Felietony

Marcin Drewicz: Kanon lektur szkolnych cz.2

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Marcin  Drewicz: KANON  LEKTUR  SZKOLNYCH, część  2:  CO  TO  ZA  LEKTURY ?

   Liczba lektur szkolnych i czas na ich omawianie to jedno. Lecz same te lektury, ich spis – to drugie. Wiele by o tym mówić i nie tutaj jest miejsce na szersze rozwijanie tego zagadnienia. Dlaczego właśnie lektury te… a nie inne? Żeby w pełni odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by je wszystkie mieć uprzednio przeczytane (ze zrozumieniem). Czy jest taki śmiałek, który to był uczynił? Owszem, czytaliśmy zawsze coś przez całe życie, lecz to co sami chcieliśmy, więc tytuły przeważnie spoza szkolnej listy. Ale i z listy… tak na nią teraz zerkamy, też nie tak mało.

Po niektóre z nich sięgało się nawet nie wiedząc, że są one na liście szkolnej, bo w ogóle bez związku ze szkolnym cyklem nauczania. Natomiast niejeden utwór sceniczny poznawało się kiedyś w teatrze (w żywym teatrze, „w realu”), lecz także z telewizji (Teatr Telewizji), bądź też z radia, gdyż w obydwu tych mediach obecne były audycje literackie, w tym także poetyckie. Dzisiaj młody zwłaszcza odbiorca na tego rodzaju medialne i teatralne prezentacje małe ma szanse natrafić. A jeśli już, to często na jakieś ordynarne przeróbki, których by sami autorzy oryginałów nie poznali. Takie mamy czasy!

   Dla celów niniejszej publikacji pierwotnie zamierzaliśmy wykonać „wielką robotę”, czyli sporządzić możliwie czytelne tabelaryczne zestawienie WSZYSTKICH lektur szkolnych występujących w spisach powojennych, więc od stalinizmu włącznie (są o tej treści opracowania książkowe), względnie „tylko” od owego „solidarnościowego” roku 1992, ze wskazaniem ministerialnych spisów (ich dat rocznych), w których dany autor i dany tytuł występuje i tych w których nie występuje.

I w jakim zakresie występuje – w całości/„we fragmentach” (dawniej zwanych „wypisami”), w zbiorze dla Szkoły Podstawowej/Średniej, w tym „podstawowym”/„rozszerzonym”, w „obowiązkowym”/„uzupełniającym”.

   Aleśmy tego dzieła nie podjęli. Niemniej, taka właśnie – wers za wersem – prezentacja zagadnienia daje niejakie pojęcie tyleż o pisarzach i o ich twórczości, co i o kolejnych ministerialnych „ekipach”, które dany utwór a to do spisu szkolnego wprowadzały, a to go stamtąd wyganiały. No i… autorzy i ich dzieła, którzy/które do żadnego spisu wprowadzeni/wprowadzone nie zostały, chociaż na to ze wszech miar zasługują.

   Obecne Ministerstwo (2024) według dającego się chyba rozpoznać „klucza” wyrzuciło niektóre lektury szkolne widniejące w sporządzonym przez poprzedników spisie, a dorzuciło, by tak rzec, własne.

   My zaś, i przecież nie my jedni, gdy spoglądamy na spis lektur szkolnych, zwłaszcza ten z roku 2024, lecz i ten z roku 2021, też nabieramy ochoty, aby coś z tego wyciąć i coś naszego dokleić. A co takiego? O tym, szerzej, już nie tutaj. Jednak kusi, oficjalny, rządowy (!) przecież dopisek do owego zestawu „lektur uzupełniających”, że mogą być też podejmowane na szkolnych lekcjach „inne utwory literackie wybrane przez nauczyciela” (2021), a nawet że „spoza tej listy, wybrane przez nauczyciela lub zaproponowane przez uczniów” (2024).

No, no… na dzisiejszych uczniach w tej mierze nie należy polegać. Poniekąd – szkoda. Szkoda tego tak bardzo „przez wszystkich”, a zwłaszcza przez „smartfon” oszukiwanego młodego pokolenia.

