Stanisław Michalkiewicz: Prof. Cenckiewicz schodzi z linii strzału
Okazuje się, że przygotowania do przepoczwarzenia naszego nieszczęśliwego kraju w Generalną Gubernię pod kuratelą niemiecką, mogą być bardziej zaawansowane, niż mogłby się z pozoru wydawać. Momentem zwrotnym są oczywiście wybory na Węgrzech, które, niewątpliwie przy wydatnej pomocy niemieckiej BND, wygrał Piotr Magyar. Na tę wydatną pomoc wskazuje poszlaka w postaci niekłamanej satysfakcji i autentycznej radości Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje oraz niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza, że Węgry “wracają do Europy”, czyli – pod niemiecką kuratelę.
W zamian za zgodę na niemiecką kuratelę Piotrowi Magyarowi będzie można pozwolić na to, na co, przynajmniej w ostatnich miesiącach przed wyborami, nie pozwalano Wiktorowi Orbanowi. Mam na myśli korzystanie z rosyjskiej ropy i gazu, których dostawy zostały przerwane również na Słowację pod pretekstem, że wskutek rosyjskiego nalotu rurociąg “Przyjaźń” został poważnie uszkodzony. Tak naprawdę chyba w ogóle uszkodzony nie został, tylko prezydent Zełeński, na polecenie niemieckiej BND, kazał zakręcić kurek.
Na taką możliwość wskazuje choćby to, że od stycznia, kiedy rzekome uszkodzenie miało nastąpić, aż do wyborów na Węgrzech, nie można było rurociągu naprawić, Kiedy jednak kanclerz Merz kazał prezydentowi Zełeńskiemu rurociąg uruchomić, wystarczyło kilka dni, by rosyjska ropa i gaz ponownie popłynęły na Węgry i Słowację, które w zamian odstąpiły od blokowania 90 miliardów euro subwencji dla ukraińskich oligarchów, żeby mogli sobie znowu trochę pokraść i nie stracili smaku do kontynuowania wojny do ostatniego Ukraińca.
Wprawdzie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nazywa to “pożyczką”, ale zwróćmy uwagę, kto tę rzekomą “pożyczkę” dla Ukrainy ma spłacać. Otóż ma ją spłacać… Rosja – w ramach reparacji wojennych dla Ukrainy. W to, że jest to “pożyczka” zdaje się wierzyć tylko JE Robert Pszczel, chluba i duma naszej – pożal się Boże – dyplomacji – a w każdym razie sprawiał takie wrażenie występując w programie “Dzień na świecie” z panem red. Janem Mikrutą.
Ja dość regularnie ten program oglądam i – słuchając wielu zapraszanych tam “ekspertów” m.in, dyplomatów – utwierdzam się w przekonaniu, iż ta cała nasza dyplomacja, to w większości Scheiss. Inaczej zresztą być nie może z dwóch powodów; po pierwsze uprawianie jakiejkolwiek polityki, zwłaszcza zagranicznej, nasz nieszczęśliwy kraj ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, więc w tej sytuacji zasada doboru negatywnego w dyplomacji (“Je vote pour le plus bete” – mawiał Jerzy Clemenceau – co się wykłada, że głosuję na najgłupszego).
Po drugie chodzi o to, żeby dyplomaci nie konfundowali Księcia-Małżonka, który z racji umiejętności wiązania krawatów uważa się za wybitnego specjalistę w dziedzinie polityki zagranicznej. Tak było w Rosji za Piotra Wielkiego, który nawet wydał specjalny ukaz, że podwładny wobec zwierzchnika ma przybierać wygląd “lichy i durnowaty”, właśnie po to, by zwierzchnika nie konfundować.
Dlatego po mieście krążą fałszywe pogłoski, że Książę-Małżonek tak forsuje kandydaturę p. Bogdana Klicha na ambasadora w Waszyngtonie, że ten, jako dyplomowsany psychiatra, przepisuje Księciu-Małżonku mikstury, pozwalające mu sprawować urząd szefa naszej dyplomacji w sposób nie zwracający niczyjej uwagi. To oczywiście bardzo ładnie, że Książę-Małżonek potrafi być wdzięczny – ale z drugiej strony niepodobna nie przywołać tu porzekadła, że jaki pan – taki kram.
