Państwo Kościelne „balastem katolicyzmu”?
Robert Winnicki przeciw bł. Piusowi IX
Państwo Kościelne miało być „balastem katolicyzmu”, a przywiązanie do tradycyjnego ładu społecznego czymś „zgubnym” dla Kościoła. Tego rodzaju szokujące twierdzenia sformułował p. Robert Winnicki w artykule opublikowanym niedawno na platformie X (Część swoich kontrowersyjnych tez Robert Winnicki powtórzył następnie w audycji wyemitowanej przez jeden z katolickich kanałów na YouTube, gdzie nie spotkały się one z żadnym sprzeciwem ze strony osoby prowadzącej wywiad). Sam przyznał jednocześnie, że jego słowa są „obrazoburcze” z perspektywy integralnego katolicyzmu. W rzeczywistości idą one jeszcze dalej, stanowiąc uderzenie w oficjalne wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.
Tak porażające tezy, przedstawione przez byłego parlamentarzystę Ruchu Narodowego, wymagają zdecydowanej reakcji. Rozpoczniemy ją na wstępie zwięźle przypominając genezę samego Państwa Kościelnego. Jego początki sięgają bowiem 756 r., kiedy to Pepin Krótki przekazał papieżowi Stefanowi II część ziem Półwyspu Apenińskiego. Utworzone z nich państwo przyjęło nazwę Patrimonium Sancti Petri, czyli Ojcowizny Świętego Piotra. Jak stwierdza bł. Pius IX, stało się to „za szczególnym zrządzeniem Bożej Opatrzności”, jako że realna zwierzchność świecka zapewnia papieżowi prawdziwą niezależność polityczną. Ta z kolei jest „ze wszech miar niezbędna do wykonywania na całym świecie, bez jakiejkolwiek przeszkody, jego duchowej władzy, autorytetu i jurysdykcji”, co wyraził papież w bulli Cum Catholica (1860 r.).
Państwo Kościelne, posiadające określone terytorium, ludność, armię oraz struktury administracyjne i gospodarcze, miało na celu zapewnienie Wikariuszowi Chrystusa, wolności od wpływów poszczególnych rządów. Tym samym autonomia papieża, jaką uzyskiwał dzięki Państwu Kościelnemu, pozwalała mu przemawiać z zupełnie innej pozycji, podbudowując autorytet papieski również autorytetem świeckiego monarchy. Była to zwierzchność realna, a nie tylko symboliczna i obejmowała znaczący fragment Półwyspu Apenińskiego. Służyła temu, aby papiestwo dysponowało gwarancją możliwości nieskrępowanego głoszenia nauki Zbawiciela, bez obaw o naciski polityczne, szantaże czy groźby. Wielokrotnie podkreślał to w swoim nauczaniu bł. Pius IX, m. in. w encyklikach Qui Nuper (1859 r.), Nullis Certe Verbis (1860 r.), czy w alokucji Novos et Ante (1860 r.), określając „świętokradczym zamachem” pozbawienie papieża choćby niektórych tylko prowincji Państwa Kościelnego. Skądinąd trudno się dziwić wzburzeniu papieża w obliczu ręki podniesionej na dobra Kościoła. Jego reakcja byłaby tak samo słuszną, zarówno w przypadku gdyby plądrowano katolickie świątynie, jak i terytorium należące do Kościoła, choć zachodziłyby tutaj oczywiste różnice. Jedno i drugie stanowi bowiem jego nienaruszalną własność.
Nic więc dziwnego, że tak silne zabezpieczenie niezależności Stolicy Apostolskiej stało się solą w oku największych wrogów Kościoła. Od końca XVIII w. rewolucjoniści czynili wszystko, aby pozbawić papieża władzy nad Patrimonium Sancti Petri. Ostatecznie udało im się tego dokonać w ramach tzw. procesu zjednoczenia Włoch (Risorgimento), zakończonego w 1870 r. siłowym zajęciem Rzymu przez bezbożne wojska Piemontu, którym armia papieska usiłowała stawić zbrojny opór. W odpowiedzi bł. Pius IX ogłosił się „więźniem Watykanu” oraz co do zasady zabronił katolikom udziału w życiu politycznym uzurpatorskiego państwa. Za „więźniów Watykanu” uważali się także jego następcy – Leon XIII, św. Pius X oraz Benedykt XV. Papież bł. Pius IX nie był więc odosobniony, jeśli chodzi o swoje stanowisko, które zasadniczo nie uległo zmianie w trakcie kilku kolejnych pontyfikatów.
