Świat Wiadomości

Ścigał Netanjahu. Nagle znalazły się haki

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Świat polityki i międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości po raz kolejny przypomina scenariusz, którego nie powstydziłby się nawet Hollywood. Oto Karim Khan, prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, człowiek odpowiedzialny za wydanie nakazów aresztowania wobec izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i byłego ministra obrony Joawa Galanta, został  zawieszony w związku z oskarżeniami o nadużycia seksualne. Trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby nie jego działania prawne przeciwko jedynie słusznym Żydom, tej sprawy by nie było.

Ścigał Netanjahu, więc anonimowy Sanhedryn postanowił go zniszczyć. Prokurator Karim Khan doprowadził do wydania nakazów aresztowania wobec izraelskich przywódców w związku z brutalną pacyfikacją Getta Gazy. Decyzja wywołała wówczas gwałtowne reakcje Izraela i jego chrześcijańsko-syjonistycznych wasali z USA. Prokurator i jego współpracownicy stali się celem bezprecedensowej presji politycznej oraz gróźb od administracji Trumpa. M.in. otrzymali zakaz wjazdu na terytorium USA oraz zastanawiano się nad możliwością zamrożenia ich środków finansowych zgromadzonych na kontach bankowych.

Teraz sięgnięto po najmocniejszą broń w arsenale wszelkiej maści niszczycieli osób publicznych – kompromitujące oskarżenia natury rozporkowej. Tak się bowiem składa, że w świecie wielkiej polityki haki niemal nigdy nie pojawiają się na ludzi niewygodnych w najmniej oczekiwanym momencie. Przeciwnie – zwykle ujawniają się z zadziwiającą punktualnością, niczym szwajcarski zegarek.

Wokół sprawy od początku narastały kontrowersje. Jedni twierdzą, że Khan padł ofiarą politycznej zemsty. Inni, w tym syjoniści przekonują, że wreszcie dosięgła go odpowiedzialność za własne czyny.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że niezależnie od tego, która wersja okaże się prawdziwa, reputacja Trybunału już poniosła poważny uszczerbek. Jeśli zarzuty są słuszne, oznacza to kompromitację jednej z najważniejszych postaci międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości. Jeśli zaś okażą się przesadzone lub motywowane politycznie, będziemy mieli do czynienia z jeszcze większym skandalem – próbą wykorzystania oskarżeń do wyeliminowania niewygodnego dla mocarstwa anonimowego, urzędnika.

Tak czy inaczej, przeciętny obserwator może odnieść wrażenie, że światowa polityka po raz kolejny dostarcza nam lekcji o naturze władzy. Kiedy zwykły człowiek popada w tarapaty, mówi się o pechu. Kiedy podobne problemy spotykają osobę ścigającą przywódcę państwa wspieranego przez najpotężniejsze ośrodki wpływu na świecie, pojawia się znacznie ciekawsze słowo: „przypadek”. A jak wiadomo, w wielkiej polityce przypadki zdarzają się wyjątkowo często. Zwłaszcza te starannie zaplanowane.

Polecamy również: Soros i Rockefeller finansują czarną migrację do Polski

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!