Może uchylmy rąbka tajemnicy… A zatem wyrzucilibyśmy utwory, w których natarczywie propaguje się sprawę nie-rzymskokatolicką i/lub nie-cywilizacyjnołacińską i/lub nie-polską (nie mylić z dobrą literaturą podróżniczą i/lub przygodową, kiedy to akcja utworu rozgrywa się w egzotycznym otoczeniu, ani z dobrą literaturą obyczajową z innych kultur, jak u nas ta anglosaska na przykład).

Tak więc wyrzucilibyśmy ze szkolnego spisu między innymi owo sztandarowe (!) dla szkoły PRL-u i post-PRL-u (to już z górą osiemdziesiąt lat indoktrynacji) „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego; acz wybrane inne utwory tego autora można, ostatecznie, zachować.

   Na to miejsce należy wprowadzić owo „anty-Przedwiośnie”, czyli „Tamtego lata. Zatajoną historię Polaków” Sławomira N. Goworzyckiego (skoro obecny MEN sięga po autorów już z XXI stulecia!). Jednocześnie do spisu lektur dla Szkoły Podstawowej trzeba wprowadzić owe nieśmiertelne (!) „Legendy żołnierskie” Ewy Szelburg-Zarembiny. I inne jeszcze wyraziste zmiany w spisie trzeba poczynić…

   Przywrócić zatem do spisu dla Szkoły Podstawowej nieobecne tam dziś autorki i autorów ze wspomnianego spisu z roku 1992, i jednocześnie wprowadzić wspomniane autorki przedwojenne przynajmniej po wojnie nigdy w spisie nie wzmiankowane. Zresztą, wobec skrócenia czasu nauki w Szkole Podstawowej i wydłużenia w Szkole Średniej w spisach lektur dla obydwu typów Szkół ponownie nastąpi niejakie przegrupowanie; lecz pomiędzy spisami lektur dla Języka Polskiego i dla innych przedmiotów szkolnych także (o czym też dalej).

   Rangę należy nadać genialnej i jakże w naszych czasach aktualnej (!!!) „Placówce” Bolesława Prusa, pod warunkiem że – co dotyczy wszystkich bez wyjątku dzieł literackich – omawianej w całości, jak ją był autor napisał, a nie wybiórczo (jak to się praktykowało w PRL-u i, niestety, czyni tak nadal). Jeszcze raz: uczniowie mieli zadane przeczytać całą „Placówkę”, lecz nauczycielka na lekcjach pomijała niektóre jakże ważne wątki tej powieści, bo i w podręcznikowym omówieniu też były one pominięte. Wiele lektur szkolnych było tak potraktowanych w czasach PRL-owski, lecz w późniejszych także.

   W szkołach powinno się też czytać, wprowadzone do spisu lektur między innymi – a rzucamy tu zaledwie garścią, gdyż jest tego więcej – „Żołnierskie nabożeństwo” ks. Piotra Skargi, „Regułę” i/lub „Rekolekcje” Św. Ignacego Loyoli, Ojców i Doktorów Kościoła, kazania bp. Józefa Zawitkowskiego, poezje ks. Jana Twardowskiego (te gdzieś się w spisie przewijały), utwory Eugeniusza Małaczewskiego (n.p. „Baśka murmańska”), Kornela Makuszyńskiego (te w spisach bywały), Marii Rodziewiczówny, Józefa Weyssenhoffa, a przyśpiewywać sobie „Piosenkę o nowej Polsce” („Wierzący co wierzą…”) Jana Krzysztofa Kelusa.