Jak było wspomniane na wstępie, w Magisterium Kościoła podkreśla się szczególne znaczenie Państwa Kościelnego w zabezpieczeniu niezależności Stolicy Apostolskiej. Przytoczone encykliki podnoszą konieczność jego istnienia z warstwy czysto politycznej do sfery doktrynalnej, wskazując m. in. na rolę Opatrzności Bożej w powstaniu Państwa Kościelnego. Ponadto Pius IX nałożył ekskomunikę nie tylko na tych, którzy bezpośrednio uczestniczyli w jakimkolwiek, choćby częściowym uszczupleniu świeckiej władzy papieża, ale nawet zwolenników tego rozwiązania. Wikariusz Chrystusa odrzucał możliwość jakiegokolwiek kompromisu w tej sprawie, także obejmującego „jedynie” umniejszenie dotychczasowych praw Stolicy Świętej. Uznawał je nie za proste prawa polityczne papieża, ale wręcz za prawa samego Pana Boga, co wyraził dobitnie w encyklice Respicientes (1870 r.).
Pius IX nie miał wątpliwości, kto stoi za tym niegodziwym zamachem na świecką władzę papieża. Jako winnych wskazał sekty masońskie, pod wpływem których działał bezbożny rząd piemoncki (Respicientes). Jak wskazuje papież w encyklice Etsi Multa
(1873 r.), „świętokradzkie zawłaszczenie Naszego państwa miało na celu przede wszystkim złamanie siły i skuteczności Prymatu Papieskiego, a ostatecznie całkowite, jeśliby to było możliwe, zniweczenie samej religii katolickiej”. Wniosek jest zatem prosty, demontaż Państwa Kościelnego był tylko pierwszym krokiem do całkowitego zniszczenia wiary katolickiej. W tym samym dokumencie papież wskazuje, że „obecne nieszczęście przypisać trzeba w głównej mierze zwodzielstwom i knowaniom tychże sekt [masońskich]. Z nich to się bowiem buduje synagoga Szatana, co przeciw Kościołowi Chrystusowemu formuje swe szyki, wznosi sztandary i idzie do boju”. We wspomnianej encyklice została zawarta także diagnoza ostatecznego celu masonerii, którą następnie powtórzył Leon XIII. Głównym zamiarem sekty jest „zupełne wywrócenie porządku kościelnego i państwowego, jaki się wytworzył dzięki religii chrześcijańskiej, a postawienie natomiast nowego porządku wedle swojego ducha (…)” – Humanum genus (1884 r.). Elementem tych dążeń wolnomularstwa było oczywiście zniszczenie Państwa Kościelnego. Broniąc więc dążeń masońskich ustawiamy się niejako po tej samej stronie.
Jako, że związki między procesem (jak to określa p. Winnicki w jednym z wywiadów internetowych) „obudzenia” narodu włoskiego, a masonerią, są oczywiste i dobrze opisane w literaturze, nie będziemy poświęcać im więc wiele miejsca. Wystarczy przypomnieć, że – co opisuje św. bp Józef Sebastian Pelczar – kluczowe postacie tego ruchu, jak Mazzini i Garibaldi, były wysoko postawionymi masonami i to właśnie wolnomularstwo dążyło do zjednoczenia Włoch na gruzach Państwa Kościelnego. Pius IX mówiąc m. in. o karbonariuszach oraz organizacji tzw. Młodych Włoch, jednoznacznie stwierdza – „wszystkie w końcu zlały swoje mętne i błotniste strumienie w obszerne bagno masonerii”. Odebranie papieżowi realnej władzy nad znaczną częścią Półwyspu Apenińskiego było elementem knowań tej diabelskiej sekty przeciw Kościołowi Chrystusowemu. Strata ta osłabiała bowiem znacząco pozycję międzynarodową oraz znaczenie Stolicy Apostolskiej w świecie.
