W Zielonej Górze powrócił temat dawnej synagogi – tym razem nie jako plan jej odbudowy, lecz makieta z brązu, która ma stanąć w miejscu zniszczonej świątyni. Budynek, wzniesiony w latach 1882–1883, został spalony podczas tzw. Nocy Kryształowej w 1938 roku, a dziś planuje się jego symboliczne upamiętnienie w przestrzeni miejskiej. Projekt zdobył poparcie w budżecie obywatelskim, a jego koszt szacuje się na ponad 100 tys. zł. Jednocześnie brakuje pieniędzy na ważniejsze projekty, a historia polskich mieszkańców i więźniarek obozów hitlerowskich jest wymazywana.
Zielona Góra wydała fortunę na makietę synagogi. Z pozoru inicjatywa wydaje się słuszna, przypominająca o historii miasta i jego przedwojennym dziedzictwie. Jednak w szerszym kontekście decyzja ta budzi poważne pytania o priorytety władz miasta. Przede wszystkim makieta synagogi, choć wartościowa z punktu widzenia pamięci historycznej, nie rozwiązuje żadnych realnych problemów mieszkańców – takich jak infrastruktura, transport czy jakość usług publicznych. To kolejny przykład działań o charakterze wizerunkowym, które mogą być postrzegane jako oderwane od codziennych potrzeb społeczności.
W momencie, gdy wiele samorządów zmaga się z rosnącym zadłużeniem i ograniczeniami budżetowymi, przeznaczanie środków na projekty o charakterze symbolicznym może budzić kontrowersje. W przypadku Zielonej Góry, która zadłużona jest na ponad 900 mln zł, pojawia się pytanie: czy w sytuacji napiętych finansów miasta takie wydatki są rzeczywiście najpilniejsze?
Jeszcze większe emocje budzi inna decyzja władz miasta – dotycząca upamiętnienia ofiar niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Kilka miesięcy temu w Zielonej Górze usunięto tablicę z 1979 roku, która upamiętniała polskie kobiety zamęczone w filii obozu. W jej miejsce pojawiła się nowa tablica odnosząca się wyłącznie do żydowskich więźniarek, tak jakby nie było tam Polek, a przecież były. Decyzja ta wywołała szeroką debatę publiczną, ponieważ – jak wskazują krytycy – zmienia sposób interpretowania historii i zawęża kontekst narodowy ofiar, stawiając na piedestale tylko jedną nację.
Poprzednia tablica podkreślała, że ofiary były obywatelkami II Rzeczypospolitej. Nowa inskrypcja pomija ten aspekt, koncentrując się wyłącznie na ich żydowskiej tożsamości. Tym samym Polki – które również były ofiarami niemieckiego terroru – zostały de facto wykreślone z przestrzeni pamięci historycznej.
Sprawa ta wpisuje się w szerszy problem tzw. polityki pamięci. Zamiast łączyć różne wymiary historii – narodowy, religijny i kulturowy – podejmowane decyzje mogą prowadzić do ich selektywnego przedstawiania. Nie chodzi o to, by pomniejszać tragedię żydowskich ofiar – ta jest bezsporna i wymaga godnego upamiętnienia. Problem polega na tym, że to kolejny przykład wypierania polskich doświadczeń historycznych przez żydowskie, w imię interesów syjonistycznych. Tymczasem obiektywna historia to nie zawody na skalę cierpienia i ważność poszczególnych narodów, lecz spójna narracja oparta na faktach.
NASZ KOMENTARZ: Projekt budowy makiety synagogi wpisuje się w szerszy trend decyzji, które mają na celu zakłamanie historii. Od lat widzimy tendencje do marginalizacji polskich ofiar II Wojny Światowej, na rzecz ofiar żydowskich. Pół biedy, gdy robią to Amerykanie, Niemcy czy sami Żydzi, ale dlaczego takie działania mają miejsce w Polsce, z rak teoretycznie polskich władz? Pamięć historyczna powinna łączyć, a nie dzielić – i obejmować wszystkie ofiary lewicowych reżimów, niezależnie od ich pochodzenia. Wygląda na to, że przemysł holokaustu oraz żydowski rasizm, realizowany rękami szabesgojów, wciąż są żywe.
Zdjęcie poglądowe: Wygląd oryginalnej synagogi z Zielonej Góry.
Polecamy również: USA wznawiają leczenie z tzw. „homoseksualizmu”
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





