Europa Gospodarka Wiadomości

Niemcy odchodzą od energetyki wiatrowej

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Niemcy  w ciszy wycofują się z rozwoju energetyki wiatrowej. Tylko w ostatnim czasie przyniosła im ona straty wyceniane na 1,2 mld euro. Kanclerz Friedrich Merz błaga o dostawy LNG z Kataru i innych krajów Zatoki Perskiej. To historyczny moment, gdy jak zwykły klient prosi się by mu sprzedać towar, podczas gdy sprzedawca stawia zaporowe warunki.  Ministerstwo Gospodarki na szybko chce zmienić zasady energetyki wiatrowej i słonecznej co oznacza ich powolny upadek. Aby ukryć swój błąd, energetyka wiatrowa nie będzie rozwijana „aż do momentu rozwoju sieci”. A sieć nie będzie rozwijana, bo nie ma za co.

Niemcy po cichu odchodzą od energetyki wiatrowej. Decyzja tamtejszego koncernu energetycznego RWE o zakończeniu rozwoju morskich farm wiatrowych we Francji wywołała szeroką dyskusję o kondycji europejskiego sektora offshore. Według doniesień medialnych firma wycofuje się z inwestycji na francuskim rynku, co oznacza istotną zmianę strategii inwestycyjnej jednego z największych graczy transformacji energetycznej w Europie.

RWE przez lata budowało swoją pozycję jako jeden z liderów morskiej energetyki wiatrowej, inwestując miliardy euro w projekty na Morzu Północnym i w Wielkiej Brytanii. Strategia spółki zakłada rozwój odnawialnych źródeł energii i osiągnięcie neutralności klimatycznej w ciągu najbliższych dekad, jednak coraz częściej podkreśla ona konieczność selekcji inwestycji pod kątem rentowności.

Francuski rynek offshore był dotąd postrzegany jako jeden z najbardziej perspektywicznych w Europie. Rząd w Paryżu planuje bowiem dynamiczny rozwój energetyki wiatrowej na morzu – do 2035 roku nawet do 18 GW mocy, a w dalszej perspektywie znacznie więcej. Mimo ambitnych planów realizacja projektów napotyka jednak na bariery regulacyjne, rosnące koszty finansowania oraz problemy z łańcuchami dostaw, które w ostatnich latach dotknęły cały sektor energetyki wiatrowej.

Już wcześniej pojawiały się sygnały świadczące o ostrożniejszym podejściu RWE do francuskich inwestycji. Spółka zdecydowała się między innymi opuścić konsorcjum odpowiedzialne za jeden z największych projektów offshore u wybrzeży Normandii, którego wartość szacowano na około 4,5 miliarda euro. Oficjalnie wskazywano, że decyzja była wynikiem szczegółowej analizy portfela inwestycyjnego i priorytetów strategicznych.

Eksperci rynku energii podkreślają, że wycofanie się koncernu nie oznacza kryzysu samej technologii, lecz raczej zmianę podejścia inwestorów do ryzyka. Budowa farm wiatrowych na morzu wymaga ogromnych nakładów kapitałowych, a wzrost inflacji, drożejące surowce i wyższe stopy procentowe znacząco obniżyły opłacalność wielu projektów w Europie. W ostatnich latach podobne decyzje podejmowały także inne firmy energetyczne, które ograniczały lub modyfikowały swoje plany offshore.

Dla Francji odejście jednego z dużych partnerów może oznaczać konieczność poszukiwania nowych inwestorów i dostosowania systemu wsparcia dla branży offshore. Jednocześnie kraj wciąż rozwija kolejne projekty, a już istniejące farmy wiatrowe stopniowo zwiększają udział energii odnawialnej w miksie energetycznym.

Wycofanie RWE z francuskich inwestycji pokazuje, że transformacja energetyczna w Europie nie przebiega liniowo. Ambitne cele klimatyczne zderzają się z realiami rynkowymi, a przyszłość morskiej energetyki wiatrowej będzie zależeć nie tylko od technologii, lecz także od stabilności regulacyjnej i warunków ekonomicznych, które zdecydują o opłacalności kolejnych projektów.

Niemcy coraz wyraźniej rewidują swoje wcześniejsze ambicje związane z dynamicznym rozwojem energetyki wiatrowej. Oficjalnie mówi się o „korekcie strategii”, jednak w praktyce wiele projektów jest opóźnianych lub ograniczanych, a branża zmaga się z rosnącymi kosztami, problemami finansowania i słabszą produkcją energii. W ostatnich latach niższe prędkości wiatru oraz spadki generacji energii elektrycznej obnażyły wrażliwość systemu, zmuszając operatorów do zwiększania udziału źródeł gazowych i węglowych w bilansie energetycznym.

Warto zauwazyć, że równolegle, Berlin prowadzi intensywne rozmowy o długoterminowych dostawach LNG z krajów Zatoki Perskiej, starając się zabezpieczyć dla siebie stabilne źródła energii. Dla wielu obserwatorów symboliczne jest to, że państwo, które jeszcze niedawno chciało być globalnym liderem transformacji energetycznej, dziś musi zabiegać o kontrakty na paliwa kopalne w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku rynkowym. W praktyce oznacza to powrót do klasycznej geopolityki surowcowej, gdzie warunki dyktuje dostawca, a nie odbiorca.

W niemieckiej debacie publicznej pojawia się coraz więcej głosów o konieczności szybkiej zmiany zasad funkcjonowania sektora OZE. Ministerstwo Gospodarki rozważa modyfikacje systemów wsparcia oraz reguł przyłączania nowych instalacji do sieci, argumentując, że infrastruktura przesyłowa nie nadąża za tempem rozbudowy źródeł odnawialnych. Oficjalna narracja mówi o „pauzie inwestycyjnej do czasu modernizacji sieci”, jednak krytycy wskazują, że brak środków i rosnące koszty inwestycji mogą oznaczać wieloletnie spowolnienie rozwoju wiatraków i fotowoltaiki.

Problemem staje się także sama ekonomika transformacji. Budowa nowych farm wiatrowych i słonecznych wymaga coraz większych nakładów kapitałowych, a jednocześnie rynek energii pozostaje niestabilny. W efekcie firmy energetyczne zaczynają selekcjonować projekty, wybierając tylko te o najwyższej przewidywalności zwrotu. Hasło o „wstrzymaniu rozwoju do czasu rozbudowy sieci” może więc być nie tylko decyzją techniczną, lecz także politycznym sposobem na ukrycie kosztownych błędów strategicznych i uniknięcie otwartego przyznania, że tempo transformacji zostało przeszacowane.

W ten sposób niemiecka polityka energetyczna wchodzi w fazę redefinicji. Zamiast nieograniczonego wzrostu OZE pojawia się bardziej ostrożne podejście, w którym bezpieczeństwo dostaw i stabilność systemu zaczynają konkurować z ambitnymi celami klimatycznymi. To moment przełomowy – pokazujący, że nawet najbardziej zaawansowane gospodarki muszą mierzyć się z twardymi realiami rynku energii, a transformacja okazuje się procesem znacznie mniej liniowym, niż zakładano jeszcze kilka lat temu.

Jak widzimy, Niemcy są prekursorem powrotu do tradycyjnej energetyki. Tymczasem Polska jest nadal w głębokim lesie – w dalszym ciągu stawia na energetykę wiatrową i uznaje próby budowy morskich farm wiatrowych za epokowe osiągnięcie.

Polecamy również: Słynny „sędzia LGBT” okazał się kłamcą i złodziejem

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!