Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Świat w paroksyzmach i fekaliach

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Świat w paroksyzmach i fekaliach

   Wprawdzie prezydent Trump ma widoczne objawy, zwłaszcza, gdy wypowiada się spontanicznie, ale od czasu do czasu doznaje bolesnego powrotu do rzeczywistości, zwłaszcza gdy nie wypowiada się spontanicznie, tylko wygłasza tekst zawczasu przygotowany  – być może nawet – przez Autorów. Inna sprawa, że w jego sytuacji trudno nie mieć objawów, gdy całe jego otoczenie najwyraźniej prześciga się w pochlebstwach. Oto poświęcony portal “Fronda” z oburzeniem doniósł, że “duchowa doradczyni” prezydenta Donalda Trumpa porównała go do Chrystusa.

Przyznam się, że nawet nie wiedziałem, że prezydent Trump ma “duchową doradczynię”. Taki Adolf Hitler był podejrzewany, że zasięga porad astrologów i nawet jeden jegomość z tej branży zgłosił się do brytyjskiej razwiedki z ofertą, że on wszystkich niemieckich astrologów, co to wróżą Hitlerowi z gwiazd, zna osobiście i podejmuje się ich namówić, żeby mu komponowali same złe wróżby i w ten sposób osłabiali niemieckie morale.

Ciekaw jestem tedy, czy “duchowa doradczyni” prezydenta Trumpa wróży mu z fusów, czy może – jak rzymscy augurowie – z lotu ptaków – no bo jakiś pretekst dla swego duchowego doradztwa musi znaleźć. No i najważniejsza sprawa – co na to rabiny, a zwłaszcza – Rabin Hood  – no bo wiadomo, że prezydent Trump tak został obstawiony – jak nie rabinami, to “chrześcijańskimi syjonistami”- że nie wie nawet kiedy wolno mu będzie zakończyć wojnę ze złowrogim Iranem.

Najpierw mówił o tygodniu, a teraz, kiedy wojna przedciąga się już na drugi miesiąc – powiada, że zakończy ją za dwa tygodnie – może za trzy – a tymczasem premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela powiedział, że Izrael osiągnął zaledwie połowę swoich wojennych celów. W ciągu miesiąca – zaledwie połowę – a przecież wystrzelał do tej pory prawie całą amunicję. W tej sytuacji osiągnięcie drugiej połowy celów może potrwać znacznie dłużej, niż myśli Donald Trump, który przecież bez pozwolenia rabinów, a zwłaszcza – premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, żadnej wojny samowolnie zakończyć nie może.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego prezydent Trump wygłaszcza takie osobliwe komunikaty. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych coś przecież każdego dnia musi mówić, a ponieważ nie wie, co ma powiedzieć, to  raz mówi to, a zaraz potem – co innego. Wielu ludzi uważa to za objawy, podobne do gonitwy myśli, która to przydarza się naszemu Kukuńkowi – ale po mieście krążą też fałszywe pogłoski, że w tym szaleństwie, to znaczy – pozornym szaleństwie – jest metoda.

Chodzi o to, że jak prezydent Trump grozi eskalacją wojny ze złowrogim Iranem, to na giełdach ceny ropy wystrzelają w górę, a jak, dajmy na to, oznajmia, że władze złowrogiego Iranu zaproponowały mu objęcie stanowiska Najwyższego Umiłowanego Przywódcy tego kraju, to od tego zaklęcia ceny ropy na giełdach spadają. W związku z tym prezydent Trump miałby przywoływać zięcia i mówić jemu tak: ty Icek szybko nakupuj opcji na hossę, a ja pojutrze powiem, że przeniosę Iran do epoki kamienia łupanego.

A jak już zgarniesz szmal, to daj mi cynk, że kupiłeś opcje na bessę,  a ja wtedy powiem, że prezydent Iranu błaga mnie o zawieszenie broni  – i znowu zgarniesz szmal. Rozumisz matole? Korzystaj, póki jestem prezydentem, bo w przeciwnym razie musiałbyś kit z okien wydłubywać. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy – ale nie da się ukryć, że są one wobec prezydenta Donalda Trumpa bardziej uprzejme w wydźwięku, niż prostackie podejrzenia o objawy.

