Polska od ponad trzech dekad notuje szybki wzrost gospodarczy, ale za tym wzrostem kryje się problem, o którym mówi się znacznie rzadziej: znaczna część dochodów wytwarzanych w Polsce trafia do właścicieli kapitału poza granicami kraju. Według danych opublikowanych przez The Economist, Polska zajmuje ponure pierwsze miejsce w europejskim rankingu państw drenowanych z majątku.
Polska jest najbardziej drenowanym z majątku krajów w Europie. Nie oznacza to dosłownie „rabunku” w prawnym znaczeniu tego słowa. Zagraniczny inwestor ma prawo wypłacać zysk ze swojej inwestycji. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy struktura własności gospodarki sprawia, że znaczna część wartości wytwarzanej przez polskich pracowników i konsumentów nie pozostaje w kraju i nie buduje krajowego kapitału.
Według danych przywoływanych przez ekonomistę Thomasa Piketty’ego w latach 2010–2016 odpływ dochodów z własności z Polski wynosił średnio około 4,7 proc. PKB rocznie, podczas gdy transfery netto z Unii Europejskiej odpowiadały średnio około 2,7 proc. PKB. Nie oznacza to, że Polska była „okradana” w sensie prawnym ani że cały odpływ kapitału był wyprowadzany za granicę — część zysków była reinwestowana. Pokazuje jednak skalę problemu.
Jeszcze wyraźniej widać go w danych Narodowego Banku Polskiego. W 2024 roku dochody nierezydentów z bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce wyniosły 135,3 mld zł, czyli około 3,7 proc. polskiego PKB. Największymi beneficjentami tych dochodów byli inwestorzy z państw Unii Europejskiej.
Sam fakt obecności zagranicznego kapitału nie jest niczym złym. Przeciwnie — zagraniczne inwestycje przyniosły Polsce technologię, miejsca pracy, nowe rynki i przyspieszyły modernizację gospodarki. Problem polega na tym, że przez dziesięciolecia znacznie łatwiej było Polsce przyciągać zagraniczny kapitał niż budować własny.
Po 1989 roku sprzedawano lub prywatyzowano przedsiębiorstwa, otwierano kolejne sektory dla zagranicznych inwestorów i tworzono warunki do napływu kapitału. W wielu przypadkach było to uzasadnione ekonomicznie. Jednocześnie jednak zabrakło konsekwentnej polityki, której celem byłoby stworzenie silnej grupy rodzimych przedsiębiorstw zdolnych konkurować z zagranicznymi koncernami.
W efekcie Polska stała się ważnym centrum produkcyjnym Europy, ale w wielu sektorach pozostała przede wszystkim miejscem produkcji dla zagranicznych właścicieli. To zasadnicza różnica. Fabryka zagranicznego koncernu działająca w Polsce zwiększa polski PKB. Daje pracę Polakom, płaci podatki i korzysta z usług krajowych firm. Jeżeli jednak znaczna część jej zysku trafia później do zagranicznego właściciela, dochód z tego wzrostu nie pozostaje w całości w Polsce.
Dlatego sam wzrost PKB nie mówi jeszcze, kto rzeczywiście korzysta z owoców wzrostu gospodarczego.
Problem ten jest szczególnie istotny z punktu widzenia akumulacji kapitału. Bogate państwa budują własny kapitał przez pokolenia: rozwijają przedsiębiorstwa, marki, technologie i instytucje finansowe. Jeżeli rodzime firmy pozostają słabsze od zagranicznych konkurentów, Polska może rozwijać produkcję, a jednocześnie pozostawać zależna od kapitału znajdującego się poza jej granicami.
Nie chodzi więc o zamknięcie Polski na zagraniczne inwestycje. Chodzi o równowagę. Silne państwo powinno być zdolne zarówno przyciągać zagranicznych inwestorów, jak i tworzyć warunki do powstawania własnych koncernów. Polskie przedsiębiorstwo powinno mieć możliwość przejścia od małej firmy rodzinnej do dużego producenta, od podwykonawcy do właściciela technologii i marki.
Dzisiejszej struktury polskiej gospodarki nie stworzył jeden rząd ani jedna partia. Jest ona rezultatem decyzji podejmowanych przez kolejne ekipy przez 37 lat transformacji. Największym błędem nie było samo otwarcie Polski na świat, lecz brak równowagi między przyciąganiem kapitału zagranicznego a budowaniem kapitału rodzimego. Przez lata łatwiej było premiować zagranicznego inwestora niż stworzyć równie dobre warunki polskiej firmie.
W efekcie część polskiego majątku została sprzedana, część strategicznych sektorów znalazła się pod kontrolą zagranicznych właścicieli, a znaczna część dochodów z działalności prowadzonej w Polsce trafia dziś poza granice kraju.
Nie oznacza to, że Polska poniosła wyłącznie porażkę. Przeciwnie — ostatnie 37 lat przyniosło ogromny rozwój. Pytanie brzmi jednak: kto będzie właścicielem kapitału, który ten rozwój stworzył?
Jeżeli Polska chce w przyszłości być naprawdę bogatym i niezależnym gospodarczo państwem, musi przestać traktować zagraniczny kapitał jako substytut własnego. Potrzebuje polityki, która będzie premiowała rozwój rodzimych przedsiębiorstw, krajową własność, inwestycje w technologie i budowanie polskich marek.
O sile gospodarki nie decyduje wyłącznie to, ile się produkuje. Decyduje również to, kto jest właścicielem środków produkcji oraz tego, co zostało wyprodukowane.
Polecamy również: Jak osiągnąć pojednanie polsko-ukraińskie?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