Jednocześnie należy podkreślić, że nie ma sprzeczności między nauczaniem oraz działalnością Piusa IX a polityką jego następcy, Piusa XI. Przypomnijmy też, że ten papież ostatecznie zdecydował się na negocjacje z Włochami, czego konsekwencją było powstanie Państwa Watykańskiego. W żaden sposób nie zaprzecza to nauczaniu Magisterium, które opisaliśmy we wcześniejszej części niniejszego artykułu. Nie sprzeciwia się także słuszności sprawy, w imię której Pius IX nie dopuszczał w niniejszej kwestii żadnego kompromisu. Jest czymś najzupełniej oczywistym, że Państwo Kościelne we wcześniejszym kształcie zdecydowanie lepiej spełniało funkcje gwarancyjne względem urzędu papieskiego, niż niewielkie miasto-państwo jakim jest Watykan. Pius XI był jednak postawiony przed faktem, iż w ciągu poprzednich czterech pontyfikatów (bł. Pius IX, Leon XIII, św. Pius X i Benedykt XV) nie udało się przywrócić pełni praw Stolicy Świętej w wymiarze doczesnym. O ile Pius IX hipotetycznie mógł jeszcze liczyć na zmianę sytuacji międzynarodowej za rządów swoich bądź któregoś z jego następców, to już za Piusa XI definitywnie przestało być to już możliwe. Nie oznacza to, że sytuacja wytworzona w następstwie podpisania Traktatów Laterańskich (łac. Pacta Lateranensia) była optymalna lub sprawiedliwa. Nie było to coś pożądanego przez Stolicę Apostolską, ale jedynie pewna dopuszczalna opcja. Stanowiła ona rozwiązanie najlepsze z najgorszych. Po tak długim okresie, jaki minął od 1870 r., Rzym stał przed alternatywą otrzymania tego, co udało się wynegocjować Piusowi XI, bądź pozostania z niczym. W tej sytuacji należało zabezpieczyć chociaż absolutne minimum z tego, co należy się Stolicy Apostolskiej, choć w świetle słuszności należy się jej znacznie więcej i obiektywnie została tym stanem rzeczy skrzywdzona. W pełni słuszne rozwiązanie, czyli przywrócenie papieżowi władzy na obszarze całego dawnego Państwa Kościelnego, było wówczas już nierealne. Niech zobrazuje to fakt, że Pietro kard. Gasparri, który jako papieski sekretarz stanu prowadził negocjacje z Włochami, zapłakał, gdy zatwierdzono projekt Traktatów Laterańskich. Stało się tak, pomimo tego, że sam reprezentując stronę kościelną, był ich częściowym autorem, a nawet sygnatariuszem (działając w imieniu papieża).
Powyższe wiąże się z inną tezą p. Winnickiego, mianowicie że przywiązanie papiestwa do tradycyjnego ładu społecznego miało być „zgubne” dla katolicyzmu. W tym kontekście były polityk ubolewa nad faktem, że Kościół nie zrozumiał, iż „nie jest już cywilizacją i ramą polityczną porządku społecznego”. Przyznać natomiast trzeba mu rację, że we współczesnych realiach musimy myśleć o naszej religii w kategorii grupy, która dla odbudowania cywilizacji chrześcijańskiej w pierwszej kolejności potrzebuje swobody głoszenia i nawracania ludzi. Podkreślić należy przy tym, że Rzym nie mógł po prostu pogodzić się z upadkiem katolickiego porządku społecznego. Stanowisko Kościoła przedstawia się tutaj jako konsekwentne i zrozumiałe.
