Warszawski Szpital Południowy od kilku dni znajduje się pod ostrzałem ze względu na tworzenie specjalnej ścieżki zdrowotnej dla polityków partii Donalda Tuska. Oprócz różnych innych przekrętów i przekraczania uprawnień, wykryto tam aferę eugeniczną, związana z in vitro. Wprawdzie ostatecznie do pomyłki nie doszło, sam przypadek po raz kolejny zmusza do zastanowienia się nad godziwością tego typu praktyk.
Jak wynika z doniesień medialnych, pacjentce czekającej na procedurę in vitro przygotowano do transferu zarodek należący do innej pary. Błąd został wykryty jeszcze przed wykonaniem zabiegu dzięki obowiązującym procedurom kontrolnym, dlatego nie doszło do transferu niewłaściwego zarodka. Szpital zgłosił zdarzenie do Ministerstwa Zdrowia jako zdarzenie niepożądane, wszczął wewnętrzne postępowanie wyjaśniające oraz odsunął od obowiązków pracownika odpowiedzialnego za pomyłkę. Resort zdrowia prowadzi kontrolę, która ma ustalić dokładny przebieg i przyczyny zdarzenia.
Choć tym razem system zabezpieczeń zadziałał, sama możliwość pomylenia ludzkich zarodków pokazuje, jak ogromna odpowiedzialność wiąże się z procedurami wspomaganego rozrodu. Dla wielu osób zarodek jest nie tylko materiałem biologicznym, lecz początkiem życia konkretnego człowieka. Każda pomyłka tego rodzaju oznacza więc nie tylko naruszenie procedur medycznych, ale także głęboki problem etyczny.
Sprawa skłania do generalnej refleksji nad konsekwencjami praktyk eugenicznych, polegających na tworzeniu, przechowywaniu i selekcjonowaniu ludzkich zarodków. W procedurach in vitro często powstaje więcej zarodków, niż zostaje wykorzystanych, a część z nich jest zamrażana, poddawana badaniom genetycznym lub nigdy nie zostaje przeniesiona do organizmu kobiety. Zwolennicy tych praktyk wskazują na zwiększenie skuteczności leczenia niepłodności, natomiast ich krytycy zwracają uwagę na ryzyko uprzedmiotowienia ludzkiego życia.
Szczególnie kontrowersyjne są sytuacje, w których o wyborze zarodka decydują określone kryteria genetyczne. Krytycy określają takie działania mianem współczesnej eugeniki, argumentując, że prowadzą one do wartościowania ludzi jeszcze przed narodzeniem. W ich ocenie, jeśli o losie zarodka zaczynają decydować jego cechy biologiczne, pojawia się niebezpieczna logika selekcji, w której jedne istniejące życia uznawane są za bardziej pożądane od innych.
W Szpitalu Południowym doszło do błędu identyfikacyjnego podczas procedury laboratoryjnej. Nie zmienia to jednak faktu, że zdarzenie unaocznia szerszy problem: gdy ludzkie zarodki są przechowywane, oznaczane, przenoszone i przetwarzane w ramach skomplikowanych procedur laboratoryjnych, nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka błędu ludzkiego.
Historia medycyny pokazuje, że każda technologia ingerująca w początki ludzkiego życia wymaga szczególnej pokory. Im bardziej skomplikowany system, tym większe znaczenie mają procedury bezpieczeństwa, nadzór oraz odpowiedzialność personelu. Nawet najbardziej rozbudowane zabezpieczenia nie gwarantują całkowitej bezbłędności i to nie tylko w przypadku in vitro ale i innych procedur oraz badań laboratoryjnych. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie np. w czasie tzw. pandemii.
Polecamy również: Koniec OMZRiK? Problemy fundacji narastają
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





