Polska Wiadomości

Lewica już się nie kryje. Chce aborcji zdrowych dzieci

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Ostatni wybryk feministek obnażył ich prawdziwe intencje. Zadowolenie z tzw. „aborcji selektywnej”, czyli zabicia jednego dziecka bliźniaczego przy pozostawieniu drugiego przy życiu, to prawdziwa twarz współczesnego ruchu aborcyjnego. Sprawa wywołała szok nawet u części osób dotychczas umiarkowanie przychylnych liberalizacji prawa aborcyjnego. Trudno się dziwić – mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której zdrowe, chciane dziecko zostało uśmiercone wyłącznie dlatego, że rodzice „nie planowali dwójki”.

Przez lata radykalna lewica i środowiska aborcyjne budowały przekaz oparty na emocjonalnym szantażu. W trakcie protestów z 2020 roku mówiono społeczeństwu, że chodzi jedynie o „tragiczne przypadki”: ciężkie wady płodu, gwałt czy zagrożenie życia matki. Każdy, kto ostrzegał, że prawdziwym celem jest pełna aborcja na życzenie, był wyśmiewany jako „fanatyk”, „oszołom” i 'wróg kobiet”. Dziś rzeczywistość brutalnie zweryfikowała tamte zapewnienia.

Okazuje się bowiem, że granice przesuwają się nieustannie. Najpierw chodziło o dzieci chore. Potem o „prawo wyboru”. Następnie o „komfort psychiczny”. Teraz już otwarcie mówi się o eliminacji jednego z bliźniąt, bo para nie chce wychowywać dwójki dzieci. To nie jest żadna „medycyna”. To selekcja ludzi według wygody.

– Zadzwoniła do nas dzisiaj osoba w dziesiątym tygodniu ciąży bliźniaczej i zaczęła nas pytać na temat dostępności klinik aborcyjnych w Czechach, na Słowacji – powiedziała znana aktywistka aborcyjna Justyna Wydrzyńska w swoim nagraniu opublikowanym w serwisie Instagram.

W tej sprawie szczególnie uderza język używany przez aktywistkę. Zabicie dziecka przedstawione zostało przez nią jako element „spełnionego życia”, „pomocy” i „opieki”. To charakterystyczny mechanizm ideologiczny: najpierw odczłowieczyć ofiarę, potem zastąpić brutalne słowa eufemizmami. Nie mówi się o zabiciu dziecka, lecz o „zabiegu”. Nie mówi się o śmierci, lecz o „wyborze”. Tymczasem biologiczna rzeczywistość pozostaje niezmienna i chodzi o przerwanie życia człowieka.

Największą hipokryzją środowisk skrajnie lewicowych jest to, że jednocześnie deklarują walkę o „prawa człowieka”, „empatię” i „ochronę słabszych”. W praktyce coraz częściej promują cywilizację egoizmu, w której wartość życia zależy od tego, czy dziecko jest wygodne, zdrowe, planowane i pożądane. Jeśli nie spełnia oczekiwań – można je usunąć. Jest to powtórzenie hitlerowskiej eugeniki 1:1 – taka logika prowadzi do moralnej katastrofy i uznania, że ludzkie życie nie ma żadnego znaczenia.

Historia pokazuje, że każda ideologia odrzucająca fundamentalną wartość ludzkiego życia wcześniej czy później popada w dehumanizację. Dlatego wielu ludzi odbiera dziś radykalny ruch aborcyjny nie jako walkę o wolność, lecz jako projekt społeczny oparty na relatywizacji człowieczeństwa. W przypadku opisanej sytuacji szczególnie mocno wybrzmiewa pytanie: jeśli można wybrać, które z bliźniąt ma żyć, a które umrzeć, to gdzie właściwie kończy się granica?

To właśnie dlatego coraz więcej osób dostrzega, że spór o aborcję nie dotyczy wyłącznie takich, czy innych przepisów prawnych, ale fundamentów cywilizacji i odpowiedzi na pytanie, czy życie ludzkie ma wartość samo w sobie, czy tylko wtedy, gdy jest zgodne z oczekiwaniami dorosłych.

Polecamy również: Gender uderza w dziewczęta. Matka pozywa szkołę

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!