Brak natomiast konsekwencji p. Winnickiemu w stawaniu w obronie Kościoła, który zamiast tego usiłował przeciwstawiać sobie stanowisko kolejnych papieży, opowiadających się za koniecznością istnienia Państwa Kościelnego, sugerując wprost, że bł. Pius IX nie nadążał za tendencjami współczesnego świata i pozostawał daleko w tyle, a już jego następca Leon XIII, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, potrafił wyczuć nieuchronność zachodzących zmian i był gotowy pójść na dalekie ustępstwa. Jeden więc miał być skostniały, krótkowzroczny i obrażony na rzeczywistość, drugi zaś elastyczny, oświecony i pragmatyczny. Ten pierwszy miał zatem tkwić w błędzie, a drugi zaś miał nadać Kościołowi właściwy kierunek, który pozwolił mu wyjść z ciemności.
Zaprzestając walki o utrzymanie ładu, który narodził się w oparciu o społeczne panowanie Chrystusa, Kościół zaprzeczyłby własnemu nauczaniu. Z pewnością papieże dostrzegali fakt postępującej apostazji w państwach dawnej cywilizacji chrześcijańskiej, o czym świadczą ich liczne wypowiedzi. Nie zmienia to jednak faktu, że jak pisał Pius XI w Quas primas (1925 r.): „nie tylko osoby prywatne, ale i władcy i rządy mają obowiązek publicznie czcić Chrystusa i Jego słuchać (…) ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie stosunki w państwie układały się na podstawie przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich”. Wikariuszom Chrystusa nie wolno było milczeć. Takie milczenie, nie mówiąc nawet o afirmacji nowoczesnego liberalizmu, byłoby rodzajem zdrady. Zasady porządku liberalnego bowiem, jak stwierdził Leon XIII w encyklice Immortale Dei (1885 r.) „zasługują, jakeśmy powiedzieli, na powszechne odrzucenie”.
Nawet jeżeli sytuacja wydaje się pozornie beznadziejna, nie wolno nam więc zaprzestać głośno domagać się od wszystkich uznania zasad cywilizacji chrześcijańskiej. Stwierdzenie p. Winnickiego, że aktywny sprzeciw papieży wobec rozmontowywania tradycyjnego społeczeństwa katolickiego paradoksalnie miałby doprowadzić do aggiornamento jest absurdalne. To przecież właśnie odstąpienie od tego sprzeciwu i przyjęcie liberalizmu jest istotą tzw. odnowy soborowej w aspekcie społeczno-politycznym. Zatem, wbrew tezie p. Winnickiego, „katolicyzm progresywny” (co jest oczywistym oksymoronem) jak najbardziej pogodził się z tym, że chrześcijaństwo „nie jest już cywilizacją”. Posoborowy Rzym jest z tego wręcz dumny, aktywnie angażując się w budowę świata opartego o naturalistycznie pojmowany „pokój” na bazie „braterstwa wszystkich religii”. Jego istotą jest indyferentyzm, w ramach którego, w deklaracjach takich jak ta z Abu Zabi (2019 r.): „pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Bożej, z jaką Bóg stworzył istoty ludzkie”. Przedstawiciele „Kościoła soborowego” chcą być częścią establishmentu nowej rzeczywistości, w której ortodoksyjne chrześcijaństwo jest tylko jedną z wielu równorzędnych opcji, co dzieje się na gruncie błędnie pojmowanej wolności religijnej. Integralny katolicyzm musi się temu przeciwstawiać, albowiem jak naucza Pius XI w encyklice Quas primas „wszystko jedno, czy jednostki, czy rodziny, czy państwa, gdyż ludzie w społeczeństwa zjednoczeni nie mniej podlegają władzy Chrystusa jak jednostki”.
W swoim nauczaniu bł. Pius IX jednoznacznie odrzuca podpowiedzi tych, którzy „zachęcają, byśmy podali rękę dzisiejszej cywilizacji” albowiem „dokonania [tej cywilizacji] powodują tyle nigdy dość opłakanych rodzajów zła, które nadają oficjalny wymiar tylu najohydniejszym poglądom, błędom i zasadom, całkowicie przeciwnym katolickiej religii (…)”. Papież stwierdza w alokucji Iamdudum cernimus (1861 r.), że „z tego rodzaju cywilizacją Stolica Święta i Papież Rzymski z całą pewnością nigdy nie mogą się porozumieć”. W nawiązaniu do powyższego, w słynnym Syllabusie (1864 r.) potępiony został następujący błąd: „Papież Rzymski może i powinien się pojednać z postępem, liberalizmem oraz cywilizacją współczesną i do nich się dostosować”. To właśnie owo potępione „dostosowanie do cywilizacji współczesnej” jest istotą II Soboru Watykańskiego.
