Stanisław Michalkiewicz: Marchewka i kij
“Timeo Danaos et dona ferentes” (Boję się Greków, nawet jak przychodzą z darami). Takie słowa wkłada poeta Wergiliusz w poemacie “Eneida” w usta kapłana Laokoona, który w ten sposób ostrzegał Trojan przed wpuszczeniem do miasta słynnego konia trojańskiego. Te słowa pasują jak ulał do zaoferowanej Polsce przez władze Unii Europejskiej pożyczki na zbrojenia w kwocie 44 miliardów euro.
Rząd pod przewodnictwem szefa Volksdeutsche Partei, obywatela Tuska Donalda przynętę już łyknął, natomiast pan prezydent Karol Nawrocki, podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego dał do zrozumienia, że chciałby poznać więcej szczegółów, których najwyraźniej vaginet obywatela Tuska Donalda mu nie przekazał, podobnie jak stanowiska Rady Ministrów z uzasadnieniem odmowy przystąpienia Polski do Rady Pokoju, do której pan prezydent Nawrocki został zaproszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa.
Trudno się dziwić panu prezydentowi, że chciałby poznać wiecej szczegółów tej oferty pożyczkowej, bo już na pierwszy rzut oka ma ona cechy znakomicie zaplanowanej przez Niemcy operacji długotrwałego obezwładnienia Polski wobec władz Unii Europejskiej. Żeby lepiej zrozumieć jej cel i charakter, spróbujmy odwołać się do sytuacji opisanej przez Bolesława Prusa w powieści “Placówka”. Kiedyś należała ona do obowiązkowych lektur szkolnych, ale teraz, kiedy znajdujemy się pod rządmi Volksdeutsche Partei, to chyba już nie jest. Otóż Prus pisze tam, jak to nieznani sprawcy ukradli Ślimakowi konie.
Nieznani – ale jak się okazało – do czasu – bo po kilku dniach sołtys Grochowski przyłapał na gorącym uczynku kradzieży koni Jaśka Grzyba, syna jednego z najbogatszych gospodarzy we wsi. Jasiek był już przez sołtysa postrzelony, a ponieważ ojciec nie bardzo chciał zastosować się do żądań Grochowskiego, ten oświadczył, że skoro tak, to odda Jaśka w ręce władz, jako koniokrada. W tej sytuacji stary Grzyb zmiękł, przystał na żądania sołtysa i zaczął wypytywać Jaśka, czemu to został koniokradem.
Jasiek odparł, że namówił go do tego karczmarz Josel. – A tyś po co Josela słuchał? – zapytał go ojciec. – Bom mu winien sto rubli – wyjaśnił Jasiek. Ta scena pokazuje, jaka to niebezpieczna rzecz, być dłużnikiem, zwłaszcza wierzycieli bezwzględnych, a już szczególnie takich, którym chodzi nie tylko o pieniądze. Komisji Europejskiej, która zaciągnie dług, z którego pożyczy Polsce 44 miliardy euro, na pieniądzach w ogóle nie zależy.
Rzecz w tym, że na podstawie ratyfikacji ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, którą w Polsce w roku 2021 przeforsował w Sejmie Jarosław Kaczyński przy pomocy klubu parlamentarnego Lewicy, z udziałem obywatela Czarzastego Włodzimierza, któremu teraz PiS szuka pcheł w sierści, Komisja Europejska zyskała uprawnienie do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii. Ale Komisja tylko te zobowiązania “zaciąga”, natomiast spłacać je muszą już członkowskie bantustany, ile tam na nie wypadnie z rozdzielnika.
Obywatel Tusk Donald i jego zastępca z PSL, obywatel Kosiniak-Kamysz Władysław twierdzą, że spłaty będą łagodne, bo procent jest niski, a spłata rozłożona na długi czas, aż do roku 2070. Wszystko to być może – ale warto pamiętać, że w tym roku budżetowym Polska ma rekordowy deficyt w kwocie 271 mld złotych, zaś dług publiczny już dość dawno przekroczył 3 biliony, czyli trzy tysiące miliardów złotych i stale rośnie. Według niektórych ekspertów, jeśli nic się nie zmieni, Polska koło roku 2030 może otrzeć się o bankructwo, a nawet wpaść w tę pułapkę.
