Sejmowa Komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych opowiedziała się za uchyleniem immunitetu Władysławowi Teofilowi Bartoszewskiemu. Wniosek w tej sprawie ma związek z postępowaniem dotyczącym wielomilionowych roszczeń związanych z majątkiem zmarłego historyka sztuki i kolekcjonera Andrzeja Ciechanowieckiego, który był ojcem chrzestnym Bartoszewskiego. Prokuratura zarzuca politykowi m.in. przywłaszczenie powierzonego mienia oraz podejmowanie działań mogących udaremnić zaspokojenie wierzyciela. Bartoszewski nie przyznaje się do winy i twierdzi, że sprawa ma charakter polityczny.
Żydofil Bartoszewski nie ma ostatnio dobrej prasy. Jego sprawa zaczyna wyglądać jak jeden z tych politycznych skandali, które długo próbuje się przykryć partyjną lojalnością, opowieściami o politycznym spisku i zasłanianiem się immunitetem. Problem w tym, że tym razem chodzi nie o polityczne przepychanki, lecz o wielomilionowy majątek, nieruchomości, spółkę zarejestrowaną na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych i zarzuty prokuratury dotyczące przywłaszczenia pieniędzy oraz działań mogących utrudnić zaspokojenie wierzyciela.
Człowiek zajmujący stanowisko wiceministra spraw zagranicznych powinien szczególnie dbać o przejrzystość swoich interesów majątkowych. Tymczasem historia, która wychodzi dziś na jaw, jest co najmniej bulwersująca.
W centrum sprawy znajduje się Andrzej Ciechanowiecki – znany historyk sztuki, kolekcjoner i filantrop, a zarazem ojciec chrzestny W.T. Bartoszewskiego. Ciechanowiecki miał mu powierzyć organizację przedsięwzięcia związanego z inwestowaniem jego pieniędzy w warszawskie nieruchomości. W latach 2005–2006 kupiono trzy ogromne, około 200-metrowe apartamenty na Żoliborzu. Problem polega na tym, że nieruchomości zostały formalnie powiązane ze spółką Max & Max Limited zarejestrowaną na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, którą założyli Bartoszewski i jego żona.
Trudno nie zadać pytania: dlaczego pieniądze i nieruchomości należące – według relacji przedstawianych w sprawie – do osoby, która zaufała swojemu chrześniakowi, znalazły się w konstrukcji wykorzystującej spółkę zarejestrowaną w zagranicznym raju podatkowym?
Jeszcze bardziej wymowny jest dalszy ciąg tej historii. Ciechanowiecki w 2009 roku miał odkryć, że mieszkania nie znajdują się w majątku jego fundacji, lecz zostały powiązane ze spółką. Gdy zażądał ich zwrotu, rozpoczął się wieloletni konflikt, który ostatecznie trafił do sądu. Wcześniej rozpoczęto sprzedaż nieruchomości, a Bartoszewski wycofał się ze spółki i zbył udziały. Jej prezesem została jego żona.
W marcu 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał nieprawomocny wyrok nakazujący Bartoszewskiemu zwrot 6,7 mln zł, miliona funtów, 405 tys. euro oraz kilku chińskich wazonów. Według przedstawionych wyliczeń wartość należności przekraczała 13,2 mln zł, a wraz z odsetkami miała sięgać około 27 mln zł. Trzeba podkreślić: był to wyrok cywilny i nie przesądza on o odpowiedzialności karnej polityka.
Ale właśnie tutaj pojawia się najbardziej niepokojący element całej sprawy. Prokuratura badała bowiem również zmiany dokonywane w majątku Bartoszewskiego. Chodziło między innymi o sprzedaż nieruchomości, ustanowienie rozdzielności majątkowej oraz przekazywanie części majątku żonie, a następnie małoletnim dzieciom. Prokuratorzy twierdzą, że działania te mogły prowadzić do ukrycia, zbycia i darowania składników majątku w celu udaremnienia lub uszczuplenia zaspokojenia wierzyciela.
Mamy tu do czynienia z zachowaniem wyjątkowo odrażającym, nawet jak na polityka Platformy Obywatelskiej. Nie chodziłoby już bowiem o spór rodzinny, nieporozumienie biznesowe czy różnicę zdań pomiędzy dawnymi znajomymi. Chodziłoby o świadome wykorzystywanie skomplikowanych konstrukcji majątkowych po to, aby druga strona nie mogła odzyskać należnych jej pieniędzy.
Bartoszewski może oczywiście twierdzić, że jest niewinny. Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok, nie można wprost nazywać go złodziejem i oszustem. Można jednak bez problemu postawić pytanie o jego wiarygodność, uczciwość i standardy etyczne, jak widać, nie tylko w kwestiach bezgranicznej obrony interesów żydowskich, z czego ten polityk jest szeroko znany. Kontynuuje zresztą w tej mierze działalność swojego ojca, Władysława Bartoszewskiego, rzekomego bohatera II Wojny Światowej, który… wyszedł z Auschwitz na L4.
Dziś nie wiemy jeszcze, jaki będzie finał tej historii. Wiemy natomiast, że jej bohater nie ma już prawa oczekiwać od opinii publicznej bezkrytycznego zaufania. Wielomilionowe roszczenia, zagraniczna spółka, nieruchomości, transfery majątkowe i wniosek o uchylenie immunitetu tworzą obraz, którego nie da się zamieść pod dywan typowym w dyzmokracji zdaniem o „politycznej nagonce”.
NASZ KOMENTARZ: A taki był ładny, syjonistyczny. Spod jarmułki jak zwykle wyszły ciemne interesy i żerowanie na ludzkiej krzywdzie.
Polecamy również: Ukraina czci żołnierzy Hitlera. Szokujący pogrzeb





