Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Teologia i polityka holokaustu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Teologia i polityka holokaustu

Adolf Hitler, przechera, w piekle ręce zaciera, głośno krzyczy: ha! Świetnie się składa! Taką trawestacją wiersza Ludwika Jerzego Kerna można by skomentować awanturę, jaka się rozpętała przy okazji obchodów kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu, która obecnie obchodzona jest na całym świecie – no, może nie na całym, ale w każdym razie – na świecie  – jako Dzień Pamięci o Holokauście. Z tej okazji nawet Jego Świątobliwość Leon XIV wygłosił deklarację o potępieniu “antysemityzmu”.

Co to konkretnie może oznaczać – tego dokładnie nie wiemy – ale biorąc pod uwagę ewangeliczną wskazówkę, że co zwiążecie (albo rozwiążecie) na Ziemi, będzie związane (albo rozwiązane w Niebie), może to oznaczać, że Niebo respektując tę symetrię, również antysemityzm potępi – a to może oznaczać, iż będzie on odtąd traktowany jako ciężki grzech, który nie będzie odpuszczony ani na tym świecie, ani na tamtym.

Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie okoliczność, że o tym, co jest antysemityzmem, a co nie jest, nie decyduje ani Jego Świątobliwość, ani nikt inny – tylko Liga Antydefamacyjna z siedzibą w Nowym Jorku, ewentualnie władze bezcennego Izraela. Na przykład całkiem niedawno uznały one krytykę postępowania bezcennego Izraela wobec Palestyńczyków w Strefie Gazy za “antysemityzm”. Czy Stolica Apostolska czuje się takimi opiniami związana? Chyba tak, bo  – jak to głosił oficjalny dokument watykański z czasów   pontyfikatu Jana Pawła II – “w przeszłości” zdarzały się “niewłaściwe” interpretacje Ewangelii.

Chodziło oczywiście o takie interpretacje, które nie podobały się Żydom – bo za pontyfikatu Jana Pawła mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju apogeum podlizywania się Żydom przez najwyższe kręgi Kościoła katolickiego. Skoro jednak “w przeszłości” zdarzały się interpretacje “niewłaściwe”, to czyż możemy mieć pewność że te dzisiejsze już na pewno są właściwe, a nie zawierają sprośnych będów Niebu obrzydłych?

Takiej pewności nie odzyskamy już nigdy – a w sprawie antysemityzmu – co nim jest, a co nie jest – ostatnie słowo musi należeć do Ligi Antydefamacyjnej, albo do Izraela – a nie tylko Stolica Apostolska, ale również Niebo musi poczuć się tym związane. Wydaje się, że teologii zapowiada to prawdziwą rewolucję, której następstwa trudno dziś przewidzieć, podobnie jak trudno przewidzieć następstwa umowy w Metz, zawartej między wysokim oficerem KGB, występującymi w charakterze przedstawiciela Cerkwi Prawosławnej, a Eugeniuszem kardynałem Tisserantem, który reprezentował Kościół katolicki.

Na podstawie tej umowy papież Jan XXIII zobowiązał się, że II Sobór Watykański nie potępi komunizmu. I od tamtej pory komunizm już nie jest potępiany, chociaż jeśli chodzi o liczbę ofiar, to nie ma żadnego porównania z narodowym socjalizmem, któremu tych ofiar mozna przypisać zdecydowanie mniej. Dlaczego zatem obchodzimy Dzień Pamięci o Holokauście, a nie obchodzimy żadnego dnia pamieci choćby o ofiarach Operacji Polskiej NKWD, czy Ofiar Kolektywizacji w ZSRR, których było co najmniej dwa razy więcej, niż Żydów zamordowanych w ramach holokaustu?

Chamskie wyjaśnienie, jaki mi się nasuwa, to takie, że Hitler wojnę przegrał, podczas gdy Stalin ją wygrał. To by jednak świadczyło, że Adolf Hitler miał rację, przynajmniej gdy mówił, że zwycięzcy się nie sądzi. A skoro w tej sprawie miał rację, to dlaczego z góry mielibyśmy odmówić mu racji w innych sprawach?

