Europa Gospodarka Wiadomości

Szczury doprowadziły brytyjską firmę do bankructwa

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Historia angielskiej firmy G.Network brzmi jak potencjalny mem z internetu, ale właśnie w tak absurdalny sposób – poprzez masowe uszkodzenia kabli spowodowane przez szczury – jeden z ambitniejszych brytyjskich operatorów światłowodowych został postawiony na skraj upadku. Prawdziwą przyczyną krachu, jest jednak zaufanie pseudoekologii.

Szczury doprowadziły brytyjską firmę do bankructwa. G.Network, operator szerokopasmowego internetu skoncentrowany na aglomeracji londyńskiej, od kilku lat budował własną sieć światłowodową. Firma deklarowała, że jej światłowody i infrastruktura są zaprojektowane zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju – m.in. poprzez wykorzystanie tzw. „biodegradowalnych” osłon kabli, wykonanych na bazie materiałów roślinnych, takich jak soja i kukurydza.

Problem polegał na tym, że te osłony – zamiast chronić sieć przed czynnikami środowiskowymi – stały się… pożywieniem dla miejskich gryzoni. Szczury, które od lat żyją w londyńskich tunelach i kanałach, okazały się wrażliwe na zapach i strukturę biodegradowalnych komponentów. Krótko mówiąc: zaczęły systematycznie obgryzać osłony kabli, doprowadzając do ich masowych uszkodzeń.

Operator już wcześniej borykał się z dużym zadłużeniem – jego bilans wykazywał około 300 mln funtów długu, a liczba aktywnych abonentów oscylowała wokół 25 tysięcy klientów. W realiach jednego z najdroższych rynków europejskich był to model, który nie był w stanie samodzielnie utrzymać kosztownej infrastruktury.

W obliczu narastających problemów i kosztów napraw infrastruktury firma została postawiona w stan administracji, co w brytyjskim prawie odpowiada procedurze zbliżonej do bankructwa. Ostatnią nadzieją dla G.Network miało być przejęcie aktywów przez konkurencyjnego operatora – firmę Community Fibre. Jednak po wstępnej analizie technicznej potencjalny nabywca zrezygnował z transakcji. Głównym powodem było odkrycie, że sieć została poważnie uszkodzona przez szczury, a zatem jej naprawa wymagałaby ogromnych nakładów.

Szef Community Fibre przyznał w rozmowie z „The Telegraph”, że problem ze zjadanymi kablami był poważniejszy, niż początkowo się wydawało, a naprawa całej infrastruktury byłaby zbyt kosztowna i logistycznie skomplikowana. Dodatkowo sieć G.Network była w wielu miejscach prowadzona pod jezdniami zamiast pod chodnikami, co zwiększało koszty i utrudniało dostęp do kabli. Każda naprawa oznaczała konieczność zamykania pasów ruchu, generowania korków i negocjacji z władzami lokalnymi – co tylko potęgowało koszty i czyniło projekt jeszcze mniej atrakcyjnym dla inwestorów.

Upadek G.Network stał się dla wielu branżowych obserwatorów lekcją złożoności projektów infrastrukturalnych: ekologiczne podejście – choć pożądane – musi uwzględniać realne warunki środowiskowe i miejskie. Materiały biodegradowalne, które pod kątem marketingowym wydają się korzystne, w praktyce okazały się podatne na zniszczenia, które ostatecznie przewyższyły korzyści ekologiczne. Przyszłość G.Network pozostaje niepewna, a zadanie naprawy sieci – jeżeli w ogóle możliwe – stoi przed nowymi potencjalnymi nabywcami jako poważne wyzwanie.

NASZ KOMENTARZ: Tak się kończy zaufanie pseudoekologii. O tym samym przekonał się już niejeden właściciel „elektryka”, którego pojazd dokonał samozapłonu, stojąc zgaszony w garażu.

Polecamy również: Globalna afera pedofilska, czyli nowe informacje z „Epstein Files”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!