   W ogóle, śpiewanie jest to domena innego szkolnego przedmiotu zwanego Muzyką. A śpiewanie pieśni kościelnych sięga do obszaru jeszcze innego przedmiotu zwanego Religią Rzymskokatolicką. A więc polskie tradycyjne pieśni na wszystkie okresy Roku Kościelnego (łacińskie przecież też) z kolędami polskimi na czele. Lecz mamy też, by tak rzec, międzyprzedmiotowe śpiewogry (sic!), jak te w różnych wydaniach Jasełka, więc i „Betlejem polskie” Lucjana Rydla, ale i „Grą o Męce i Zmartwychwstaniu” i szereg innych…

   Międzyprzedmiotowe transfery lektur szkolnych w kontekście proponowanego przez nas nowego (nowego-starego!) ustroju szkolnego? O ile my pamiętamy treść opublikowanej w roku 2018 „Podstawy programowej katechezy Kościoła Katolickiego w Polsce”, to tam lektur szkolnych (!) nie wymienia się chyba żadnych, może poza fragmentami Pisma Świętego.

Tymczasem wymienione powyżej pisma Ojców i Doktorów Kościoła (starannie dobrane „wypisy”), więc wśród nich teksty wzmiankowanych w spisie lektur Św. Augustyna, Tomasza, także Św. Ignacego i innych pasują bardziej, aby je głębiej i szerzej omawiać na lekcji Religii Rzymskokatolickiej; jak i samą Biblię przecież. Owszem, w takim przypadku na lekcji Języka Polskiego, sprzężonego wszakże z Literaturą Powszechną, dawano by zarys ogólny, porządkująco-systematyzujący, dla tej grupy utworów wszakże literackich, jak i dla każdej innej, także o Ojcach i Doktorach Kościoła, z pewnymi próbkami tekstów oczywiście.

   Chodzi o to, aby treści i teksty podawane w toku nauczania dwóch różnych przedmiotów (Język Polski i Historia przecież także) nie były wprost dublowane (bo szkoda na to czasu), lecz aby były jedne dla drugich rozwinięciem-kontynuacją. Owszem, „repetitio mater studiorum est” (łac. powtarzanie jest matką uczenia się), lecz na to przeznaczamy zwłaszcza ostatni rok nauki – klasę maturalną.

   Na podobnych zasadach Język Polski podzieliłby się lekturami i ich omówieniami także z przedmiotem Propedeutyka Filozofii (ale nie w Technikum, dla którego tego przedmiotu nie przewidujemy – czas! czas!), lecz również z Językami Obcymi; przy czym próbki literatury powstałej w tych językach poznawano by na „Polaku” przecież w tłumaczeniach na język polski, a inne próbki w danym języku oryginału na lekcjach tegoż języka (tak się zresztą gdzieniegdzie robi i robiło).

   Postulujemy też, aby na lekcjach Języków Obcych, acz za wiedzą nauczyciela Religii Rzymskokatolickiej (katechety), nauczano w językach obcych podstawowych modlitw katolickich. Ostatecznie, biegły katecheta też może tego nauczyć, w jednym lub więcej niż w jednym języku obcym, zwłaszcza zaś po łacinie.

   I tak dalej, jest tych spraw przecież więcej… W spisie lektur szkolnych podaje się też listę „zalecanych (proponowanych) dzieł teatralnych i filmowych”. U-hu-huuu… Dlaczego właśnie tych, a innych już nie? – powraca pytanie. Gdybyśmy je wszystkie mieli obejrzane… Ale nie mamy, podobnie jak nie wszystkie „lektury szkolne” przeczytane.

Na przykład taka „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy – tę oglądaliśmy. Aliści film ten w połowie ma się nijak do literackiego pierwowzoru autorstwa Władysława St. Reymonta pod tym samym tytułem – tę kiedyś czytaliśmy, więc mamy porównanie. Dla uczciwości wobec młodzieży ów film-przeróbkę (miejscami jakże nachalną) należałoby usunąć z listy lektur szkolnych, i zarazem wprowadzić do niej, bo jakżeż inaczej, sam ów literacki Reymontowski pierwowzór – jakże pouczający, w sam raz na nasze „kapitalistyczno-pluralistyczno-ekumeniczne” czasy! Kilka innych pozycji z ministerialnej mikro-listy filmów też można by bez oporu usunąć.

