Polska Wiadomości

UJ promuje prostytucję. Czy lewactwo panujące na uniwersytetach ma jakieś granice?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

„Każda kobieta powinna trochę popracować seksualnie” – takie słowa miały paść podczas wydarzenia organizowanego w Bibliotece Jagiellońskiej w ramach „Tygodnia Edukacji Seksualnej” na Uniwersytecie Jagiellońskim. Spotkanie poświęcone tzw. „pracy seksualnej” wywołało ogromne kontrowersje i stało się symbolem coraz głębszego kryzysu ideowego współczesnych uniwersytetów, które zamiast kształcić elity intelektualne, coraz częściej stają się przestrzenią promocji radykalnych ideologii i moralnego relatywizmu.

UJ promuje prostytucję. Według relacji uczestników oraz organizacji krytykujących wydarzenie, skrajnie lewicowa prelegentka związana ze środowiskiem promującym „sex work” przedstawiała prostytucję jako zwyczajną formę zatrudnienia, a nawet alternatywę lepiej dostosowaną do współczesnego stylu życia niż klasyczna praca etatowa. Padały również sugestie, że wejście do biznesu burdelowego jest „łatwe” i dostępne praktycznie dla każdego.

To, co jeszcze kilkanaście lat temu uznano by za skandaliczny margines debaty publicznej i działania patologii społecznej, dziś coraz częściej prezentowane jest studentom pod szyldem „postępowości”, „otwartości” czy „edukacji seksualnej”. W praktyce oznacza to stopniowe przesuwanie granic społecznej akceptacji dla zjawisk, które przez wieki były postrzegane jako dramat człowieka, a nie forma emancypacji.

Prostytucja była historycznie związana z biedą, uzależnieniami, przemocą i uprzedmiotowieniem kobiet. Tymczasem środowiska feministyczne i skrajnie lewicowe próbują dziś przedstawiać ją jako „wyzwolenie” oraz przejaw kobiecej autonomii.

Szczególnie uderzające jest to, że narracja ta pojawia się na uniwersytetach. Instytucje, które powinny uczyć krytycznego myślenia, odpowiedzialności społecznej i szacunku dla godności człowieka, coraz częściej promują ideologie sprowadzające relacje międzyludzkie do transakcji i konsumpcji. W miejsce klasycznego etosu akademickiego pojawia się aktywizm polityczny ubrany w język „inkluzywności” i „walki ze stygmatyzacją”.

Krytycy wskazują, że współczesny feminizm w swojej najbardziej radykalnej odmianie przestał bronić kobiet przed uprzedmiotowieniem, a zaczął usprawiedliwiać mechanizmy, które to uprzedmiotowienie pogłębiają. Paradoks jest oczywisty. Środowiska deklarujące walkę z „patriarchatem” jednocześnie promują branżę opartą na kupowaniu dostępu do kobiecego ciała. Pod hasłami „wolności wyboru” normalizuje się sytuację, w której człowiek staje się towarem. W praktyce, według lewactwa wszystko może zostać sprzedane, jeśli tylko zostanie odpowiednio opakowane językiem „emancypacji” i „nowoczesności”.

W reakcji na medialną burzę Uniwersytet Jagielloński próbował dystansować się od wydarzenia, podkreślając, że organizacja studencka działa samodzielnie i nie reprezentuje oficjalnego stanowiska uczelni. Pojawiło się również sprostowanie, tradycyjnie sugerujące, że cytaty „zostały wyrwane z kontekstu” i że prelegentka miała ostatecznie odradzać wchodzenie do branży seksualnej.

Nie zmienia to jednak faktu, że samo dopuszczenie tego typu przekazu w murach jednej z najstarszych polskich uczelni pokazuje głęboki upadek kulturowy, który zaliczył polski świat akademicki. Coraz częściej uniwersytety przestają być miejscem poszukiwania prawdy i debaty opartej na klasycznych wartościach, a stają się ośrodkami ideologicznej reedukacji młodych ludzi, orzecz jasna w duchu lewicowo-dewiacyjno-psychiatrycznym.

W efekcie zamiast wzmacniania odpowiedzialności, stabilności społecznej i szacunku dla ludzkiej godności promowany jest psycho-feminizm, kryptokomunizm, relatywizm moralny, hedonizm a także przekonanie, że każda norma społeczna jest jedynie „konstruktem społecznym” i „przykrym dziedzictwem patriarchatu”.

Spór wokół wydarzenia na UJ jest więc czymś więcej niż jednorazową kontrowersją. To kolejny przykład szerszego konfliktu cywilizacyjnego, walki kultury z antykultury, walki dobra ze złem.

Polecamy również: Szpitale toną, ale „swoi” płyną pierwszą klasą

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!