przedstawicielka policji zajmująca się prewencją, Katharina Stövesand, wyjaśniła, że wywołanie wymiotów jest jedną z wielu potencjalnych reakcji w sytuacji skrajnego zagrożenia, a nie rozwiązaniem odpowiednim w każdym przypadku.
Wątpliwości dotyczą przede wszystkim rzeczywistej skuteczności tej techniki. Psycholog Janina Hagemann, cytowana przez RTL, zwróciła uwagę, że osoby doświadczające skrajnego stresu mogą reagować odruchowym znieruchomieniem, określanym jako reakcja freeze. W takim stanie zdolność do świadomego podejmowania działań jest ograniczona. Trudno więc zakładać, że osoba zaatakowana zawsze będzie w stanie zastosować konkretną technikę samoobrony.
Wątpliwe jest również założenie, że widok wymiotów musi odstraszyć imigranckiego gwałciciela. Przemoc seksualna nie zawsze wynika wyłącznie z pobudzenia seksualnego. Może wiązać się także z dążeniem do dominacji i kontroli nad ofiarą, co jest typowe dla nachodźców, czujących się w Europie jak osobliwi konkwistadorzy i zdobywcy. W takiej sytuacji reakcja sprawcy na wymioty pozostaje nieprzewidywalna. Równie dobrze może wywołać śmiech, a nawet jeszcze większą agresję.
Według informacji przytoczonych przez RTL nie ma naukowych badań potwierdzających skuteczność tej konkretnej metody jako sposobu powstrzymywania napaści seksualnej. Nie można zatem traktować jej jako sprawdzonej techniki samoobrony, a raczej desperackie próby powstrzymania imigranckiej fali gwałtów na rdzennych, niemieckich kobietach. Policja jest wobec skali tego zjawiska coraz bardziej bezradna.
Co ważne, sprawa rodzi także pytanie o sposób komunikowania porad dotyczących bezpieczeństwa. Przekazywanie różnych możliwości reakcji na atak może być przydatne, ale przedstawianie niepotwierdzonej metody jako skutecznego rozwiązania może tworzyć fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa, które niestety zostało już bezpowrotnie utracone przez Niemki wraz z masowym najazdem imigrantów.
Polecamy również: Druk 3003: Rząd chce zamrażać majątki i kneblować usta





