Temat zakazany? Porozmawiajmy o Żydach
Dlaczego wielu, a w zasadzie większość ludzi, nie chce rozmawiać o żydach? Bo się boją, bo wolą udawać, że problemu nie ma, że go nie widzą, a zatem zagrożenie, bez niczyjej pomocy, z czasem samo przeminie. Nic bardziej mylnego. Wojciech Sumliński wystąpił jednak z szeregu tej biednej i zastraszonej masy, choć nie stanął do walki całkiem osamotniony. Od lat bowiem środowisko Magna Polonii toczyło nierówną walkę i nie bało się patrzeć w oczy tej potwornej propagandowej bestii, a i sam autor recenzowanej przeze mnie książki, przywołał innych ludzi, w których nie wygasł jeszcze płomień odwagi, że przywołam tylko nazwisko Leszka Żebrowskiego, czy ks. Tadeusza Guza.
O co walczymy? O prawdę, czyli np. o to, że św. Maksymilian Maria Kolbe nie był tzw. antysemitą, a Polacy w okresie sowieckiej okupacji wpadli do maszynki do mięsa, którą kręcili żydowscy kaci. O pamięć, że żydzi dopuścili się zdrady i masowo przechodzili na stronę Armii Czerwonej, która zaatakowała nas w najczarniejszej godzinie 1939 r. O przyszłość, dla nas i dla naszych dzieci, żeby m.in. dzięki tablicom umieszczonym w Jedwabnem poznali prawdę i chcieli ją dalej zgłębiać, że dzieje trudnych relacji polsko-żydowskich zostały napisane krwią zdradzonych Polaków, kłamstwem i międzynarodową nagonką, mającą być lewarem służącym do grabieży na naszym narodzie. Narodzie, który bohatersko (a może lekkomyślnie?), z narażeniem życia ratował swoich niewdzięcznych sąsiadów.
Książka pt. „Porozmawiajmy o… Żydach” nie jest tylko zwykłym zebraniem i powtórzeniem pewnych informacji na temat omawianej materii, które krążą dość powszechnie w drugim obiegu, jak chociażby w przypadku wątku dotyczącego Niemiec, ale nie zabrakło tutaj i spostrzeżeń nowych, odkrywczych. Jednym z nich jest zmiana kursu obecnej polityki Niemiec, ze szczególnym uwzględnieniem roli partii AFD, która w niedalekiej przyszłości może stać się dla Polski bardzo poważnym zagrożeniem.
Pomimo konstrukcji samej książki, która ma lekko fabularyzowany charakter, a narracja prowadzona jest z perspektywy pierwszej osoby, co ma swoje, jak mawiał klasyk “plusy dodatnie i plusy ujemne”, czyli jednych zaskoczy i niekiedy zmęczy, ale dla innych może być nie lada gratką, że mogą poznawać wszystko z perspektywy samego red. Wojciecha Sumlińskiego, to z pewnością nie można jej zarzucić braku odniesień do faktów. Fakty, konkrety, nazwiska, daty i łączące się ze sobą kolejne kropki, wszystko to można znaleźć w środku. Podane to zostało w taki, a nie inny sposób, ale przyznać trzeba, że autor pisze ze swadą i przez kolejne strony płyniemy gładko.
Co więcej, wnioski do jakich doprowadza nas red. Wojciech Sumliński, są nie tylko celne, ale i aktualne, a niekiedy wręcz ostre jak brzytwa. Momentami za ostre, aż chciałoby się wiedzieć mniej. Wrażenie takie odniosłem, chociażby w kwestii prywatyzacji lasów państwowych, które miały stać się formą haraczu dla środowisk żydowskich z HEART. Ciężar wiedzy poczułem szczególnie w momencie, gdy dotarło do mnie, że lasy to nie tylko sama wartość drzewa, ale i ziemi i tego co pod nią.
