Stanisław Michalkiewicz: Wenezuela, a sprawa polska
Jak można było się spodziewać, Stany Zjednoczone rozpoczęły “małą zwycięską wojnę” z Wenezuelą. Określenie “mała zwycięska wojna” pochodzi od rosyjskiego ministra Plehwego, który prze wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej wyraził opinię, że Rosji przydałaby się “mała zwycięska wojna”. Jego marzenie spełniło sie już wkrótce. Japonia bez wypowiedzenia wojny zaatakowała Port Artur, czyniąc spustoszenie wśród stojących tam rosyjskich okrętów.
Potem było coraz gorzej – aż wreszcie podpisany został pokój w Portsmouth, nazwany przez szyderców warszawskich “pokojem z japońskim obiciem”. Czy prezydentowi Trumpowi też przyda się “mała zwycięska wojna”? Z pewnością tak – bo nic tak nie konsoliduje politycznie, jak “mała zwycięska wojna” – a jeśli wierzyć doniesieniom niechętnych prezydentowi Trumpowi polskich niezależnych mediów głównego nurtu – traci on w Ameryce popularność w tempie stachanowskim, więc “mała zwycięska wojna” może by mu pomogła?
Ale na wojnie – jak to na wojnie. Pierwszą ofiarą jest zawsze prawda. Oto już na samym początku prezydent Trump podał wiadomość, że wenezuelski prezydent Mikołaj Maduro wraz z żoną został “schwytany” i wywiedziony za granicę – jak można się domyślać – przez amerykańskich komandosów. Wprawdzie pani wiceprezydent Wenezueli wezwała Amerykanów do “dostarczenia dowodu”, że tak się stało – ale świadczy to tylko o tym, że ona też nie wie, co się stało z prezydentem i jego żoną.
Myślę, że wkrótce się tego dowiemy, kiedy prezydent Maduro, a właściwie już tylko “były prezydent” Maduro zostanie postawiony przez amerykańskim niezawisłym sądem, podobnie jak w swoim czasie prezydent Panamy Manuel Noriega, który pod pretekstem “przestępstw narkotykowych” został przez niezawisły sąd w Miami skazany na długoletnie więzienie. Skoro jest już precedens, to jest bardzo prawdopodobne, że Mikołaja Maduro czeka ten sam los – a co będzie z żoną, która została razem z nim uprowadzona – tego jeszcze nie wiemy.
Bardzo możliwe, że z uwagi na równouprawnienie kobiet, ona też zostanie sprawiedliwie osądzona i skazana, bo jużci – czyż nie korzystała z przywilejów wiążących się z małżeństwem z byłym prezydentem? Ta sytuacja przypomina opowiedziany przez Melchiora Wańskowicza wykład rosyjskiego kaprala, który w wojsku prowadził pogadankę ze szkolenia – dzisiaj byśmy nazwali je “politycznym”. Chodziło o wojny napoleońskie. – Napoleon zbuntował się przeciwko Najjaśniejszemu Panu – wyjaśniał kapral – za co prawosławne cary zesłały go na katorgę na wyspę Świętej Heleny.”
Wspominam o tym wykładzie ze szkolenia politycznego w armii carskiej, bo chociaż władze rosyjskie potępiły “nieuzasadniony” atak USA na Wenezuelę, to z całą pewnością w skrytości ducha traktują go jako prawdziwy dar Niebios.
Skoro Stany Zjednoczone zarówno w 1962 roku, podczas słynnego “kryzysu karaibskiego”, jak i w przypadku Panamy, czy Wenezueli, przyznają sobie prawo karcenia, aresztowania i stawiania przed niezawisłymi sądami w USA przywódców państw Ameryki Południowej i Środkowej, to zimny ruski czekista Putin będzie miał dobrą wymówkę na moralizanckie kazania Amerykanów i Europejsów w sprawie Ukrainy. “A u was Murzynów biją” – będzie mógł powtórzyć zimny ruski czekista słynny argument z czasów Chruszczowa i w ten sposób zatkać usta moralizantom.
