Polska Wiadomości Żydzi

Bartoszewski twierdzi, że to Irańczycy zaatakowali własną szkołę

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Tragedia w irańskim mieście Minab, gdzie podczas ataku rakietowego żydowsko-amerykańskich agresorów zginęło ponad sto dziewczynek, wywołała ogromne poruszenie na świecie. Szkoła podstawowa została trafiona w pierwszym dniu uderzeń USA i Izraela na Iran, a według irańskich władz w budynku znajdowało się około 170 uczniów. W wyniku eksplozji zginęło ponad 160–170 osób, głównie dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Tymczasem jeden z polskojęzycznych polityków broni polityki Izraela i kłamie, że to sami Irańczycy uderzyli w swoją szkołę.

Bartoszewski twierdzi, że to Irańczycy zaatakowali własną szkołę. Słowa wiceszefa polskiego MSZ Władysława Teofila Bartoszewskiego wywołały medialną burzę. W rozmowie z Radiem Zet polityk obozu Tuska stwierdził, że szkoły nie zniszczył ani pocisk izraelski, ani amerykański, lecz… irański. Według niego rakieta miała spaść na placówkę „przypadkowo”, a taką wersję – jak podkreślił – „przekazują posiadane przez niego informacje”.

Problem polega jednak na tym, że sam minister przyznał, iż nie ma na to twardych dowodów. Pytany o podstawę swojej oceny powiedział jedynie: „takie mamy informacje”, dodając, że bez śledztwa trudno mieć stuprocentową pewność.

Takie stwierdzenia ze strony wysokiego rangą przedstawiciela polskiej dyplomacji budzą poważne zastrzeżenia. W sytuacji, gdy międzynarodowe media i eksperci analizują nagrania oraz dane z miejsca ataku, pojawiają się sugestie, że szkoła mogła zostać trafiona przez pocisk użyty w trakcie uderzenia na pobliską bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Wskazuje się m.in. na możliwość użycia pocisków Tomahawk, stosowanych głównie przez wojska amerykańskie.

W takiej sytuacji wypowiedź Bartoszewskiego wygląda bardziej jak powielanie politycznej narracji niż odpowiedzialny komentarz dyplomatyczny. Jego słowa są zresztą zbieżne z wcześniejszymi sugestiami prezydenta USA Donalda Trumpa, który również sugerował, że za tragedię mogą odpowiadać sami Irańczycy.

Problem polega na tym, że polski wiceminister spraw zagranicznych powinien opierać się na potwierdzonych informacjach, a nie na hipotezach. W przeciwnym razie naraża państwo na zarzut powielania niezweryfikowanej propagandy w sprawie jednej z najbardziej dramatycznych tragedii wojny.

Kontrowersje pogłębiły także inne wypowiedzi Bartoszewskiego z tego samego wywiadu. Polityk stwierdził, że Izrael nie dokonuje zbrodni przeciwko ludzkości i że premier Benjamin Netanjahu nie jest zbrodniarzem wojennym. Tego typu deklaracje – wypowiadane w momencie, gdy na świecie toczy się intensywna debata o skutkach działań wojennych na Bliskim Wschodzie – również budzą zdziwienie. Ocena, czy doszło do zbrodni wojennych lub przeciwko ludzkości, należy do międzynarodowych trybunałów i instytucji prawa międzynarodowego, a nie do polityków udzielających medialnych komentarzy.

NASZ KOMENTARZ: Tragedia w Minabie to przede wszystkim dramat setek rodzin, które straciły dzieci. W takiej sytuacji oczekuje się od polityków powściągliwości, empatii i oparcia się na faktach. Tymczasem słowa wiceszefa polskiej dyplomacji sprawiają wrażenie graniczące z pewnością, że jest on strażnikiem narracji żydowskiej, a nie prawdy, czy choćby tylko polskich interesów.

Potem znów będzie wielkie zdziwienie, że zwykli Polacy nazywają władze warszawskie „polskojęzycznymi”. Skoro najważniejsi politycy potrafią kłamać w interesie zbrodniczego Izraela, taki wniosek jest jak najbardziej słuszny.

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!