Europa Wiadomości

Niemieccy lewacy chcą likwidacji małżeństwa

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

W czasie, gdy ekipa Tuska próbowała osłabić w Polsce małżeństwo poprzez wprowadzenie łatwych rozwodów, jej niemieccy koledzy poszli znacznie dalej. W najnowszym odcinku polityczno-obyczajowego spektaklu z Berlina, socjaliści z organizacji Jusos postanowili małżeństwo całkowicie zlikwidować. W swoim rewolucyjnym, psychiatrycznym zapale stwierdzili, że ta instytucja to element „systemu opresji”; narzędzie służące utrwalaniu „patriarchatu”, kapitalizmu i równie obrzydliwego państwa narodowego.

Niemieccy lewacy chcą likwidacji instytucji małżeństwa. W ich narracji obrączka przestaje być symbolem więzi, a zaczyna przypominać kajdany. Jusosi argumentują, że sama idea trwałego związku wpisanego w ramy prawne „wzmacnia nierówności” i „ogranicza wolność jednostki”. Problemem nie jest więc to, że niektóre relacje się rozpadają czy bywają toksyczne, lecz fakt, że ktoś w ogóle zakłada ich trwałość. Można odnieść wrażenie, że największym grzechem małżeństwa jest to, iż traktuje poważnie coś, co według lewicowej wizji świata powinno stać maksymalnie elastyczne i odwracalne, niczym zakup garnka w sklepie.

Oczywiście każda rewolucja potrzebuje alternatywy, dlatego w miejsce małżeństwa proponuje się koncepcję tak zwanych „wspólnot odpowiedzialności”. Brzmi to jak rozwiązanie wyjęte z podręcznika do zarządzania projektem, gdzie relacje międzyludzkie przypominają mienie kolektywne niż intymny związek dwojga ludzi. W lewicowej wizji można tworzyć dowolne układy, bez szczególnych przywilejów i – co szczególnie istotne – bez trwałych zobowiązań, które mogłyby przypadkiem przetrwać próbę czasu. Romantyzm zostaje tu zastąpiony proceduralną wygodą, a deklaracja „na zawsze” brzmi jak niepotrzebne ryzyko operacyjne.

Problem polega na tym, że poza entuzjazmem ideologicznym istnieje jeszcze coś tak przyziemnego jak prawo. Niemiecka ustawa zasadnicza chroni małżeństwo i rodzinę, co sprawia, że postulaty jego likwidacji mają mniej więcej takie szanse realizacji jak przegłosowanie zniesienia zimy uchwałą rady miejskiej. Nawet w samej SPD nie widać szczególnej ochoty, by podążać tą ścieżką, co sugeruje, że pomysł funkcjonuje raczej jako manifest ideologiczny młodych bolszewików, niż realny projekt legislacyjny.

Najciekawsze w tym wszystkim nie jest jednak to, że ktoś chce reformować czy nawet kwestionować istniejące instytucje – to w polityce nic nowego. Zaskakujące jest raczej to, że celem krytyki staje się sama idea trwałości społeczeństwa i zobowiązań międzyludzkich. W tej optyce problemem nie są konkretne nadużycia czy niedoskonałości systemu, lecz sam fakt, że ludzie z własnej woli decydują się na coś długoterminowego. To trochę tak, jakby uznać, że skoro niektóre książki są złe, najlepiej zlikwidować całe biblioteki.

W efekcie powstaje wizja świata, w którym relacje są lekkie, płynne i łatwe do zakończenia – niemal jak subskrypcja Netflixa, którą można anulować w dowolnym momencie. Dla jednych może to brzmieć jak wyzwolenie, dla innych jak redukcja więzi międzyludzkich do poziomu regulaminu serwisu internetowego. Niezależnie od interpretacji trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej koncepcji coś istotnego zostaje po drodze zgubione – być może właśnie to, co sprawia, że ludzie mimo wszystko nadal decydują się mówić sobie „tak”. Lewacy tego nie rozumieją, bo wszystko sprowadzają do prymitywnych instynktów i chwilowych emocji.

Polecamy również: Żyd brutalnie pobił zakonnicę

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!