Polska Wiadomości

Kolumbijczycy zaatakowali Polkę nożami. Chcieli uciec samolotem

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Brutalny napad w Tomaszowie Mazowieckim, dokonany przez parę obywateli Kolumbii, trudno zbyć jako „incydent bez znaczenia”. Dwoje ludzi, uzbrojonych w noże, atakuje polską kasjerkę, kradnie pieniądze i próbuje uciec z kraju. Scenariusz znany raczej z państw borykających się z wyższym poziomem przestępczości niż z Polski, która przez lata uchodziła za kraj względnie bezpieczny.

Kolumbijczycy zaatakowali Polkę nożami. Sprawców szybko zatrzymano, zanim zdołali uciec z kraju i to dobra wiadomość. Problem polega jednak na czymś innym: takie zdarzenia przestają być dla opinii publicznej szokiem absolutnym. Coraz częściej wpisują się w narrację o zmieniającej się strukturze przestępczości w Polsce.

Polska pod rządami kliki POPiS w ostatnich latach otworzyła się na masową migrację zarobkową. Na rynku pracy pojawiły się setki tysięcy cudzoziemców – najpierw z Ukrainy i Białorusini, później także mieszkańcy Azji, Ameryki Łacińskiej i Afryki. To zmiana bez precedensu w najnowszej historii kraju.

Problem w tym, że państwo nie nadąża z zarządzaniem skutkami tej transformacji, pozostawiając sprawy w rękach firm rekruterskich i pracodawców. Tzw. integracja jest w takich warunkach niemożliwa, kontrola ograniczona, a system prewencji – niedostosowany do realiów. W efekcie rośnie napięcie społeczne, gdyż o ile zyski z taniej siły roboczej trafiają do zagranicznych koncernów oraz garstki „januszy biznesu”, koszty społeczne masowego napływu imigrantów z „trzeciego świata” ponoszą zwykli Polacy, zarówno w postaci braku pracy, zwolnień, zatrzymania wzrostu płac, jak też ciężej – swoim zdrowiem i życiem.

W debacie publicznej wciąż dominuje lewicowa poprawność polityczna i zniekształcanie tematu. Każda próba powiązania wzrostu liczby cudzoziemców z bezpieczeństwem natychmiast budzi oskarżenia o uprzedzenia. Politycy rzucają populistyczne hasła pokroju Polacy też gwałcą, kradną i mordują. To prawda, ale w takim razie po co nam zagraniczni mordercy, gwałciciele i złodzieje, skoro mamy swoich?

Nie chodzi o proste, automatyczne przypisywanie winy całym grupom – to byłoby nie tylko niesprawiedliwe, ale i intelektualnie nieuczciwe. Jednak równie niebezpieczne jest ignorowanie faktu, że zmiany demograficzne wpływają na strukturę społeczną, a ta z kolei może przekłada się na dynamikę przestępczości, zupełnie jak było i jest na Zachodzie.

Rozboje, kradzieże, napaści – to kategorie przestępstw, które szczególnie silnie oddziałują na poczucie bezpieczeństwa zwykłych ludzi. Nawet jeśli statystyki nie zawsze pokazują gwałtowny wzrost, to percepcja zagrożenia rośnie szybciej niż liczby. A w polityce bezpieczeństwa percepcja bywa równie istotna jak fakty.

To, co wydarzyło się w Tomaszowie Mazowieckim, ma kilka charakterystycznych elementów: brutalność, użycie niebezpiecznych narzędzi, wcześniejsze rozeznanie w miejscu pracy ofiary oraz próba szybkiej ucieczki za granicę. To nie był przypadkowy czyn – to było działanie zaplanowane. Takie przypadki powinny skłaniać do refleksji, czy obecny model zarządzania migracją jest wystarczający. Czy system weryfikacji, monitorowania i reagowania działa tak, jak powinien? Czy służby mają odpowiednie narzędzia, zanim dojdzie do przestępstwa, a nie dopiero po fakcie?

NASZ KOMENTARZ: Najgorszym rozwiązaniem jest dalsze, bezrefleksyjne otwieranie rynku i bagatelizowanie problemów. Niestety, skoro państwo nie jest w stanie zweryfikować i odsiać potencjalnych przestępców, jedynym rozwiązaniem jest zmniejszenie napływu imigrantów do minimum, najlepiej zera. Z drugiej strony, państwo powinno uwolnić gospodarkę, która jest skuta kajdanami biurokratyzmu.  Firmy dostosują się do tych warunków i zainwestują w robotyzację oraz podniosą płace, by zachęcić do pracy Polaków. Wielu z naszych rodaków wróci wówczas z zagranicy. Same plusy!

Polecamy również: Zatwierdzono sprzedaż TVN. Ekipa Tuska traci główną tubę propagandową

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!