I o ile to red. Sumliński był częściowo w centrum opisywanych wydarzeń, nie wszystkie bowiem dotyczą sytuacji z jego udziałem, to ta atmosfera napięcia i poniekąd strachu udziela się podczas czytania. Czemu jednak w trakcie lektury odczuwałem tak wielki dyskomfort, co prawda pomieszany z ciekawością? Skąd brało się to dziwne nieprzyjemne uczucie napięcia? Wydaje mi się, że odpowiedź znam. To co czytałem było do bólu prawdziwe, brutalnie trafne i dosadne. To ten ból właśnie czułem, bo obcowanie z materią zawartą w książce było niczym wiwisekcja czystego zła.
Czyta się to zaskakująco dobrze, niemal jak powieść kryminalną, z tym, że to jednak prawda, a nie wyłącznie fabuła zmyślona na potrzeby stworzenia ciekawej opowieści. Szkoda jednak, że zawartość książki nie jest fikcją. Byłoby miło móc, po jej przeczytaniu, po prostu ją zamknąć i pomyśleć sobie, że nigdy nie będzie musiało się do tego więcej wracać. „Porozmawiajmy o… żydach” to jednak wycinek rzeczywistości, którego nie da się pominąć, zamieść pod dywan lub o nim zapomnieć. Ta rzeczywistość chce nas dopaść i zdaje się, że nas dopada, że wyciąga już po nas swoje szpetne łapska.
Mamy tutaj więc i mierzenie się z kłamstwami Grossa, kwestie pogromów i starania o to, aby Powstanie w Getcie Warszawskim wykreować na jedyne prawdziwe Powstanie Warszawskie. Jest też prawdziwa historia założenia Hollywood, czy szeroko przybliżona przez dr Ewę Kurek „wspólna” historia polsko-żydowska i wciąż, w związku z tym, czekająca nas do odrobienia zaległa lekcja historii. Znalazło się też miejsce na opis zbrodni żydowskich dokonanych przez żydów na swoich współbraciach w czasie II Wojny Światowej.
Zabrakło mi natomiast dwóch rzeczy. Pierwszą z nich są brakujące zdjęcia. Red. Sumliński miał bowiem okazję widzieć fotografie z okresu początków funkcjonowania getta w Warszawie, o których wspominał w kontekście rozmowy z dyrektorem żydowskiego cmentarza – Bolesławem Szenicerem. Chciałbym móc je zobaczyć, czytając ten konkretny rozdział. Niestety, ale nie było mi to dane. Drugą z nich jest pewien brak merytoryczny. Nie uświadczyłem bowiem w książce komentarza do słów dr Ewy Kurek, która z pełnym przekonaniem mówiła o Przywilejach Kaliskich króla Kazimierza Wielkiego, jakoby były prawdziwe. Nie jest tak, co udowodnił wybitny polski historyk i prawnik Romuald Hube w swojej niewielkiej broszurce pt. „Przywilej żydowski Bolesława i jego potwierdzenia”. Dowiódł on, że Statut Kaliski, czyli właśnie owe przywileje, to fałszywka, ponieważ zawarte tam rzekome prawo, stało w sprzeczności z dotychczasowym polskim ustawodawstwem w kwestii praw przysługujących żydom w Polsce. Co ciekawe, ani król Władysław Jagiełło, ani Władysław Warneńczyk, nie potwierdzili autentyczności owych przywilejów. Jeśli chodzi o braki to w zasadzie tyle.
Podsumowując. Książkę warto przeczytać, a nawet pokusić się o jej dalsze rozpowszechnianie. Wiedza bowiem w narodzie polskim często stoi na mizernym poziomie, a książka ta mogłaby pomóc naszym rodakom uzupełnić elementarne braki w tak ważnym obszarze, jaki stanowi dla nas ta skomplikowana historia. Dodam, że była to pierwsza z książek, wydanych staraniem red. Wojciecha Sumlińskiego, jaką przeczytałem. Nie żałuję spędzonego przy niej czasu i nie wykluczam, że przeczytam kolejne jego książki.
Michał Murgrabia
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