   Wróćmy jednak do awantury, jaka rozpętała się przy okazji obchodów kolejnej rocznicy wyzwolenia chwilowo nieczynnego obozu w Oświęcimiu. Jak z goryczą stwierdził pan minister Kolarski z Kancelarii Prezydenta, pan prezydent Nawrocki ani nie został imiennie powitany przez obozową Komendanturę, ani też nie pozwoliła mu ona na zabranie głosu podczas uroczystości i swoje oświadczenie wygłosił dopiero później.

Komendantura w specjalnym oświadczeniu twierdzi, że wszystko było w jak najlepszym porządku, bo witała rozmaite środowiska, wśród nich – srodowisko “przedstawicieli władz państwowych”, więc nikt nie został wykluczony. Wszystko to oczywiście być może – ale gdyby tak w uroczystości wziął udział pan Rafał Trzaskowski, jako Prezydent Rzeczypospolitej, to czyż nie zostałby przez Komendanturę powitany chlebem i solą, a kto wie, czy zorganizowana ad hoc obozowa orkiestra nie zagrałaby mu na powitanie “Tanga Milonga” (“Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę…”)?

Ale równie dobrze i pan Rafał Trzaskowski musiałby zadowolić się tylko “środowiskowym” przywitaniem – bo nie można wykluczyć, że obecna Komendatura Chwilowo Nieczynnego Obozu w Oświęcimiu, uważa ów obiekt za eksterytorialny. Takie wrażenie można było odnieść i wcześniej, kiedy to Komendantura nie wyrażała zgody na używanie polskich flag, a i całkiem niedawno, kiedy to Grzegorz Braun w ogóle nie został na teren obozu wpuszczony, bo chciał tam skrytykować projekt uchwały Rady Ministrów o zwalczaniu antysemityzmu i wspieraniu życia żydowskiego w naszym nieszczęśliwym kraju.

Widać wyraźnie, że na terenie chwilowo nieczynnego obozu jego Komendantura czuje się uprawniona do ustanawiania własnych praw, a skoro tak, to czy można mieć wątpliwości, że  nie uważa obszaru zajmowanego przez obóz za część państwowego terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, tylko za obszar eksterytorialny?

   Warto tedy przypomnieć, że podobny postulat wysuwała reprezentacja parlamentarzystów żydowskich podczas dyskusji nad konstytucją, tak zwaną “marcową”. Otóż parlamentarzyści żydowscy domagali się, by zwarte skupiska ludności żydowskiej w miasteczkach i miastach, miały status eksterytorialny. To nie przeszło; konstytucja uznała Polskę za państwo unitarne, z wyjątkiem Śląska, który w granicach Rzeczypospolitej miał autonomię i własny Sejm.

Dopiero Niemcy w czasie okupacji ten postulat zrealizowali – ale oczywiście po swojemu, to znaczy spędzając ludność żydowską do gett, które – co warto odnotować – nie podlegały miejscowym, polskim władzom  komunalnym, tylko bezpośrednio administrcji niemieckiej.

Możliwe, że te doświadczenia zostaną wykorzystane już w niedalekiej przyszłości, kiedy to po, rekomendowanej już przez Parlament Europejski,  nowelizacji traktatu lizbońskiego, budowa IV Rzeszy zacznie nabierać stachanowskiego tempa, a Polska w podobnym tempie zostanie przekształcona w rodzaj niemieckiej kolonii, na podobieństwo Generalnego Gubernatorstwa.

Ponieważ nieodpowiedzialne elementy próbowałyby z pewnością torpedować niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie, to chyba trzeba byłoby ponownie uruchomić chwilowo nieczynne obozy, m.in. ten w Oświęcimiu – oczywiście po odbudowie infrastruktury i rekrutacji załogi, np. spośród przebywających na terenie Polski obywateli  Ukrainy, których chyba nie trzeba by w tym celu specjalnie motywować. Czy jednak w tych okolicznościach warunek eksterytorialności obozu trzeba by uznać za konieczny? Nie jestem pewien, czy nawet obywatel Tusk Donald byłby do tego przekonany.

Polecamy również: Globaliści straszą świat nową pandemią wirusa Nipah

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!