Od kilku dekad trwa proces pełzającej regermanizacji architektury Ziem Odzyskanych. Miastom przywraca się niemiecki charakter, na budynki wracają czarne pruskie orły i niemieckojęzyczne napisy. Akcję regermanizacji popierają konserwatorzy zabytków, postulujący powrót do oryginalnej formy zabytków. Protestujących mieszkańców atakuje się oskarżeniami o sianie niepokoju, ksenofobię i nienawistnictwo.
Regermanizacja dokonywana jest głównie polskimi rękoma – to etniczni Polacy honorują zaborców i polakożerców. 24 stycznia 2026 roku w Kostrzynie nad Odrą odbyła się uroczystość przekazania przez niemieckiego miłośnika historii fragmentu starej niemieckiej tablicy, upamiętniającej pobyt Fryderyka II Hohenzollerna w w tym mieście w latach 1730-1732.
Władze miejskie uczciły powrót pamiątkowej tablicy osobliwą inscenizacją, podczas której pojawił się aktor wcielający się w postać pruskiego monarchy w towarzystwie oddziału pruskiego wojska. Przekazaniu historycznej pamiątki towarzyszyły wiwatowe wystrzały armatnie. Data uroczystości nie była przypadkowa, bo nawiązywała do 314 rocznicy urodzin monarchy odpowiadającego za rozbiory Polski.
Co ważne, informacja o tej żałosnej inscenizacji przebiła się do mediów ogólnopolskich i wywołała szereg komentarzy a problemie regermanizacji ziem zachodnich i północnych dowiedzieli się Polacy, którzy dotąd nie mieli świadomości istnienia tego problemu.
– Panie burmistrzu Kostrzyna nad Odrą, czy pan wie kim był Fryderyk II? Czy pan wie, panie burmistrzu, że to był facet, król Prus, który wymyślił rozbiory Polski? Czy pan wie, panie burmistrzu wie, że ten Fryderyk, któremu pan tablice stawia, to był facet, który był polakożercą? Czy pan to wie, panie burmistrzu Kostrzyna? – pytał na antenie Polsatu poirytowany redaktor Grzegorz Jankowski. Odpowiedzi burmistrza nie znamy…
Sprzeciwiasz się regermanizacji? Siejesz niepokój
Latem 2025 r. pojawiła się informacja, że władze Wrocławia planują przywrócić Mostowi Grunwaldzkiemu jego pierwotną formę. Podczas remontu na obiekt ma wrócić historyczne dekoracje z napisem „Kaiserbrücke” („Most Cesarski”), które usunięto po II Wojnie Światowej.
Decyzję o odtworzeniu niemieckiego napisu zwieńczonego koroną Hohenzollernów zaakceptował Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, który w komunikacie skierowanym do mediów napisał, że „przywracanie oryginalnego charakteru dolnośląskich zabytków jest działaniem jak najbardziej zasadnym, konserwatorskim, co ważne – kompletnie apolitycznym; próbę włączania tej dziedziny w polityczne gry ocenić należy nagannie, jako działanie rodem wprost ze słusznie minionej epoki, podobnie jak próbę manipulacji oryginalną formą naszych zabytków”.
Słowa te stały się obiektem kpin protestujących, którzy pytali, czy dolnośląski konserwator zabytków planuje przywrócenie historycznego charakteru wrocławskiej ulicy Mickiewicza, która przed wojną nosiła nazwę Adolf Hitler Strasse.
Pomysł „regermanizacji” wrocławskiego mostu spotkał się ze sporym niezadowoleniem opinii publicznej a na wrocławskim rynku odbyła się manifestacja w obronie polskiego charakteru miasta. Jednak władze miasta, zamiast wysłuchać postulatów niezadowolonych obywateli, odpowiedziały atakiem na organizatorów, których oskarżono o sianie niepokoju.
– Ta grupa dyskutuje, potęguje emocje przez niektóre strony polityczne, które na tych lękach, na tych niepokojach budują swój kapitał polityczny. Wrocław jest miastem otwartym, wielokulturowym, miastem dialogu które pamięta o całej swojej historii – oświadczyła przed kamerą telewizyjną pani Agata Dzikowska z Biura Prasowego Urzędu Miasta Wrocławia.
Warto przypomnieć, że Wrocław od lat konsekwentnie przywraca niemiecką symbolikę. W bieżącym roku mija 20. rocznica przywrócenia Hali Ludowej przedwojennej nazwy „Hala Stulecia” (niem. „Jahrhunderthalle”). Niezorientowanym przypominam, że ten gigantyczny gmach oddano do użytku w 1913 r. w celu upamiętnienia 100. rocznicy zwycięstwa Prus nad Napoleonem w bitwie pod Lipskiem… w której zginął naczelny dowódca wojsk polskich książę Józef Poniatowski.
Wracają niemieckie napisy i czarne gapy
Proces regermanizacji historycznych obiektów architektonicznych nie ogranicza się do samego Wrocławia, ale możemy się z nim spotkać w różnych miejscach ziem śląskich, które niegdyś wchodziły w skład Niemiec. Podobne tendencje można zaobserwować również na Pomorzu.
