Sprawa lewicowej aktywistki Barbary Mróz-Gorgoń, która jeszcze niedawno pełniła funkcję pełnomocnika rządu Tuska ds. promocji Polski, nie kończy się na kontrowersjach wokół raportu „Polaków Portret Własny”. „Rzeczpospolita” przyjrzała się jednej z prac naukowych współautorstwa Mróz-Gorgoń i wskazała na poważne problemy z jej bibliografią. Spośród 46 przywołanych źródeł aż 17 ma zawierać błędy, a 15 pozycji – według ustaleń dziennika – nie udało się przyporządkować do żadnych rzeczywiście istniejących publikacji. To kolejny wykwit AI.
Mróz-Gorgoń fałszowała swoje prace naukowe i tworzyła fikcyjne pozycje bibliograficzne. Chodzi o artykuł naukowy „Zarządzanie ryzykiem w organizacji w dobie AI – podejście teoretyczne”, którego współautorami są Łukasz Pacek, Barbara Mróz-Gorgoń i Marcin Czugan z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Publikacja została rzeczywiście zamieszczona w „Zeszytach Naukowych Politechniki Poznańskiej” w 2025 roku.
Według analizy „Rzeczpospolitej” problem nie ogranicza się do pojedynczych literówek. Dwa spośród 17 zakwestionowanych przypisów mają odnosić się do rzeczywiście istniejących publikacji, ale zostały błędnie opisane. Pozostałych 15 pozycji dziennikarze nie byli w stanie odnaleźć.
Wśród nich znajdują się m.in. rzekome publikacje dotyczące zarządzania ryzykiem, sztucznej inteligencji oraz cyberbezpieczeństwa. Jednym z przykładów jest „Predictive Analytics in Financial Risk”, przypisywane R. Ghoshowi i „Harvard Business Review”. Innym – „AI for Cyber Defense”, przedstawione jako publikacja IBM Research. W bibliografii znalazły się również pozycje przypisywane m.in. Sławomirowi Kasiewiczowi czy Wojciechowi Szalbo. Skala problemu jest szczególnie istotna, ponieważ zakwestionowane zostały nie tylko dane bibliograficzne, ale całe pozycje, których nie udało się potwierdzić.
„Rzeczpospolita” zwraca uwagę, że taki schemat przypomina charakterystyczne dla generatywnej sztucznej inteligencji tzw. halucynacje. Model językowy może wygenerować wiarygodnie brzmiący tytuł, nazwisko autora, nazwę wydawnictwa czy numer czasopisma, mimo że publikacja w rzeczywistości nigdy nie powstała. Samo istnienie takich błędów nie jest jednak automatycznie dowodem użycia AI.
Sprawa jest o tyle ironiczna, że artykuł ma dotyczyć zarządzania ryzykiem w epoce sztucznej inteligencji. Autorzy przekonują w nim, że przyszłością może być model „inteligencji hybrydowej”, w którym sztuczna inteligencja wspiera człowieka, ale nie zastępuje jego decyzji. Tymczasem według ustaleń „Rzeczpospolitej” w 46-elementowej bibliografii aż 17 pozycji zawiera nieprawidłowości. W dwóch przypadkach chodzi o błędne dane dotyczące istniejących prac, natomiast 15 źródeł ma nie odpowiadać żadnym możliwym do zweryfikowania publikacjom.
To właśnie odróżnia zwykły błąd redakcyjny od problemu, którego nie można łatwo zbagatelizować. Pojedyncza pomyłka w tytule książki może się zdarzyć. Wielokrotne wskazywanie nieistniejących publikacji jest już problemem dotyczącym podstawowej weryfikacji materiału naukowego.
Nowe informacje pojawiły się zaledwie kilka dni po zakończeniu przez Mróz-Gorgoń pełnienia funkcji rządowej. 21 sierpnia poinformowała ona o rezygnacji ze stanowiska pełnomocniczki rządu ds. promocji Polski. Bezpośrednim tłem były kontrowersje wokół raportu „Polaków Portret Własny”. Dokument zawierał liczne błędy, m.in. dotyczące liczby polskich noblistów, zdolności językowych Polaków oraz lokalizacji Katowic. Wątpliwości wzbudziły także dane wykorzystane w dokumencie oraz jego metodologia.
Mróz-Gorgoń przyznała, że podczas pracy nad raportem korzystano ze sztucznej inteligencji. Jednocześnie przekonywała, że dokument został przygotowany zgodnie z metodologią nauk społecznych i nie był efektem „chodzenia na skróty”. Sprawę analizuje Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Teraz pytania dotyczą już nie tylko jednego raportu, lecz także wcześniejszego dorobku naukowego.
Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny wynik postępowań dotyczących konkretnych publikacji, przypadek ten pokazuje poważniejszy problem, przed którym stoi obecnie środowisko akademickie.
Generatywna AI potrafi w kilka sekund przygotować pozornie profesjonalny tekst wraz z przypisami i bibliografią. Problem polega na tym, że wiarygodnie wyglądający przypis nie musi prowadzić do rzeczywistego źródła. Jeżeli autor nie zweryfikuje każdego odwołania, fikcyjne publikacje mogą trafić do artykułu naukowego, raportu eksperckiego, pracy dyplomowej, a następnie – poprzez cytowania – zacząć funkcjonować jako rzekome fakty.
Powstaje wówczas swoisty mechanizm samonapędzający: kolejne opracowania mogą powielać nieistniejące źródło, ponieważ wcześniejszy autor nadał mu pozory naukowej wiarygodności. Dlatego odpowiedzialność nie może być przerzucana na sam algorytm. Jeżeli naukowiec wykorzystuje AI, pozostaje odpowiedzialny za treść publikacji, przypisy i wnioski. Narzędzie może być pomocne, ale nie zastępuje elementarnej weryfikacji źródeł.
Warto przypomnieć, że w ostatnich miesiącach podobne pytania pojawiły się również w Wielkiej Brytanii. Dotyczą one Jasona Ardaya, który w 2023 roku został najmłodszym murzyńskim profesorem w historii Uniwersytetu Cambridge. Wobec Ardaya wysunięto zarzuty dotyczące plagiatu fragmentów jego pracy doktorskiej oraz innych publikacji. Początkowo były one odrzucane. Uniwersytet Liverpool John Moores, który nadał mu doktorat, przeprowadził własne postępowanie i – według relacji „Guardiana” – nie podtrzymał zarzutu plagiatu, uznając, że podobieństwa wynikały prawdopodobnie z „uczciwego i uzasadnionego błędu”.
Sprawa jednak nie zakończyła się na tym etapie. Cambridge wszczął następnie własne postępowanie po otrzymaniu nowych informacji dotyczących kwalifikacji i kariery Ardaya. W sierpniu 2026 roku Arday zrezygnował z profesury. Uniwersytet zaznaczył jednocześnie, że postępowania dotyczące jego dorobku akademickiego nadal trwały. Można więc uczciwie napisać, że Arday został profesorem dzięki plagiatowaniu cudzych prac.
Kolejnym problemem jest sytuacja, w której prestiż instytucji, polityczne sympatie albo atrakcyjna medialnie biografia murzyna „uciskanego przez białych” lub kobiety „ucikanej przez patriarchat” powodują, że zarzuty są przez długi czas ignorowane lub traktowane inaczej niż w przypadku białego meżczyzny, pozbawionego podobnego kapitału symbolicznego.
Największym zagrożeniem nie jest sama sztuczna inteligencja. Narzędzia AI mogą być niezwykle użyteczne w analizie danych, redakcji tekstu czy wyszukiwaniu informacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy użytkownik traktuje wygenerowaną odpowiedź jako gotową wiedzę i rezygnuje z jej sprawdzenia. To intelektualne lenistwo wyższego rzędu.
Nie może być tu przypadkiem, że tego typu wpadki dotyczą w przeważającej większości osób wywodzących się ze środowisk lewicowych i tzw. „progresywnych”. Oszuści ci wykorzystują lewacką ideologię jako parasol, pod którym ukrywają swoje deficyty intelektualne, by robić błyskawiczne kariery przy wykorzystaniu plagiatów i AI. Są też długo chronieni przez patronujące ich aktywizmowi uniwersytety i instytuty pseudobadawcze, żerujące na publicznych pieniądzach. Jest to swoisty model korupcyjny i fabryka intelektuanych ameb, które są jednak potrzebne, gdyż głośno promują jedynie słuszne idee.
Przypadek Barbary Mróz-Gorgoń pokazuje, że kontrola bibliografii i podstawowych faktów nie jest dziś technicznym dodatkiem do pracy naukowej. Jest jej absolutną podstawą, a w związku z coraz liczniejszymi przypadkami tego typu, lewicowcy powinni być w tym zakresie szczególnie drobiazgowo weryfikowani.
Polecamy również: Francuska policja pomaga przemytnikom nachodźców
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