Bankructwo państwa oznacza niemożność obsługiwania przez nie własnego długu publicznego, to znaczy – spłacania lichwiarzom procentów. Jak pamiętamy, w takiej sytuacji znalazała się w swoim czasie Grecja, której Niemcy proponowały oddanie im z tego tytułu kilku wysp. Do tego nie doszło, bo wszyzstko rozstrzygnęło się w innych kategoriach. Kiedy okazało się, że Grecja zapożyczyła się głównie w niemieckich oraz francuskich bankasch, na żądanie Naszej Złotej Pani cała Unia musiała złożyć się na pożyczkę dla rządu greckiego, żeby mógł za tę forsę wykupić swoje obligacje z niemieckich i francuskich banków.
W przeciwnym bowiem razie okazałoby się, ze niemieckie banki mają w swoich avoirach bardzo dużo aktywów śmieciowych, co podkopałoby ich reputację. Nazywało się to “ratowaniem Grecji”, ale tak naprawdę cała Unia ratowała niemieckie banki.
Jak to będzie wyglądało w przypadku Polski, która już teraz robi bokami pod ciężarem długu publicznego, a w roku 2030 może otrzeć się o bankructwo? Najwyraźniej ani obywatel Tusk Donald, ani minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz Władysław tym się nie przejmują, bo pewnie wtedy rządzić naszym bantustanem będzie już kto inny i to on będzie musiał się martwić, podczas gdy oni będą się przechwalać, że za ich czasów było więcej śniegu, niż za ich nastepców.
Ale my, obywatele, to co innego. My, nasze dzieci i wnuki, będziemy musieli aż do roku 2070 i dłużej, coraz to wiekszą część bogactwa, jakie wytwarzamy własną pracą, oddawać lichwiarskiej międzynarodówce, więc nic dziwnego, że nasz punkt widzenia na tę sprawę jest inny, niż funkcjonariuszy koalicji 13 grudnia.
Ale nie tylko o to chodzi. Wspomniałem, że operacja zaoferowania Polsce marchewki w postaci pożyczki na zbrojenia, jest znakomicie przez Niemcy przemyślana. Chodzi o to, że żaden tubylczy polityk, a może nawet żaden Polak nie odważy się wystąpić przeciwko tej pożyczce bez ryzyka okrzyknięcia go zdrajcą narodu i państwa. Zatem Polska połknie przynętę – a jak już ją połknie, to będzie musiała nie tylko słuchać brukselskich biurokratów, nawet wbrew własnemu interesowi państwowemu, ale przede wszystkim – porzucić wszelką myśl do “polexicie” nawet po nowelizacji teaktatsu lizbońskiego.
Bo chyba każdy rozumie, że w przypadku “polexitu” o wszelkich “dogodnych” procentach trzeba by natychmiast zapomnieć, podobnie jak trzeba by natychmiast zapomnieć o roku 2070 – bo Bruksela zażądałaby natychmiastowej spłaty pożyczki. A gdyby Polska nie mogła jej spłacić – no bo skąd? – to czy niemieckie koncerny zbrojeniowe nie zażądałyby przypadkiem oddania im wszystkich zakładów należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, zbudowanych i wyposażonych za pożyczone miliardy – bo chyba jakąś formę zabezpieczenia Polska musiała nawet i teraz przedstawić?
Tymczasem na ten temat nic nie wiemy, bo wiemy tylko, że obywatel Tusk Donald załatwił wspaniałą pożyczkę , a minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz Władysław ma wspaniałe pomysły, jak tę forsę wydać, żeby przy tej okazji coś się dostało kolegom z PSL-u. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że pan prezydent Nawrocki też chciałby się czegoś bliżej dowiedzieć. Chciałby – ale czy się dowiedział? Tego nie wiemy, bo przebieg Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest ściśle tajny.
Możemy jednak się domyślić, że niczego się nie dowiedział, z tego prostego powodu, że ani obywatel Tusk Donald, ani minister-ministrowicz też nic na ten temat nie wiedzą. Obywatel Tusk Donald ma bowiem w zwyczaju rozmaite międzynarodowe porozumienia podpisywać bez czytania, a w tej sytuacji minister-ministrowicz też mógł niczego nie przeczytać, bo i po co, skoro w Berlinie starsi i mądrzejsi wszystko nie tylko przeczytali, ale i napisali?
Polecamy również: Brytyjska agencja fałszowała dane meteo, by zadowolić lobby klimatyczne
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





