Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Uciekam od polityki

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Uciekam od polityki

Wprawdzie moja starsza Koleżanka na Studium Dziennikarskim Uniwersystetu Warszawskiego,  Anna Bojarska, zawsze powtarzała, że “od polityki uciec niepodobna” – to jednak spróbujmy, chociaż na chwilę, bo od dłuższego pozostawania w kręgu potępieńczych swarów – jakimi nasi Umiłowani Przywódcy zastępują sobie politykę, której uprawianie mają – jak wiadomo – od naszych Sojuszników jednych i drugich – surowo zakazane – można ulec zaczadzeniu, podobnemu do śmiertelnego zatrucia tlenkiem węgla.

Nawiasem mówiąc, to właśnie Anna Bojarska opowiadała, jak to jej mąż jadąc samochodem przez Bawarię, zabrał autostopowicza. Po drodze minęli drogowskaz z napisem “Dachau” – a wtedy mąż pani Bojarskiej powiedział: aaa, to ten obóz koncentracyjny, chwilowo nieczynny?” Niemiec popatrzył na niego uważnie, a potem zapytał: “dlaczego powiedział pan: chwilowo?” Wspominam o tym, bo z powodu przypomnienia tej opowieści pan red. Terlikowski Tomasz doznał takiego wstrząsu umysłowego, że aż pobiegł wypłakać się do Judenratu “Gazety Wyborczej”, pewnie w nadziei, że Żydowie nie tylko go utulą, ale i oświecą.

   Więc chociaż według koleżanki Bojarskiej od polityki uciec niepodobna, spróbujmy choć na chwilę uwolnić się od tego zaduchu i zaczerpnąć powietrza – nie powiem, że świeżego – bo skąd u nas wziąć świeże powietrze?  – ale chociaż pozornie apolitycznego. A ponieważ warto łączyć pożyteczne z zabawnym, zwizytujmy łamy żydowskiej gazety dla Polaków, która zaczyna dostarczać coraz więcej niezamierzonych efektów komicznych. Skąd się to bierze – tajemnica to wielka – ale nie jest wykluczone, że jest to uboczny efekt chowu wsobnego, który – jak wiadomo – prowadzi do rozmaitych anomalii, od których w Juderacie aż się roi.

Na przykład pani Anja Rubik, co to i fotografowała się na golasa i stręczyła się w charakterze edukatorki seksualnej młodego pokolenia, skarży się, że “świat mody nie dał jej  żadnej edukacji seksualnej”. Na pierwszy rzut oka nie chce się w to wierzyć, bo potoczne wyobrażenie o “świecie mody” jest podobne do potocznych wyobrażeń o środowisku aktorskim, a z kolei ono podobne jest do potocznych wyobrażeń o środowisku kierowców ciężarówek.

Tak w kazdym razie przedstawiał je Kurt Voinnegut, wkładając w usta kierowcy ciężarówki taki oto ironiczny komentarz: “pewnie wyobraża pan sobie, że taki kierowca, to pierdoli jak tornado – od oceanu do oceanu” – bo rzecz dzieje się w Ameryce. Ale skoro już jesteśmy w Ameryce, to warto odnotować, że “ofiary” izraelskiego agenta Epsteina, co to doznawały katiuszy, jak dostały mniej niż 15 tys. dolarów za bliskie spotkanie III stopnia, wabione były na wyspę pod pretekstem właśnie kariery w modelingu.

Najwyraźniej pani Anji Epstein żadnej oferty nie złożył, skoro teraz z tego powodu wypłakuje się w żydowskiej gazecie dla Polaków.  Ale skoro już uczyniła nam to wyznanie, to wypada je – jak w “Panu Tadeuszu” zalecał Wojski –  rozebrać z uwagą. W tym celu przypomnę wywiad, jakiego w swoim czasie udzieliła modelka, pani Ilona Felicjańska. Zeznała ona, że środowisko “świata mody” zdominowane jest przez sodomczyków, którzy z racji swojej dewiacji nienawidzą kobiet. Tą właśnie nienawiścią pani Felicjańska tłumaczyła przyczyny, dla których moda damska jest taka paskudna.

Coś musi być na rzeczy – bo czyż w przeciwnym razie ktokolwiek zalecałby panienkom, żeby chodziły po ulicach z odkrytym brzuszkiem, żeby koniecznie był widoczny pępek? W rezultacie grozi nam to, co przewidział starszy Francuz zaraz po pierwszej wojnie światsowej.

