W obliczu trwającego konfliktu na Ukrainie wielu europejskich krajów angażuje się w różne formy wsparcia. Od dostaw broni, przez pomoc humanitarną, po wsparcie finansowe — państwa Unii Europejskiej starają się przyczynić do odparcia agresji na wschodzie. W takich warunkach decyzja rządu Republiki Czeskiej, który stanowczo odmówił sprzedaży lub przekazania Ukrainie lekkich samolotów bojowych L-159, zasługuje na uznanie, jako przejaw strategicznego myślenia, odpowiedzialności państwowej i dbałości o własne bezpieczeństwo.
Czechy odmówili Ukrainie w sprawie samolotów wojskowych. W połowie stycznia 2026 roku prezydent Czech Petr Pavel złożył propozycję, by Praga rozważyła przekazanie Ukrainie kilku samolotów L-159, które mogłyby wspierać ukraińskie siły zbrojne w walce z rosyjskimi dronami. Pomysł ten jednak nie zyskał poparcia rządu premiera Andreja Babisza, który jednoznacznie stwierdził, że Czechy nie sprzedadzą ani nie przekażą tych maszyn, ponieważ „nie ma ich i nie będzie ich” dla Ukrainy, a sprawa jest zamknięta.
Decyzja ta stoi na straży czterech kluczowych zasad: zachowania zdolności obronnych własnego państwa, odpowiedzialnego zarządzania ograniczonymi zasobami militarnymi, unikania pochopnych zobowiązań oraz budowania stabilnych sojuszy opartych na racjonalnych przesłankach. L-159 wciąż są elementem czeskich sił powietrznych, a ich utrata mogłaby obniżyć zdolność obronną państwa, które — jako członek NATO — ma obowiązek dbać o własne bezpieczeństwo i równocześnie wspierać sojuszników w sposób zrównoważony.
Pochwała Czech wynika także z faktu, że decyzje polityczne tego typu nie powinny być podejmowane pod wpływem presji emocji czy krótkoterminowych oczekiwań opinii publicznej. Potrzeba chłodnej kalkulacji i strategicznego planowania, które bierze pod uwagę zarówno obowiązki wobec sojuszników, jak i realne możliwości własnego państwa. Decyzja o zachowaniu L-159 w służbie własnej armii jest przejawem takiego myślenia.
Na tym tle bardzo słabo wygląda zachowanie polskich warszawskich. Polska, idąc drogą bardzo daleko idącej, bezwarunkowej i bezmyślnej pomocy dla Ukrainy, przekazuje liczne rodzaje uzbrojenia i sprzętu, często idąc dalej niż inne państwa i reagując prawie na każde żądanie strony ukraińskiej. Ta skrajnie proukraińska postawa prowadzi do sytuacji, w których Polska balansuje na granicy własnej zdolności obronnej.
Wielokrotne przekazywanie sprzętu, amunicji i wyposażenia, choć wspiera partnera w potrzebie, naraża Warszawę na konieczność szybkiego uzupełniania własnych zasobów, co w dłuższym terminie może stawiać polskie Siły Zbrojne w trudniejszej sytuacji, a budżet państwowy – w sytuacji niewypłacalności.
Decyzja Czech jest przykładem odpowiedzialnego podejścia do polityki bezpieczeństwa, które łączy solidarność z sojusznikami ze świadomością własnych ograniczeń. To model, który warto docenić i naśladować — nie jako akt izolacjonizmu, lecz jako starannie wyważoną decyzję suwerennego państwa dbającego równocześnie o własne bezpieczeństwo i o stabilność europejskich relacji obronnych. Z kolei polski, trwający od 4 lat „ukroamok”, czyli moda na bezrefleksyjne wspieranie wszystkiego, czego żąda Ukraina, wymaga krytyki i strategicznej autorefleksji.
Polecamy również: Prokuratura Żurka zmuszona do ścigania jaczejki „Abotak”
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





