Europejska motoryzacja nie znajduje się już w kryzysie — to sektor, który w wyniku polityki Komisji Europejskiej i instytucji unijnych, dotknęła zapaść. Bruksela nie przejmuje się tym i narzuca coraz bardziej rygorystyczne normy emisji spalin, nie uwzględniając realiów rynku i konkurencyjnej presji ze strony krajów spoza UE.
Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), w latach 2024–2025 dostawcy części dla przemysłu motoryzacyjnego, zlikwidowali ponad 104 tys. miejsc pracy w całej Europie. To rekordowy poziom zwolnień, który nie ma precedensu nawet w czasie pandemii i kryzysu półprzewodnikowego. Jest to efekt nie tylko słabego popytu i rosnącej konkurencji chińskich producentów, ale również strategii legislacyjnej Unii Europejskiej, która obarcza producentów kosztami transformacji klimatycznej, bez realnego zrównoważenia ich strat.
Unijne cele redukcji emisji, w tym niedawno zawieszony zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 roku oraz ambitne limity CO₂, są przez zielonych komunistów przedstawiane jako konieczne dla walki ze zmianami klimatu. W praktyce jednak producenci i eksperci branżowi alarmują, że dogmatyczny nacisk na wdrażanie kolejnych, wyśrubowanych norm, wywołuje chaos inwestycyjny i osłabia konkurencyjność europejskich firm wobec gigantów z Chin i USA.
W piśmie skierowanym do Komisji Europejskiej eurodeputowany Roberto Vannacci wskazał, że ambitne regulacje klimatyczne niszczą europejski przemysł motoryzacyjny, prowadząc do kolejnych bankructw dostawców i zamykania zakładów należących do światowych marek. Jego krytyka obejmuje fakt, że sektor odpowiedzialny za miliony miejsc pracy został postawiony w sytuacji, w której regulacje przekraczają realne możliwości produkcyjne i rynkowe.
Podczas gdy europejscy producenci walczą z narzuconymi celami emisji i kosztami implementacji nowych technologii, chińskie marki coraz silniej wkraczają na rynek europejski, oferując pojazdy, które często są atrakcyjniejsze cenowo. Portal Interia podkreśla wzrost liczby rejestracji aut chińskich w UE, co oznacza podkopanie krajowych producentów samochodów i komponentów. W efekcie wiele firm ogłasza zwolnienia lub redukcje etatów, a nawet zamknięcie całych fabryk, co ma dramatyczny wpływ na lokalne rynki pracy.
Dziś mówienie o 104 tys. zlikwidowanych etatów to dopiero początek. Eksperci branżowi oceniają bowiem, że liczba osób dotkniętych zwolnieniami w całym łańcuchu dostaw może być znacznie wyższa. Co więcej, ten trend najprawdopodobniej utrzyma się w następnych latach, gdyż unijni biurokracji zapierają się rękami i nogami, by nie poluzować nałożonych na gospodarkę obostrzeń.
Forsowana przez Brukselę agenda klimatyczna skutkuje wychodzeniem inwestorów z UE oraz spadkiem konkurencyjności. Podczas gdy globalna gospodarka zwiększa produkcję i rozwija nowe technologie, europejskie firmy często stoją przed dylematem spełniania norm lub ryzyka kar i ograniczenia produkcji. Niektórzy przemysłowcy wprost alarmują, że bez poważnej rewizji polityk klimatycznych i większego wsparcia dla innowacji, europejską motoryzację czeka marginalizacja na globalnej scenie.
Krótko – stajemy się skansenem, z którego wszyscy wokół, zaczynają się śmiać.
Polecamy również: Setki imigrantów dostały numer PESEL za łapówki
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