Tak, czy owak, to znaczy – czy objawy, czy chytre kombinacje, widać, że porządek ustanowiony po II wojnie światowej na naszych oczach się rozpada. Nowego porządku jeszcze nie widać, więc świat czekają paroksyzmy tym bardziej, że nie jest wykluczone, iż  Jerzego Orwella przy pisaniu powieści “Rok 1984” wspierały proroctwa i że nowy porządek będzie charakteryzował się chwiejną równowagą między Oceanią, Eurazją i Ameryką, a w miejscach styku tych płyt tektonicznych będzie się odbywała nieustanna jatka.

To niby zła wiadomość, ale wśród tych plusów ujemnych są też i dodatnie. Ludzkość nie ma naturalnych wrogów, więc musi redukować się sama, bo w przeciwnym razie liczebność gatunku wzrośnie do 10 miliardów – a każdy człowiek magazynuje w sobie 75 procent wody. W tej sytuacji nic dziwnego, że wody zaczyna brakować, a ta, która jest, zanieczyszczona jest fekaliami, produkowanymi przez ludzi. To są poważne sprawy, bo nawet w statku kosmicznym, co to został właśnie wystrzelony w kierunku Księżyca, zepsuła się toaleta, co może skutkować niewyobrażalnymi konsekwencjami.

   Wróćmy jednak do prezydenta Trumpa, który 1 kwietnia powiedział, że NATO, to “papierowy tygrys”, z czego zdaje sobie sprawę nawet krwiożerczy, znienawidzony przez pana prezydenta Karola Nawrockiego Putin – i że on, to znaczy – prezydent Trump – “rozważa” wycofanie USA z NATO. Na te słowa w samolot do Waszyngtonu wsiadł natychmiast sekretarz generalny NATO – i słuszna jego racja, bo gdzie indziej znajdzie taką dobrą synekurę, jak nie w NATO? Podobnie z generałami, którzy, jeden przez drugiego, w NATO się dekują – aż do emerytury, kiedy to rozpoczyna się prawdziwe życie.

Już z tego powodu NATO powinno przetrwać aż do końca świata – i ktoś starszy i mądrzejszy musiał to prezydentu Donaldu Trumpu przekazać, bo w orędziu do amerykańskich twardzieli na temat wycofania Ameryki z NATO nie powiedział ani słowa. Najwyraźniej rabiny uważają odwrotnie, a poza tym “w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono” – jak pisze poeta. Oto z inicjatywy premiera Starmera ma się tam odbyć zdalny sympozjon na temat Cieśniny Ormuz.

Początkowo bez udziału Księcia-Małżonka, który jednak ze łzami w oczach odśpiewał przez telefon angielskiemu premieru żołnierską piosenkę polską, że “chociaż żołnierz obszarpany, przecie stoi między pany”. Toteż wzruszony premier Starmer postanowił powierzyć Księciu-Małżonku rolę chłopaka do pyskowania; kiedy starsi i mądrzejsi będą się namawiać, jakby tu z tej całej cieśniny wycisnąć szmalec, Książę-Małżonek będzie publikował na twiterze zjadliwe żarty, od których złowrogi Iran całkiem straci “chięć do walka” – i to będzie nasz wkład w ostateczne zwycięstwo.

Ta “chięć do walka” to cytat z wykładu pułkownika “Von Moltkie”, który na Studium Wojskowym UMCS w Lublinie prowadził zajęcia ze szkolenia politycznego, a jego pronuncjacja charakteryzowała się osobliwym akcentem, co dostarczało nam dodatkowej radości. Niestety w roku 1968 odszedł on z naszej niezwyciężonej armii do cywila, w związku z czym na Studium Wojskowym zapanowała monotonia i gmeranie w Clausevitzu.

   Teraz jednak słyszę, że KUL właśnie udzielił zdecydowanewgo poparcia Jego Eminancji Grzegorzu kardynału Rysiu, za jego przywiązanie do “dialgogu” z judaszyzmem. Co prawda wolelibyśmy, gdyby  zarówno Eminancja, jak zwłaszcza KUL był bardziej przywiązany do prawdy, niż do”dialogu” z judaszyzmem, no ale czasy są cieżkie, a pecunia non olet – jak mawiał rzymski cesarz Wespazjan. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak KUL zmieni nazwę na ŻUL, czyli – Żydowski Uniwersytet Lubelski.

Polecamy również: USA wznawiają leczenie z tzw. „homoseksualizmu”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!