Kiedy dowiedział się że w jednym paryskim kabarecie pokazują “numer” w którym artystka występuje całkiem nago, bardzo się zmartwił. – Tak przyzwyczają mężczyzn do kobiecej nagości, że mężczyzna straci pociąg do kobiety – wykrzyczał z rozpaczą do Adama Grzymały-Siedleckiego. Czy nie o to własnie chodzi sodomczykom, co to zdominowali “świat mody”? Nietrudno się przecież domyślić, że liczą na poszerzenie w ten sposób swoich terenów łowieckich.

   Ubocznym, żeby nie powiedzieć – odpryskowym – efektem wyznania pani Anji Rubik jest wyznanie innej damy, pani Ewy Partum. Ogłosiła ona manifest, że jej ciało jest “dziełem sztuki” i odtąd tak właśnie będzie go używać” (?).  Wprawdziew nie widziałem pani Ewy Partum, ani na golasa, ani w ogóle, więc nie wiem, czy mówi prawdę, czy tylko się przechwala, licząc na jakichś licealistów. Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski bowiem pisał: “Ustrojona w purpury, kapiąca od złota, nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras. Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota, na którą młodym chłopcem nabrałem się raz”.

Ale może być jeszcze gorzej, zgodnie z odkryciem uczonych radzieckich w sprawie przewidywania przyszłości – że wystarczy trochę poczekać. Czego można się doczekać – pokazuje średniowieczny poeta francuski Franciszek Villon, spisując żale pięknej (ongiś) płatnerki: nad bezpowrotnie utraconą młodością: “Wszelki człek dałbych, co bych chciała/ Choćby y dusił grosz naytwardziey/ Bylebych  zwolić mu przystała/ Tego, czym dziad dziś wszawy gardzi!”

A dlaczego gardzi? Posłuchajmy dalej żalów płatnerki: “Wyschnięte ręce i ramiona/ Łopatki wcale nie do rzeczy/ Szpetnie zmarszczony brzuch, wymiona/ Biedra nie lepsze też od brzucha; / Raik? Tfy! Udo – niechay zginę!/ Nie udo, ale gałąź sucha…” – i tak dalej. Naturalnie  pani Ewa może nawet i w takiej sytuacji traktować swoje ciało jako “dzieło sztuki” – ale co na ten temat będą sądzili koneserowie? Na rynku, nie tylko zresztą dzieł sztuki, liczy się przede wszystkim zdanie koneserów, a ktoś, kto wbrew koneserom upierałby się przy swoim, prędko może zostać uznany na “myszygene Kopf”, albo i coś gorszego.

Dobrym przykładem jest los pana Zbigniewa Ziobry, który właśnie został skazany przez nienawistny sąd w Warszawie za “naruszenie dóbr osobistych” pani reżyserowej Agnieszki Holland.  Pani reżyserowa, jak pamiętamy, nakręciła knota pod tytułem “Zielona granica”, który z jakichś powodów nie spodobał się Zbigniewowi Ziobrze do tego stopnia, że nawet porównał go do jakichś niemieckich produkcji propagandowych.

Tego dla pani reżyserowej było już za wiele, toteż za tę myślzbrodnię pozwała go przed nienawistny sąd, który oczywiście “powinność swej służby zrozumiał” i gwoli udelektowania zarówno obywatela Żurka Waldemara, jak i pani reżyserowej, przysolił mu piękny wyrok. Nieomylny to znak, że od tej pory wszystkie gnioty pani reżyserowej mają się każdemu podobać pod rygorem odpowiedzialności sądowej.

Na wszelki tedy wypadek – bo jeden proces mi wystarczy – deklaruję, że mnie wszystko się podoba, a zwłaszcza obraz “Europa, Europa” gdzie pani reżyserowa kreśli dramatyczne przeżycia młodocianego Żyda, ukrywającego przed światem brak napletka. To rzeczywiście jest prawdziwy dramat, więc dopiero na tym tle lepiej rozumiemy powściągliwość Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, który właściwie  już przeszedł na jasną stronę Mocy, ale wzdraga się przed drobną operacją chirurgiczną, bez której niestety nie może ostatecznie zostać autoryzowany przez Sralon.

Polecamy również: Krach na polskim rynku pojazdów elektrycznych

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!