W 2016 r. gdańscy radni uczciły 96. rocznicę utworzenia międzywojennego Wolnego Miasta Gdańska. Z tej dość osobliwej okazji rondo na skrzyżowaniu ulic Kartuskiej, Otomińskiej i Lubczykowej w dzielnicy Kokoszki uzyskało nazwę „Rondo Graniczne Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska 1920–1939”. Dodatkowo przy pobliskiej szkole ustawiono oryginalny historyczny słup graniczny wytyczający niegdysiejszą granicę państwową między Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem, która niegdyś przebiegała w tych okolicach.
Wiceprezydent miasta, Piotr Grzelak, publicznie oświadczył, że „uroczystość łączy wątek budowania tożsamości lokalnej dzielnicy Kokoszki i prawdy historycznej dotyczącej okresu funkcjonowania Wolnego Miasta Gdańska”.
Przejawów osobliwej lokalnej „polityki historycznej” znajdziemy w Gdańsku znacznie więcej. W 2020 r. nad wejście do budynku gdańskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powróciła płaskorzeźba przedstawiająca pruskiego orła z czasów Cesarstwa Niemieckiego. Godło zrekonstruowano w formie symbolicznej i nieco niewyraźnej, niejako zatartej przez historię.
Zdaniem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, orzeł powrócił na kartusz, bo pierwotnie tam się znajdował a „prace konserwatorskie nigdy nie mają na celu zakłamywania historii”.
Kiedy w 2017 r. zakończono remont jednego z historycznych urzędów pocztowych w Gdańsku, z budynku zniknęła nazwa „Urząd Pocztowy – Gdańsk 2”, którą zastąpiono niemieckim napisem „Postamt” (niem. urząd pocztowy) na wzór wersji pierwotnej powstałej jeszcze w czasach zaborów. Sytuacja wywołała zaniepokojenie i protesty mieszkańców miasta, jednak prywatny właściciel budynku pozostał nieugięty i zdecydował o pozostawieniu w przestrzeni publicznej niemieckiego napisu.
Rzecznik Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, Marcin Tymiński, oświadczył, że niemiecki napis na budynku dawnej poczty pruskiej odsłonił się podczas prac remontowych. A lokalny konserwator zabytków zdecydował, że ze względów historycznych niemiecki napis powinien zostać jako historyczne świadectwo tego miejsca.
Podobne tendencje regermanizacyjne zaobserwujemy również w pobliskim Malborku, gdzie podczas remontu dworca kolejowego, który przeprowadzono w 2011 r., przywrócono obiektowi historyczny wystrój z epoki zaboru pruskiego. Podczas prac konserwatorskich, usunięto przemalowania z czasów powojennych i odnowiono polichromie przedstawiające symbole odwołujące się do panowania niemieckiego, w tym czarnego orła z cesarskiego herbu dynastii Hohenzollernów.
Jak czytamy na stronie internetowej Rynek Kolejowy: „Wszystkie prace przebiegały pod ścisłym nadzorem konserwatora zabytków”.
Walcząc z „polskim nacjonalizmem”, wzmacniają niemiecki
Trudno nie zauważyć, że regermanizacja Ziem Odzyskanych dokonywana jest rękoma rodowitych Polaków. Ludzie ci nie widzą czegoś niestosownego w przywracaniu przez Polaka symboli chwały Prusaków i dynastii Hohenzollernów, którzy wyrządzili szereg krzywd naszej ojczyźnie i naszym rodakom – wystarczy wspomnieć o biciu w Prusach fałszywych polskich monet, o porywaniu ludności polskiej do pruskiej armii, o udziale Prus w rozbiorach Polski, o niemieckiej polityce depolonizacji i rugowania polskiej własności w okresie , o Hakacie i prześladowaniu polskich dzieci w niemieckich szkołach.
Owi postmodernistyczni „post-Polacy” zostali tak dalece wykorzenieni z polskiej wrażliwości historycznej i poczucia narodowej godności, że nie rozumieją dlaczego tradycyjnych Polaków oburza ich regermanizatorska działalność. Sądzą, że przywracając elementy kultury niemieckiej na Ziemiach Odzyskanych, robią coś dobrego i że tak robić należy w imię „wartości europejskich”, „walki z ksenofobią” i „otwarcia na inne kultury”. Nie zauważają jednak tego, że ich działalność sprzyja niemieckim nacjonalistom, którzy zgłaszają roszczenia terytorialne wobec państwa polskiego.
Partyzantka przeciw potędze
Drugą przyczyną regermanizacji Ziem Odzyskanych wydaje się być działalność prowadzona na terenie Polski przez ośrodki niemieckie. Z ogólnodostępnych publikacji dowiadujemy się, że niektórzy z polskich polityków zrobili swoje kariery dzięki wsparciu ze strony Niemiec a przecież za takie agenturalne wsparcie trzeba się odwdzięczać.
Ponadto Republika Federalna Niemiec rozwinęła w naszym kraju sieć instytucji o charakterze kulturalnym i naukowym i kulturalnych, dysponujących pokaźnymi budżetami na dyplomację publiczną, budowanie pozytywnego wizerunku Niemiec i wspieranie realizacji celów niemieckiej polityki historycznej.
A czym dysponują obrońcy polskości Ziem Odzyskanych? Prywatnymi zasobami, zaangażowaniem i dobrą wolą. Na wsparcie ze strony dysfunkcyjnych instytucji państwowych niestety liczyć nie mogą.
Po raz kolejny w historii wystawiamy partyzantkę przeciw dobrze zorganizowanej potędze.
Autor: Marcin Janowski
Polecamy również: Kanadyjski reżim chce eutanazji dla niemowlaków
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





