Spór pomiędzy władzami Lwowa a polską spółką Control Process wkracza w kolejny etap. Po interwencji przewodniczącego Rady ds. Współpracy z Ukrainą Pawła Kowala, mer Lwowa Andrij Sadowy skierował do niego oficjalne pismo, w którym wezwał polskiego polityka do powstrzymania się od działań mogących być odebrane jako „naciski na miasto”.
Mer Lwowa, banderowiec Sadowy kontynuuje wojnę z polskim biznesem, który rzekomo miał zbijać kokosy na odbudowie Ukrainy. Obecny konflikt dotyczy przede wszystkim budowy kompleksu przetwarzania odpadów komunalnych we Lwowie.
Polska firma Control Process utrzymuje, że rozwiązanie kontraktu przez stronę ukraińską było bezpodstawne i od początku korzysta z przewidzianych w umowie procedur arbitrażowych. Według informacji przedstawianych przez spółkę kolejne rozstrzygnięcia wydawane w ramach procedur FIDIC oraz zabezpieczenie wydane przez trybunał arbitrażowy w Paryżu były dla niej korzystne.
Paweł Kowal włączył się w sprawę, zwracając się do przedstawicieli polskich samorządów współpracujących ze Lwowem oraz do prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej z prośbą o wsparcie działań zmierzających do polubownego rozwiązania konfliktu. Wskazywał, że sposób zakończenia sporu będzie miał znaczenie dla zaufania europejskich przedsiębiorców planujących inwestycje na Ukrainie.
W odpowiedzi Andrij Sadowy utrzymywał, że kontrakt został rozwiązany zgodnie z prawem, a wszelkie spory powinny być rozstrzygane wyłącznie przed międzynarodowym arbitrażem. Jednocześnie w swoim piśmie pominął wcześniejsze korzystne dla polskiej spółki decyzje organów kontraktowych oraz stanowisko arbitra w Paryżu, który zakwestionował sposób rozwiązania umowy przez stronę lwowską i nakazał miastu zapłacenie Polakom kary umownej. W tym zakresie działania Sadowego to zatem czysta hipokryzja.
Mer Lwowa napisał również, że próby uczynienia z Pawła Kowala mediatora nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, zarzucając polskiej spółce dalsze naruszanie warunków kontraktu. Zaapelował także do polskiego polityka o niewywieranie presji na władze miasta, podkreślając, że konflikt – w jego ocenie – nie ma charakteru politycznego.
Sam Paweł Kowal ocenił jednak publicznie, że działania Andrija Sadowego „odcinają Lwów od Europy” i szkodzą wizerunkowi Ukrainy jako miejsca bezpiecznego dla zagranicznych inwestorów. Podkreślił przy tym, że polski rząd będzie wspierał rodzimych przedsiębiorców w podobnych sporach oraz analizował ten przypadek pod kątem przyszłych inwestycji na Ukrainie.
NASZ KOMENTARZ: Postawa Pawła Kowala od lat wywołuje spory w polskiej debacie publicznej. Były premier Leszek Miller określił go w jednej ze swoich wypowiedzi mianem osoby stojącej na czele „banderowskiej V kolumny” w Polsce. Była to polityczna ocena Millera, z którą sam Kowal się nie zgadza i którą odrzuca, choć -także naszym zdaniem- jest w niej sporo racji.
Obecny konflikt wokół spółki Control Process pokazuje, że nawet polityk, który konsekwentnie opowiada się za strategiczną współpracą Polski z Ukrainą, według Ukraińców nie ma prawa skrytykować mera Lwowa i banderowskiej, szowinistycznej polityki gospodarczej. Kowal słusznie zarzucił Andrijowi Sadowemu zniechęcanie europejskich inwestorów i szkodzenie relacjom polsko-ukraińskim. On wciąż nie rozumie, że banderyzm to kwestia nie tylko polityczna, ale także (a może przede wszystkim) kulturowa i cywilizacyjna. To odnoga turanizmu a ten prowadzi na manowce w każdej dziedzinie życia.
Jeśli turaniec się na kogoś lub na coś uprze, nic nie przekona go do zmiany zdania, choćby miał stracić cały majątek a nawet życie. W tym konkretnym przypadku mamy czarno na białym, że Ukraińcy nie zamierzają pozwolić polskim firmom na uczciwe zarabianie pieniędzy w ich kraju.
Polecamy również: Koniec OMZRiK? Problemy fundacji narastają
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





