Czy dzieci urodzone dzięki metodzie in vitro są bardziej narażone na nowotwory, alergie i wady rozwojowe? Badania wskazują na bardzo wysokie wzrosty ryzyka wybranych chorób wśród dzieci poczętych z wykorzystaniem mrożonych zarodków.
Alarmujące dane o in vitro. Rosnąca popularność tej procedury ponownie wywołała debatę o długoterminowym wpływie technologii wspomaganego rozrodu na zdrowie dzieci. Dyskusję rozpętał opublikowany w serwisie X wpis publicystki Magdy Lewandowskiej, która zamieściła tabelę przedstawiającą bardzo wysokie wzrosty ryzyka wielu chorób u dzieci poczętych z wykorzystaniem mrożonych zarodków. Wśród wymienionych schorzeń znalazły się m.in. białaczka, nowotwory wieku dziecięcego, alergie oraz wady rozwojowe.
Źródłem danych miała być książka „The Last In Vitro” autorstwa Francisco Giüelli. Część badań rzeczywiście wskazuje na podwyższone ryzyko problemów zdrowotnych u dzieci urodzonych po zastosowaniu metod ART (Assisted Reproductive Technology), szczególnie przy transferze wcześniej zamrożonych zarodków (FET – Frozen Embryo Transfer).
Jedną z najczęściej cytowanych analiz tematu jest nordyckie badanie opublikowane w 2022 roku w czasopiśmie „PLOS Medicine”. Naukowcy analizując dane ponad 170 tys. dzieci urodzonych dzięki technikom wspomaganego rozrodu stwierdzili, że w grupie dzieci po FET ryzyko nowotworów było statystycznie wyższe nawet o kilkadziesiąt procent niż po transferze świeżych zarodków oraz naturalnym poczęciu.
Autorzy podkreślili jednak różnicę między ryzykiem względnym a bezwzględnym. Jeśli ryzyko wystąpienia danej choroby w populacji jest bardzo niskie, nawet wzrost o 50 czy 60 procent może oznaczać jedynie niewielki wzrost liczby przypadków w wartościach bezwzględnych. To właśnie dlatego autorzy wielu badań zalecają ostrożność przy interpretowaniu danych bez podawania rzeczywistej częstości występowania chorób.
Co ważne, problemem in vitro jest także oddzielenie wpływu samej procedury od czynników związanych z niepłodnością rodziców. Naukowcy od lat podkreślają, że osoby korzystające z metod wspomaganego rozrodu różnią się od ogólnej populacji pod względem wieku (zwykle wyższego), stanu zdrowia (zwykle gorszego) czy przyczyn niepłodności, co może wpływać na wyniki badań.
Krytycy metody in vitro zwracają uwagę, że technologia ta jest stosunkowo młoda w porównaniu z historią naturalnego rozrodu, dlatego pełne skutki jej stosowania w perspektywie wielu pokoleń pozostają nieznane. Wskazują również na badania sugerujące częstsze występowanie niektórych powikłań ciążowych, wyższej masy urodzeniowej noworodków po transferze mrożonych zarodków czy statystycznie podwyższonego ryzyka wybranych chorób wieku dziecięcego.
Przeciwnicy in vitro podnoszą również kwestie etyczne. Zwracają uwagę, że podczas procedury często powstaje więcej zarodków niż zostaje wykorzystanych do transferu, a część z nich trafia do długotrwałego przechowywania lub zostaje zniszczona. Argumentują, że praktyka ta rodzi pytania o status ludzkiego embrionu i granice ingerencji człowieka w proces poczęcia. W debacie pojawiają się także obawy dotyczące coraz szerszego stosowania diagnostyki preimplantacyjnej, która umożliwia wybór zarodków pod kątem określonych cech genetycznych.
NASZ KOMENTARZ: Zbyt rzadko mówi się o ograniczeniach wiedzy dotyczącej długoterminowych skutków stosowania technik wspomaganego rozrodu, zwłaszcza w odniesieniu do kolejnych pokoleń. Nauka wciąż nie dysponuje pełnym obrazem konsekwencji zdrowotnych, które mogą ujawniać się po wielu dekadach. Abstrahując od czynników etycznych, już sama ta niepewność powinna skłaniać ludzi do ostrożności i unikania tego typu praktyk eugenicznych.
Polecamy również: Przełom w Gdańsku. Koniec zastrzyków z chlorku potasu
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