Ale niezależnie od rewolucyjnej praktyki pozostaje jeszcze rewolucyjna teoria – a zwłaszcza fundamentalna kwestia – czy wojna USA przeciwko Wenezueli jest wojną sprawiedliwą, czy niesprawiedliwą? Jak bowiem wiadomo, wojną sprawiedliwą jest wojna, którą my prowadzimy przeciwko naszemu nieprzyjacijelowi, podczas gdy wojna, która nasz nieprzyjaciel prowadzi przeciwko nam, jest wojną niesprawiedliwą. Jak logicznie z tej rewolucyjnej teorii wynika, ta sama wojna może być jednocześnie i sprawiedliwa i niesprawiedliwa.
No dobrze – ale przecież Polska – podobnie jak Stolica Apostolska – żadnej wojny przeciwko Wenezueli nie prowadzi, podobnie jak Wenezuela nie prowadzi zadnej wojny ani przeciwko Polsce, ani przeciwko Stolicy Apostolskiej. Jak w tej sytuacji ocenić wojnę w Wenezueli? Jeśoi chodzi o nasz nieszczęsliwy kraj, to z uwagi na art. 5 traktatu waszyngtońskiego, wypadałoby uznać, że wojna USA przeciwko Wenezueli jest jak najbardziej sprawiedliwa. Jakże inaczej możemy podlizać się Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi?
Stolica Apostolska jest w sytuacji trochę innej, bo do NATO nie należy – ale zawsze może zwyczajowo potępić wojnę bez wskazywania winowajców i bezpiecznie opowiedzieć się za pokojem.
Jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj, to istnieje jeszcze jeden powód, by wojnę USA przeciwko Wenezueli uznać za sprawiedliwą. Komentatorowie twierdzą bowiem, że Ameryce wcale nie chodzi o położenie ręki na wenezuelskiej ropie, ani o inne korzyści. O cóż zatem może chodzić – bo jeśli chodzi o narkotyki, to przecież handel nimi jest zgodny z zasadami wolnego handlu, a poza tym Ameryka już wcześnie rozstrzeliwała przemytnicze łodzie na wodach międzynarodowych, przeciwko czemu prezydent Maduro mógł kierować tylko bezsilne złorzeczenia.
W tej sytuacji nie ma wyjścia – musimy odwołać się do francuskiej dyrektywy cherchez la femme. Jak bowiem wiadomo, pani Maria Machado, która doznała od reżymu Mikołaja Maduro prześladowań i musiała zastosować minimum konspiracyjne, żeby wydostać się z Wenezueli by wziąć udział w ceremonii przyznania jej Pokojowej Nagrody Nobla, a potem do umilowanej Wenezueli incognito powrócić.
Skoro jednak Mikołaj Maduro został już umieszczony w amerykańskim areszcie wydobywczym, a mozliwe, że w żeńskim oddziale tego aresztu została umieszczona też jego żona, nic już nie stoi na przeszkodzie, by amerykańscy komandosi osadzili na stolcu prezydenta Wenezueli panią Marię Machado i żeby w ten sposób również w tym nieszczęśliwym kraju demokracja zatriumfowała.
Kogóż bowiem wynagradzać najwyższymi stanowiskami, jeśli nie płomiennych szermierzy demokracji – a pani Maria Machado nie tylko jest płomiennym szermierzem demokracji, ale ma też certyfikat gołąbka pokoju, podocbnie, jak nasz Kukuniek, który z tego właśnie powodu został pogromcą komunizmu i prezydentem naszego bantustanu?
W tym, jakże prawdopodobnym wyniesieniu pani Marii Machado jest również promyk nadziei dla naszej biednej ojczyzny. Skoro prezydent Trump – jak widzimy – dzisiaj “załatswia sprawie rodzinne”, niczym Michael Corleone w “Ojcu Chrzestnym”, to co by mu szkodziło, gdyby przy tej okazji przeprowadził operację przesilenia rządowego w naszym nieszczęśliwym kraju, strącając z piedestału zarówno obywatela Tuska Donalda z jego zgrają, jak również Naczelnika Państwa, właśnie podgryzanego przez Mateusza Morawieckiego, wykonującego trzecią część zadania? Nic by mu nie szkodziło, więc na co jeszcze czekamy?
Polecamy również: Dlaczego Izrael uznał niepodległość Somalilandu?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





