Skrajnie lewicowe władze Krakowa dopięły swego – od 1 stycznia br. w mieście ruszyła tzw. Strefa Czystego Transportu (SCT). Chodzi o motywowaną absurdalnym, zielonym komunizmem, dykryminację kierowców legalnie posiadających starsze samochody. Choć są one dopuszczone do ruchu na mocy krajowych przepisów, władze Krakowa zabraniają im wjazdu do centrum miasta. Kierowca możę tam wjechać, jesli jednak zapłaci haracz. Przeciwko tej praktyce wystapili mieszkańcy, bojkotując nowe rozwiazania np. poprzez demontaż znaków informujących o początku i końcu „Strefy”.
W Krakowie ruszyła miejska partyzantka. W pierwszych czterech dniach funkcjonowania SCT zniszczonych lub skradzionych zostało około 20 znaków drogowych w 14 lokalizacjach. Sprawa trafiła na policję, a miasto nie ukrywa, że ma do czynienia z celowym działaniem, a nie przypadkowymi incydentami. Usuwanie oznakowania SCT, mobilizacja przeciwników w mediach społecznościowych i reakcja miasta pokazują, że spór nie dotyczy już samej idei strefy, lecz sposobu jej egzekwowania, kosztów oraz konsekwencji prawnych dla kierowców. Liczba absurdów rośnie.
Miasto nie ukrywa, że usuwanie oznakowania generuje realne koszty. Według danych ZDMK jeden znak to wydatek około 600 zł, nie licząc robocizny, zabezpieczenia miejsca i pracy służb. Oznacza to, że tylko w pierwszych dniach funkcjonowania SCT straty idą w dziesiątki tysięcy złotych. ZDMK zapowiedział również analizę miejskiego monitoringu w lokalizacjach, z których zniknęły znaki. To sygnał, że miasto nie traktuje sprawy symbolicznie, lecz jako problem infrastrukturalny i prawny.
Równolegle do nocnych akcji na ulicach trwa oddolna mobilizacja mieszkańców w Internecie. Przeciwnicy zielonego faszyzmu organizują się w mediach społecznościowych, a największą rozpoznawalność zyskała grupa Blade Runners SCT Kraków, która ma już przeszło 27 tys. obserwujących. Na profilach i w komentarzach pojawiają się krytyczne wpisy dotyczące SCT, a niezadowoleni kierowcy kierują swoje uwagi również bezpośrednio pod postami skrajnie lewicowego prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Narracja oporu koncentruje się wokół poczucia niesprawiedliwości i obaw o konsekwencje finansowe.
Nie brakuje też specyficznego humoru, który towarzyszył Polakom m.in. w Stanie Wojennym za czasów kliki Jaruzelskiego. Oto przykład:

Przeciwnicy SCT zarzucają miastu, że nowe przepisy naruszają zasadę równości wobec prawa. Wskazują, że mieszkańcy Krakowa zostali zwolnieni z opłat za poruszanie się po strefie starszymi samochodami, podczas gdy kierowcy spoza miasta muszą płacić.
Zastrzeżenia budzi również rozmiar SCT, która obejmuje aż 61% powierzchni miasta. Krytycy podnoszą też argument braku aktualnych danych, które miałyby jednoznacznie uzasadniać objęcie tak dużego obszaru dodatkowymi ograniczeniami.
Mimo oporu, zielonokomunistyczne władze Krakowa konsekwentnie bronią decyzji o wprowadzeniu SCT. Podkreślają, że celem jest poprawa jakości powietrza, a w konsekwencji zdrowia mieszkańców. Czy jednak powietrze poprawi się od tego, że kierowca starego samochodu zapłaci haracz? Bez wątpienia nie. Wskazuje to na czysto gfinansowy charakter SCT. Zadłużone miasto chce dzięki opłatom zasypać swoją dziurę budżetową.
Zgodnie z uchwałą Rady Miasta Krakowa, po SCT bez ograniczeń mogą poruszać się m.in. samochody benzynowe i LPG spełniające normę Euro 4 lub wyprodukowane co najmniej w 2005 r. oraz osobowe auta z silnikami Diesla spełniającymi normę Euro 6 lub wyprodukowane po 2014 r. Pozostałe pojazdy muszą wnosić opłaty. Po zapłaceniu haraczu – samochód już najwyraźniej spełnia normy i do miasta wjechać może.
W 2026 r. opłata za wjazd do SCT wynosi 2,5 zł za godzinę lub 5 zł za cały dzień, a abonament miesięczny – 100 zł. W kolejnych latach stawki mają rosnąć, a zasady się zaostrzyć. W 2027 r. „opłata dzienna” wzrośnie do 15 zł, ale będzie pozwalała na wjazd na co najwyżej sześć godzin, a abonament miesięczny wyniesie 250 zł. W 2028 r. opłaty wzrosną do 500 zł miesięcznie, by ostatecznie zostać zniesione – wraz z wprowadzeniem całkowitego zakazu wjazdu starymi samochodami.
Grupa Blade Runners w Krakowie wprost nawiązuje do podobnych ruchów działających wcześniej w Londynie, gdzie przeciwnicy strefy ULEZ niszczyli kamery i oznakowanie. Pierwsze dni SCT pokazują jedno: emocje dopiero się rozkręcają, a prawdziwy test nowego systemu nadejdzie wraz z kontrolami, mandatami i decyzjami sądów. Jeśli znikające znaki miały być wyraźnym sygnałem sprzeciwu, włodarze Krakowa już go usłyszeli.
Polecamy również: Skandal na rządowej stronie konsultacji społecznych
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