Wróćmy jednak do przygotowań do przepoczwarzenia naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, w Generalną Gubernię. Oto przed bodajże dwoma tygodniami opinię publiczną zelektryzowała wieść, że pan prezydent Karol Nawrocki zamierza odtajnić i ogłosić “Aneks” do “Raportu o rozwiązaniu WSI”, przygotowany w swoim czasie przez złowrogiego Antoniego Macierewicza przy współpracy doktora Sławomira Czenckiewicza, który przy rozwiązywaniu Wojskowych Służb Informacyjnych też maczał palce.
Wojskowe Służby Informacyjne, czyli stare kiejkuty, nawerbowały i za komuny i w “wolnej Polsce” tylu konfidentów, którzy przecież w roku 2006 “rozwiązani” nie zostali – że stare kiejkuty z powodzeniem mogą ręcznie sterować nie tylko całym życiem państwowym, ale również – całym życiem publicznym. Ale stare kiejkuty też podlegają centralom zagranicznym, do których podczas sławnej transformacji ustrojowej asekuracyjnie się przewerbowały.
Skoro tedy zarówno działania prezydenta Trumpa, jak i działania JE pana ambasadora Tomasza Róży w Warszawie zdają się potwierdzać przyzwolenie, jakiego w marcu 2023 roku udzielił amerykański prezydent Józio Biden niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Sholzowi, żeby – w nagrodę za dobre sprawowanie, tzn. – za odstąpienie od strategicznego partnerstwa z Rosją, Niemcy mogły urządzać sobie Europę po swojemu, to nic dziwnego, że i stare kiejkuty powinność swoje służby rozumieją i służą IV Rzeszy tak samo gorliwie, jak za pierwszej komuny służyły Sowietskomu Sojuzu.
W tej sytuacji nie dziwią nas już przygotowania do zaciągnięcia przed nienawistny sąd zwłowrogiego Antoniego Macierewicza, któremu sporo przewinień wobec starych kiejkutów rzeczywiście się nazbierało. Tym bardziej nie powinna nas zaskakiwać decyzja pana prof. Sławomira Cenckiewicza o zakończeniu służby w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przy panu prezydencie Karolu Nawrockim.
Jak pamiętamy, niedawno pan prof. Cenckiewicz uzyskał korzystny dla siebie wyrok NSA w sprawie swego dostępu do informacji niejawnych – ale Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostentacyjnie olała ten wyrok ciepłym moczem, dając w ten sposób do zrozumienia, kto tu komu podlegał, podlega i będzie podlegać. Skoro tak, to prof. Cenckiewiczu nie pozostawało nic innego, jak zejść z linii strzału, podobnie jak Naczelnikowi Państwa nie pozostaje nic innego, jak maskować swoje podporządkowanie Mateuszowi Morawieckiemu opowieściami o “dwóch płucach”, jakimi teraz będzie (ledwie) dyszało PiS.
Zatem coraz mniej przeszkód piętrzy się na świetlistym szlaku, wiodącym ku Generalnej Guberni, a w tej sytuacji ciekawe, co zostanie przedstawione opinii publicznej, jako “Aneks” do “Raportu o rozwiązaniu WSI”. Pan prezydent Nawrocki dawał do zrozumienia, by nie spodziewać się po tym zbyt wiele, żeby uniknąć rozczarowań, toteż po dymisji pana Sławomira Cenckiewicza bardzo prawdopodobne jest, że w tym odtajnionym “Aneksie” będziemy mogli zapoznać się z wieloma pogodnymi anegdotami z życia dworu monarszego.
Bo chyba pan prezydent Karol Nawrocki nie zdradzi największej tajemnicy państwowej III RP, że nasza młoda demokracja i w ogóle – całe życie publiczne – podszyte jest starymi kiejkuty, którymi z kolei ręcznie sterują centrale wywiadowcze Naszych Sojuszników?
Polecamy również: Perfidni Żydzi domagają się głowy Berkowicza
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





