Jeżeli ktoś sądził, że skrajnie lewicowa ideologia gender nie jest już w stanie niczym zaskoczyć, amerykański stan Oregon spieszy z odpowiedzią. Okazuje się, że nawet oficjalne posiedzenie organu doradczego zajmującego się zdrowiem psychicznym może stać się sceną deklaracji, które brzmią jak żart wymyślony przez satyryka z wyjątkowo bujną wyobraźnią. Problem w tym, że w tym przypadku nie chodzi o skecz kabaretowy, lecz o rzeczywiste wydarzenie, które dodatkowo śmie się określać jako coś poważnego.
Czy człowiek identyfikujący się jako żółw powinien zasiadać w gremium odpowiedzialnym za zdrowie psychiczne społeczeństwa? Podczas posiedzenia Oregon Consumer Advisory Council wystąpiła JD Holt, znana również jako JD Terrapin, członkini rady związanej z Oregon Health Authority. Jak relacjonowały później amerykańskie media, Holt przedstawiła używane przez siebie zaimki: „they”, „them” oraz „turtle”. Dwa pierwsze należą do współczesnego repertuaru językowych deklaracji genderowych. Trzeci oznacza po angielsku właśnie żółwia.
I tak oto do bogatego katalogu sporów o płeć, tożsamość i język dołączył żółw. Nie, nie jest to pomyłka tłumacza ani fragment dziecięcej bajki. Według relacji prasowych słowo „turtle” rzeczywiście pojawiło się w kontekście zaimków, których używa Holt. W ten sposób podczas spotkania rady zajmującej się problematyką zdrowia psychicznego uczestnicy musieli zmierzyć się z deklaracją dewiantki, która dla wielu postronnych obserwatorów brzmi raczej jak prowokacja, eksperyment społeczny albo parodia języka niż poważne przedstawienie się.
Oczywiście w cywilizowanym społeczeństwie każdy dorosły człowiek może mieć swoje upodobania i przekonania. Choroby psychiczne nie mogą być ścigane karnie. Czym innym jest jednak wolność osobista jednostki, a czym innym oczekiwanie, że wszyscy pozostali będą traktować każdą deklarację wariata jako coś normalnego i wymagającego społecznego uznania i „tolerancji”. Jeśli zaimek „turtle” ma funkcjonować na takich samych zasadach jak zwykłe zaimki osobowe, wypada zapytać gdzie właściwie kończy się rzeczywistość, a zaczyna kompletne wariactwo?
W ideologii gender język przestaje być narzędziem opisywania świata, a zaczyna pełnić funkcję narzędzia ustanawiania prywatnych kategorii, których inni mają obowiązek przestrzegać. Nie wystarczy już powiedzieć, kim się jest w zwyczajnym, zrozumiałym dla wszystkich sensie. Trzeba jeszcze oczekiwać, że otoczenie dostosuje słownictwo do indywidualnej deklaracji, nawet jeśli jej sens pozostaje dla większości ludzi zagadką.
Neołysenkizm chce podporządkować opis rzeczywistości ideologicznie pożądanym twierdzeniom. To dokładnie ten sam mechanizm co w oryginalnym łysenkizmie: trzeba odrzucić oficjalną biologię i kryteria wspólne dla wszystkich na rzecz przekonania, że o prawdziwości określonego twierdzenia z tej dziedziny mają rozstrzygać przede wszystkim deklaracje ideologiczne. Dla genderystów/neołysekistów genetyka nie ma znaczenia i liczą się tylko emocje oraz samopotrzeganie się. Jeśli uważasz, że jesteś „żółw”, inni powinni cię tak nazywać. Wystarczy deklaracja. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, jest po prostu żółwiofobem.
Rzeczniczka Oregon Health Authority podkreśliła, że rada ma reprezentować doświadczenia osób korzystających z usług zdrowia behawioralnego, a perspektywy jej członków są cenione. To stanowisko instytucji nie rozstrzyga jednak, czy każda deklaracja dotycząca tożsamości jest równie sensowna ani czy należy ją bezkrytycznie przyjmować.
W przypadku JD Holt można zadać konkretne pytanie, czy przedstawienie się przez nią za pomocą zaimka oznaczającego żółwia jest świadectwem głębokich kompleksów i potrzeby wyróżnienia się, czy po prostu objawem postepującej choroby psychicznej. Sprawdzić powinni to biegli psychiatrzy. Do tego czasu ta osoba nie powinna piastować żadnych odpowiedzialnych funkcji publicznych.
NASZ KOMENTARZ: W czasach ideologicznego wariactwa lewicy, jak mantrę trzeba powtarzać, że nie każda deklaracja musi być traktowana z powagą tylko dlatego, że ktoś ją wypowiedział. I nie chodzi tu tylko o deklarowanie się przez lewicówkę jako „żółw”. Kuriozalne, że doszliśmy do momentu, w którym trzeba publicznie omawiać tak podstawowe kwestie.
Polecamy również: Rząd uderza w aktywistów wspierających wojnę hybrydową