   Ekranizacja literatury, ta zła, ta średnia, i ta dobra, jest to osobny temat, którego tu już nie rozwijamy. Pojedyńczy film z natury rzeczy musi być jakimś streszczeniem literackiego pierwowzoru; ale serial już nie koniecznie, bo on dłużej trwa (czas! czas!). No, ale żeby tak nachalnie ciąć i/lub odmieniać dialogi i monologi, jak to zrobiono w n.p. filmie „Potop” (nieobecnym w omawianym tu spisie).

   Cóż my…? W pierwszym odruchu zauważyliśmy w tymże ministerialnym spisie dojmujący brak dzieł Krzysztofa Zanussiego, którego sztukę filmową i sztukę scenariuszopisarza bardzo cenimy. Oraz brak – ale ten w warunkach Polski XX i XXI stulecia już bardziej zrozumiały – filmów hiszpańskich (tzw. frankistowskich) z połowy XX wieku, które zresztą nadal nie doczekały się polskiej wersji językowej – ani polskiego lektora, ani nawet polskich napisów, pomimo dostępności tych wspaniałych dzieł w Internecie.

Myślimy tu zwłaszcza o takich epickich obrazach jak „W Alkazarze nic nowego” (włosko-hiszpański), „Sanktuarium się nie podda”, czy „Rasa”. O, jakież to „polskie” (sic!) – chce się wykrzyknąć. Lecz już czwartemu – licząc od powstania tamtych i wielu innych wartościowych filmów – pokoleniu Polaków w ogóle nie znane. Jak długo jeszcze?

   Polskie? Lecz zarazem, i pomimo wszystko, jednak inne niż polskie. Jakże pasjonujące byłoby dla przynajmniej tej bardziej rozgarniętej części polskiej dziatwy i młodzieży śledzenie podobieństw i różnic pomiędzy tradycją-kulturą-etosem polskim-własnym, a etosem innego, podobnego i zarazem różnego od nas narodu.

  A ile razy ekranizowano „Chłopców z Placu Broni” Molnara? Ile było ekranizacji samych tylko węgierskich? Dlaczego niektórzy do tych filmów wprowadzali postacie dorosłych, których w powieściowym oryginale prawie wcale nie ma? Skoro ekranizacje, to którego spośród nich „Don Kichota” wybieramy? I tak dalej…

   Film dokumentalny oraz dokument fabularyzowany wypada przypisać innym niż Język Polski przedmiotom szkolnym, nie tylko tym wymienionym w niniejszej naszej publikacji. Tu z kolei nasuwa się nam na myśl dorobek Grzegorza Brauna, lecz i innych, zwłaszcza wcześniejszych odeń twórców, oczywiście. Kto wie, czy w przyszłości także nagrania niektórych parlamentarnych, wiecowych, sądowych (sic!) lub innych „youtubowych” przemówień tego autora nie będą aby wprowadzane do szkolnego zestawu przynajmniej „uzupełniającego”.

   W ministerialnym spisie lektur z „Polaka” mamy także listę książkowych opracowań o różnych aspektach kultury, w tym zwłaszcza o literaturze, nazywanych tam „tekstami polecanymi do samokształcenia” (2021) lub „proponowanymi do samokształcenia” (2024). Za przeproszeniem P.T. Czytelników, lecz tego obszernego wątku już tu rozwijać nie będziemy. Nie wszystko naraz.

   Pisząc niniejsze nachodzi nas jeszcze inna myśl. W jakim porządku nauczać tego „Polaka” w proponowanej przez nas Szkole Średniej, skoro zaczynać się to będzie z 14-to lub nawet z 13-latkami „smartfonowcami”? Czasy się zmieniły, w następstwie czego – inaczej niż to się działo jeszcze kilka pokoleń temu – czytelnicza, a zwłaszcza gdy dziecięca i/lub wczesnomłodzieńcza percepcja literatury dawniejszej (sprzed XIX stulecia), bądź tej tłumaczonej zwłaszcza z łaciny i z innych języków (n.p. „Don Kichote”), bądź tej w staropolskim oryginale, wymaga pewnego uprzedniego rozgarnięcia na łonie literatury nowszej.

