„Dane są jednoznaczne” – przekonuje Interia w artykule o przestępczości Ukraińców w Polsce. Problem w tym, że przedstawione dane wcale nie są tak „jednoznaczne”, jak sugeruje tytuł. Redakcja wykorzystuje prawdziwe statystyki, ale dokonuje kilku zabiegów metodologicznych, które pozwalają jej wyciągnąć z nich znacznie dalej idące wnioski, niż wynika z danych. Ponadto nie bierze pod uwagę ważnych faktów.
Portal Interia manipuluje statystyką ukraińskiej przestępczości w Polsce. Najważniejszy problem pojawia się już na poziomie podstawowego pojęcia. Interia pisze o „przestępczości”, podczas gdy analizuje liczbę osób zarejestrowanych przez Policję jako podejrzane. To zasadnicza różnica. W okresie styczeń–lipiec 2026 roku KGP odnotowała 5616 podejrzanych obywateli Ukrainy. Interia dzieli tę liczbę przez szacowaną liczbę Ukraińców przebywających w Polsce i otrzymuje około trzech podejrzanych na tysiąc osób.
Tyle że „podejrzany” nie oznacza ani „skazany”, ani nawet „sprawca”. Co więcej, Policja wyraźnie zaznacza, że podejrzany jest ujmowany w statystyce jednokrotnie, według czynu wiodącego, podczas gdy może być podejrzany o kilka a nawet kilkanaście czynów. Ponadto dana osoba trafia do zestawienia dopiero po zakończeniu postępowania. Oznacza to przede wszystkim, że liczba podejrzanych nie jest liczbą popełnionych przestępstw.
Drugi problem jest jeszcze bardziej konkretny. Interia dla Ukraińców w Polsce przyjmuje populację 1,8–1,9 mln osób, powołując się na szacunki wiceministra Macieja Duszczyka. Kiedy jednak analizuje Gruzinów, Białorusinów, Kolumbijczyków i Mołdawian, sięga po inne źródło – eksperymentalne badanie GUS dotyczące liczby cudzoziemców przebywających w Polsce pod koniec 2025 roku.
Według tego badania cudzoziemcy stanowili około 2,3 mln mieszkańców Polski, a Ukraińcy około 73% tej grupy. Daje to około 1,68 mln osób, a nie 1,9 mln. Przy takim mianowniku 5616 podejrzanych oznacza około 3,34 osoby na tysiąc, a nie „około trzy”. Oznacza to, że efektowny wynik przedstawiony przez Interię zależy od tego, jaki mianownik wybierzemy.
Kolejny problem powstaje po rozbiciu statystyki na rodzaje czynów. Interia wrzuca wszystkie przestępstwa do jednego agregatu, a następnie traktuje jego wynik jako miarę ogólnej „przestępczości”. Tymczasem poszczególne grupy mogą mieć zupełnie inną strukturę czynów.
Dobrym przykładem jest prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Według danych KGP przywołanych w analizie w pierwszym półroczu 2026 roku odnotowano 18 245 takich przypadków, z czego 1121 dotyczyło obywateli Ukrainy. Przy populacji około 1,68 mln daje to około 0,67 przypadku na tysiąc Ukraińców. Nawet przy założeniu skrajnie korzystnym dla Polaków – że wszystkie pozostałe przypadki dotyczyły Polaków – otrzymujemy nie więcej niż około 0,47 na tysiąc Polaków. W tej kategorii wskaźnik ukraiński jest więc co najmniej o około 42% wyższy.
To pokazuje, dlaczego samo „3 kontra 4” jest statystycznym skrótem, a nie dowodem na to, że Ukraińcy są mniej skłonni do popełniania przestępstw.
Interia nie kontroluje także dwóch podstawowych zmiennych kryminologicznych: wieku i płci. Tymczasem struktura ukraińskiej populacji w Polsce jest wyjątkowa – wśród osób objętych ochroną czasową przeważającą część stanowią kobiety i dzieci. Umieszczenie dzieci, które z oczywistych względów nie mogą prowadzić samochodu czy popełniać wielu innych czynów, w tym samym mianowniku co dorosłych mężczyzn automatycznie obniża wskaźnik per capita.
Jest jeszcze jeden problem, którego Interia w ogóle nie podejmuje: statystyki oparte na obywatelstwie nie muszą odzwierciedlać pochodzenia osób, które wcześniej były obywatelami Ukrainy, a następnie uzyskały obywatelstwo polskie. To nie jest czysto teoretyczny problem. Na policyjnym portalu „Poszukiwani” widnieje np. Artemkin Vitalii, urodzony w Perwomajskim, który w policyjnej bazie figuruje jako obywatel Polski. Jest poszukiwany w związku z art. 158 § 1 k.k., dotyczącym udziału w bójce lub pobiciu.

Nie sposób na podstawie jednego przypadku ustalić, ilu obywateli Polski ma ukraińskie korzenie lub wcześniej posiadało obywatelstwo Ukrainy. Można jednak wskazać realną konsekwencję: jeżeli osoba po naturalizacji zostaje sklasyfikowana jako obywatel Polski, jej przypadek nie pojawia się już w zestawieniu „podejrzanych obywateli Ukrainy”. Statystyka według obywatelstwa nie odpowiada więc na pytanie o pochodzenie etniczne w przypadku artykułów o ukraińskiej przestępczości. Co istotne, polskie instytucje same podkreślają, że w policyjnych systemach rejestrowane jest obywatelstwo, a nie narodowość.
Podsumowując: Interia bierze ograniczony wskaźnik, nazywa go „przestępczością”, nie standaryzuje go względem wieku i płci, stosuje różne źródła do ustalenia liczebności porównywanych grup, nie analizuje struktury czynów, a następnie przechodzi od statystyki do sugestii, że obawy dotyczące przestępczości Ukraińców są przede wszystkim efektem dezinformacji.
Tymczasem jedno nie wynika z drugiego. Możliwe jest jednocześnie istnienie antyukraińskiej dezinformacji oraz realnych problemów z przestępczością popełnianą przez Ukraińców w Polsce. Rzetelna analiza powinna badać oba zjawiska, a nie wykorzystywać jedno do przykrycia drugiego.
Najuczciwszy wniosek z danych Interii powinien więc brzmieć: Ukraińcy mają niższy surowy wskaźnik policyjnie zarejestrowanych podejrzanych na mieszkańca. Nie wynika z tego jednak, że „dane są jednoznaczne” i że Ukraińcy ogólnie charakteryzują się niższą przestępczością. Aby taką tezę udowodnić, trzeba porównywać te same kategorie czynów, populacje o podobnej strukturze wieku i płci oraz uwzględnić ograniczenia statystyki opartej na obywatelstwie. A tego Interia nie zrobiła, bo tak pasowało jej do prukraińskiej narracji.
Polecamy również: Lewacy chcą wpisać prawo do eutanazji do traktatu ONZ o osobach starszych
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




