Polska Wiadomości

186 zdechłych krów, czyli finał miejskiego bambinizmu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Przez lata przedstawiano je jako symbol wolności i dowód na to, że zwierzęta gospodarskie mogą żyć poza systemem hodowlanym. Aktywiści nazywali je „jedynymi wolnymi krowami w Europie”. W ich obronę angażowali się politycy najwyższego szczebla, a sprawa stała się symbolem ruchu obrońców praw zwierząt. Dziś z liczącego 186 sztuk stada nie pozostała ani jedna krowa.

186 zdechłych krów, czyli finał miejskiego bambinizmu. Ta historia rozpoczęła się w gminie Deszczno pod Gorzowem Wielkopolskim. W październiku 2018 roku powiatowy lekarz weterynarii wydał tam decyzję nakazującą likwidację półdzikiego stada krów, wałęsającego się po okolicy i rozmnażającego między sobą. Decyzję tę następnie podtrzymał sąd. Wtedy do akcji wkroczyli aktywiści. Koczowali przy pastwisku, organizowali warty i próbowali nie dopuścić do wykonania decyzji. Z krów uczyniono symbol „zwierzęcej wolności”. Pojawiły się nawet apele do papieża Franciszka.

Sprawa szybko nabrała wymiaru politycznego. Interweniował sam naczelny bambinista Jarosław Kaczyński, a głos zabrał również prezydent Andrzej Duda, który deklarował, że mimo unijnych przepisów nakazujących likwidację stada trzyma kciuki za jego ocalenie.

Ostatecznie znaleziono rozwiązanie mające pogodzić ochronę zwierząt z wymogami prawa. Na przełomie stycznia i lutego 2020 roku półdzikie stado wyłapano i wszystkie 186 krów trafiło do gospodarstwa w Lipkach Wielkich. Miały tam spędzić resztę życia pod opieką prywatnych gospodarzy. Lewaccy zwolennicy ich ratowania mogli ogłosić sukces. Tyle że rzeczywistość okazała się znacznie mniej romantyczna.

Już w ciągu pierwszego roku padło 75 zwierząt. Według ustaleń lekarza weterynarii Przemysława Cwynara przyczyną były przede wszystkim fatalne uwarunkowania genetyczne wynikające z wieloletniego chowu wsobnego. U zwierząt występowały m.in. wady serca, a część krów tratowała się wzajemnie na pastwisku. Ekspert wskazywał jednocześnie, że zwierzęta miały zapewniony dostęp do wody i paszy. Na początku 2026 roku okazało się, że ze stada nie przeżyło ani jedno zwierzę. Zero ze 186 krów.

Historia „wolnych krów” jest więc dobrym przykładem tego, do czego może prowadzić zastępowanie wiedzy emocjonalną narracją. Troska o dobrostan zwierząt sama w sobie nie jest niczym nagannym. Problem zaczyna się wtedy, gdy emocje i ideologia przesłaniają biologię, genetykę oraz rzeczywiste potrzeby zwierząt.

Krowa nie stała się dzikim zwierzęciem tylko dlatego, że aktywiści nazwali ją „wolną”. Nadal była zwierzęciem hodowlanym, przez lata rozmnażanym w określonych warunkach. Tymczasem w narracji aktywistów pojawił się prosty schemat: człowiek jest oprawcą, natura jest dobra, a wypuszczenie zwierzęcia na pastwisko oznacza jego „wyzwolenie”.

Warto przypomnieć, że do podobnego wydarzenia doszło kilka lat temu na Podkarpaciu, w okolicach Moszczańca. Tam kilkanaście krów uciekło do lasu. Wolność skończyła się wraz z pierwszą zimą, gdy zwierzęta wyginęły z głodu oraz w wyniku ataków drapieżników.

To jeden z absurdów bambinizmu – sposobu myślenia, w którym zwierzęta przedstawia się przede wszystkim jako niewinne ofiary człowieka, ignorując ich fizjologię, zachowania stadne czy uwarunkowania genetyczne. W skrajnej wersji tego podejścia zwierzę gospodarskie przestaje być postrzegane jako zwierzę wymagające fachowej opieki, a staje się bohaterem ideologicznej opowieści o walce z człowiekiem.

Co ciekawe, dziś sprawą słynnych 186 krów zajmują się organy ścigania. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim wszczęła śledztwo dotyczące losu stada. Zawiadomienie obejmuje podejrzenie nieprawidłowego obrotu częścią zwierząt, w tym sprzedaży z naruszeniem przepisów. Śledczy mają ustalić, co dokładnie stało się z poszczególnymi krowami.

To powinno być przede wszystkim ostrzeżenie przed sytuacją, w której polityczna moda, absurdalny aktywizm i emocjonalne hasła zaczynają zastępować fachową wiedzę. Można wygrać kampanię medialną, stworzyć emocjonalną opowieść o wolności, zdobyć poparcie polityków i ogłosić sukces. Tyle że biologia nie kłania się lewicowej ideologii, a zwierzęta nie żyją według aktywistycznych manifestów. 186 krów miało zostać uratowanych. Nie przeżyła ani jedna.

Polecamy również: Nocne alarmy RCB. Państwo straszy Polaków wojną

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!