Po co? Aby tamta dawna (jak i ta nowsza) możliwie najlepiej dzisiejszemu młodemu czytelnikowi smakowała. Czy czytelnicze przygotowanie wyniesione ze Szkoły Podstawowej podoła, by temu celowi posłużyć?

   Gdyby były z tym kłopoty, w przynajmniej pierwszej, zapewne i w drugiej klasie Szkoły Średniej można by podejmować lektury ze wszystkich okresów, i nie koniecznie w porządku chronologicznym (sic!). Ryzykowne? Nie koniecznie. Na powrót do chronologii i do „ustabilizowania” każdej z epok w dziejach literatury właśnie w proponowanym przez nas ustroju szkolnym też będzie czas.

   Przecież każdy z nas, całkowicie prywatnie i dla własnego zamiłowania sięga po książki rozmaitych autorów, na przemian, raz tych nowszych i zupełnie nowych, innym razem tych należących do odległych już epok.

   A my spoglądamy na to (MEN 2021), co by przeznaczało się, cięgiem, dla tych-tam 13-latków, między innymi.: „Księga Hioba”, „Pieśń nad Pieśniami”, „Iliada”, „Odyseja”, „Eneida”, Dantego „Boska komedia”, Arystotelesa „Poetyka” z „Retoryką”, Platona „Państwo”, czy Tomaszowa „Summa teologiczna”… Świetnie! Jest tego w spisie lektur więcej… Aliści, nie obciążeni zniekształceniami Rewolucji XX i XXI stulecia nasi pradziadowie percypowali to i wiele więcej w dowolnym wieku życia.

Dzisiaj zaś, wedle naszego pomysłu na ustrój szkolny dla Polski, a więc w warunkach dowolnego praktykowania nauczania domowego (eksternistycznego), zarazem komparatywnego z nauczaniem szkolnym, już uczniowie w wieku właściwym dla ledwie początkowych klas Szkoły Podstawowej mogliby zgłębiać owe punkta Tomaszowej „Summy”, czy tajniki Platońskiego „Państwa”, kto zdatny i chętny. Czemu nie?

   Lecz co do ogółu, czyli większości dzisiejszej uczniowskiej populacji nawet ci dzisiejsi „starzy” pierwszoklasiści 15-latkowie niekiedy potrzebują do tego jakiejś bardziej im współczesnej literackiej „rozbiegówki”. Powtarzamy – w tym właśnie celu, aby tamta fundamentalna dla naszej łacińskiej cywilizacji literatura nie była na chybcika „odwalana” w pierwszym „adaptacyjnym” semestrze nauki w ogóle w Szkole Średniej, lecz aby dać uczniom możliwość posmakowania jej… nieco później, skoro okoliczności do tego nakłaniają. Albowiem różni dojrzewają w różnym czasie… lecz jednak dojrzewają!

   Jednakże dzisiejsza kontr-kultura wprost blokuje dojrzewanie, w następstwie czego coraz częściej spotykamy chłystków nawet sześćdziesięcio- i siedemdziesięcioletnich, że o młodszych już nie wspomnimy. To jednak jest osobne zagadnienie, nie na niniejsze rozważania.

   Niechby sam nauczyciel, poznawszy już wstępnie kolejną klasę-gromadę do nauczania, miał możliwość doboru kolejności omawiania poszczególnych… grup lektur, w systemie, nazwijmy to, „gniazdowym” lub „wyspowym”. Z tymi lekturami posiedzieliśmy kilka do kilkunastu lekcji, więc przenosimy się do innych, nie koniecznie sąsiadujących z tamtymi co do chronologii. Najpóźniej w klasie maturalnej-powtórkowej rzecz będzie systematycznie uporządkowana – po to jest ta klasa. To tylko taki praktyczno-dydaktyczny pomysł – propozycja. Jak zresztą wszystko, o czym tu piszemy – dla przyszłej Szkoły Polskiej!

Polecamy również: Lider „Myśli Polskiej” broni upamiętnienia żydokomunistki

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!