Europa Świat Wiadomości

Koniec niemieckiego „blitzkriegu” w Grenlandii

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

W niedzielę po południu w Brukseli odbyło się nadzwyczajne spotkanie ambasadorów państw członkowskich przy UE. Spotkanie miało charakter niejawny i dotyczyło gróźb Trumpa w sprawie karnych ceł. Wcześniej, w środę, duńska telewizja publiczna DR poinformowała, że Kopenhaga podjęła decyzję o zwiększeniu obecności wojskowej na Grenlandii w związku z groźbami przejęcia terytorium wysuwanymi przez USA. Udział w operacji osłonowej wyspy zadeklarowały Szwecja, Niemcy, Norwegia i Francja. Duńskie Ministerstwo Obrony wyraziło nadzieję, że do manewrów dołączą kolejne państwa NATO.

Jak widzimy, Niemcy mają już tych manewrów dość. Zrezygnowali z nich dość szybko, gdy zdali sobie sprawę w jakich warunkach tam się funkcjonuje. Może Francuzi okażą się bardziej odporni na mróz? Złośliwi twierdzą, że niemiecki „blitzkrieg” na Grenlandii był przynajmniej dłuższy od prezydentury Rafała Trzaskowskiego. Niestety, sprawa zahacza niestety także o Polskę. Mamy w kraju kilku głuptasów, którzy stracili okazję do milczenia i zaczęli zadawać pytania, dlaczego nasz kraj nie weźmie udziału w obronie Grenlandii.

Polecamy również: Stało się. UE podpisała umowę Mercosur

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!