Europa Gospodarka Wiadomości

500 mln zł rocznie za Ukrainę. Tyle zapłacą Polacy

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Unia Europejska po raz kolejny sięga do kieszeni państw członkowskich, aby finansować pomoc dla banderowskiej Ukrainy. Tym razem mowa o gigantycznym pakiecie pożyczkowym o wartości 90 miliardów euro. Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że jest ono konieczne dla utrzymania ukraińskiej gospodarki i dalszej obrony przed rosyjską agresją. Krytycy odpowiadają jednak, że koszty tej polityki będą przez lata ponosić europejscy podatnicy, w tym Polacy. Co więcej, Kijów jest niewdzięczny i czci ludobójców z UPA.

500 mln zł rocznie za Ukrainę. Według przyjętych założeń Ukraina nie będzie ponosiła kosztów odsetkowych związanych z nowym unijnym zadłużeniem na jej rzecz. Obciążenie to ma zostać rozłożone wyłącznie pomiędzy państwa członkowskie Unii Europejskiej. Oznacza to, że część rachunku trafi również do Polski.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują skalę problemu. W przypadku wcześniejszej unijnej pożyczki dla Ukrainy o wartości 18 miliardów euro, roczny koszt odsetek przypadających na Polskę szacowany jest na około 110 milionów złotych. Jeśli zastosować podobne proporcje do nowego programu wartego 90 miliardów euro, roczne koszty obsługi długu mogłyby wzrosnąć nawet do około 500 milionów złotych.

To jednak tylko jedna strona medalu. Drugą stanowi sam kapitał. Polski udział w całym przedsięwzięciu można szacować na około 12 miliardów złotych. Teoretycznie środki te miałyby zostać odzyskane dzięki przyszłym rosyjskim reparacjom wojennym lub wykorzystaniu zamrożonych rosyjskich aktywów. Problem polega na tym, że obecnie nie istnieje żaden realny mechanizm gwarantujący uzyskanie takich środków w skali odpowiadającej unijnym zobowiązaniom. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za kradzież rosyjskich aktywów. Reparacje od Rosji to jeszcze większa mrzonka, zwłaszcza że Putin wygrywa na froncie.

Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy europejscy podatnicy nie zostaną ostatecznie z rachunkiem, który miał zostać pokryty przez Rosję. Historia międzynarodowych reparacji pokazuje, że procesy tego typu są niezwykle skomplikowane, długotrwałe i obarczone ogromnym ryzykiem politycznym.

Kontrowersje budzi również stanowisko polskich ugrupowań politycznych reprezentowanych w Parlamencie Europejskim. Za udzieleniem pożyczki głosowali europosłowie związani z Prawem i Sprawiedliwością, Koalicją Obywatelską, PSL, Lewicą oraz Polską 2050. Przeciwko opowiedzieli się jedynie europosłowie Konfederacji.

Dla przeciwników finansowania Ukrainy w obecnej formule jest to dowód na istnienie ponadpartyjnego konsensusu elit politycznych, które zgadzają się na dalsze obciążanie polskich finansów publicznych. Zwolennicy odpowiadają natomiast, że wsparcie Ukrainy jest inwestycją w bezpieczeństwo Polski i całej Europy, a koszty zaniechania mogłyby okazać się znacznie wyższe.

Największy problem nie polega na tym, że Polska pomaga Ukrainie. Chodzi o to, że miliardy złotych płyną do państwa, które wciąż nie potrafi jednoznacznie odciąć się od kultu sprawców rzezi wołyńskiej. Polscy podatnicy mają płacić kolejne setki milionów złotych, podczas gdy na Ukrainie nadal stawia się pomniki ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Trudno o bardziej gorzką definicję „wdzięczności”.

Polecamy również: Wilno mówi „dość”. Katolicy kontra marsz LGBT

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!