Na zakończenie, powróćmy jeszcze do wątku Państwa Kościelnego. Heroiczny bój Piusa IX, który nazywany powinien być Wielkim, toczył się o zachowanie koniecznego uzupełnienia władzy duchowej papieża, jakim jest gwarantująca niezależność i pozycję międzynarodową rzeczywista władza świecka. Papieże w swoich encyklikach nauczali, że katoliccy władcy są zbrojnym ramieniem Kościoła i powinni stać na jego straży. Państwo Kościelne pełniło podobną funkcję. Bez oparcia w nim papież zdany byłby wyłącznie na dobrą wolę świeckich władców, którzy – co pokazuje przykład bł. Piusa IX, zawiedli. Namiestnik Chrystusa pozostał osamotniony i w zasadzie bezbronny. Jednym z nielicznych prawdziwych synów Kościoła, w tej trudnej próbie, okazał się Gabriel Garcia Moreno, wybitny mąż stanu, prezydent Ekwadoru.
W szerszym aspekcie był to element walki Kościoła z bezbożną nowoczesnością, o rząd dusz nad cywilizacją niegdyś chrześcijańską. Rzym walczył o to, aby to duch prawdziwie katolicki, a nie masoński, przenikał struktury społeczne państw i narodów. Spośród następców bł. Piusa IX w najpełniejszym wymiarze tę walkę kontynuował św. Pius X, jednak do tego czasu obszar zmagań wtargnął już głęboko do samego wnętrza Kościoła. Niewątpliwie fakt, że Kościół utracił silne oparcie, jakie dawała mu realna władza polityczna, był jednym z czynników, który w długim terminie ułatwił triumf modernistów, czego zdaje się p. Winnicki nie dostrzegać. Z jednej strony, osłabiło to pozycje papiestwa w relacjach ze światem, a z drugiej strony znacznie utrudniło stawianie oporu wobec masońsko-modernistycznej infiltracji struktur kościelnych.
Niezależnie jednak od tego, dla integralnego katolika nie jest możliwe stanąć obojętnie wobec wysuwanych przez p. Winnickiego twierdzeń, iż „nie płakał po Państwie Kościelnym”. Przyjęcie takiego poglądu prowadzi do oczywistej konstatacji, że bohaterska walka Piusa IX nie miała sensu, bo lepiej byłoby dobrowolnie ustąpić pod żądaniami masońskiego Risorgimento. Tymczasem celem tych żądań było osłabienie, a nawet, co jest oczywiście niemożliwe, zniszczenie Kościoła katolickiego. To z kolei miało umożliwić masonerii zbudowanie na gruzach cywilizacji chrześcijańskiej „nowego porządku wedle swojego ducha”, którego to określenia użył Leon XIII w Humanum genus. Potwierdza to Urząd Nauczycielski Kościoła, któremu winni jesteśmy posłuszeństwo, jeżeli chcemy pozostać katolikami. Z pewnością więc najwięksi wrogowie Kościoła tamtych czasów zgodziliby się z p. Winnickim, że Państwo Kościelne to był „balast”, czy, jak p. Winnicki twierdzi w innym miejscu – „kula u nogi”. Masoneria postanowiła ów „balast” z papiestwa zdjąć, czemu Stolica Święta miała obowiązek stanowczo się przeciwstawić. Zatem, wszystkim bohaterskim obrońcom Państwa Kościelnego – cześć, chwała i wieczna pamięć!
Akty Magisterium Kościoła z okresu pontyfikatu błogosławionego papieża Piusa IX oraz ich cytowane fragmenty na podstawie pracy „Pius IX. Ostatni papież-król”, która ukazała się pod redakcją Jacka Viator-Laskowskiego, w wydawnictwie Prohibita, w Warszawie w 2024 r.
Sergiusz Muszyński i Michał Murgrabia
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




