Felietony

Sławomir N. Goworzycki: Wyjść z tej pułapki cz.4

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Sławomir  N.  Goworzycki: WRESZCIE  WYJŚĆ  Z  TEJ  PUŁAPKI, WIĘC  ODESŁAĆ  OBCOPLEMIENNYCH  NACHODŹCÓW  DO  DOMÓW, część czwarta.

Cytowani przedstawiciele owej polskiej politycznej organizacji, ci co to „Ukraińców do domu” wzdragają się z Polski wysyłać – co bardzo charakterystyczne w ogóle dla „zabieganych” Polaków dzisiejszych – nie powołują się na owo równoległe źródło wiedzy o nachodźcach z post-sowieckiego Wschodu (i innych także), jakim jest, po prostu, potoczna obserwacja prowadzona tu w Polsce przez zwykłego sobie przechodnia – na chodniku, na przystanku, w sklepie, w pociągu, w autobusie miejskim, czy w tramwaju. Zjawisko to jako takie wymaga wszakże osobnego omówienia, co my powyżej podejmowaliśmy tylko cząstkowo.

Ileż to razy owe medialne forsowne komentarze na temat losów obywateli Republiki Ukraińskiej nijak się miały do tego, co my codziennie – chcąc nie chcąc – możemy oglądać na naszych ulicach w Polsce, na naszych podwórkach, na klatkach schodowych, niekiedy także… w Puszczy Kampinoskiej i w wielu innych miejscach.

Bo też – wracajmy do mapy – kluczowym sformułowaniem w powyższym (w części trzeciej) cytacie autorstwa polskojęzycznych aktywistów politycznych jest owo odniesienie do… miejsca (!!!): TAM! „Odesłanie TAM 'tych matek i dzieci’…”. TAM? Czyli dokąd? Skoro – według polskojęzycznych mass mediów i zależnie od okresu – na obszarze obejmującym około 90-95% terytorium Republiki Ukraińskiej żadne działania wojenne dotąd nie nastąpiły.

Chociaż tamta wojna – jak nawet w polskojęzycznych mass mediach zauważono – licząc choćby tylko od lutego 2022 roku trwa już dłużej (!!!), aniżeli owa „Radziecka Wojna Ojczyźniania” lat 1941-1945 (!!!). Która zresztą w swej fazie przedostatniej i ostatniej toczyła się już na zachód i południowy zachód od obszaru „Rusi i Rosji”; gdy ta obecna wojna rosyjsko-ukraińska tkwi tylko na tamtym obszarze, na jego względnie niezmiennej części (!). Jest to bardzo doniosłe rozróżnienie.

I to właśnie, że TAM działania wojenne nie nastąpiły, jest w całej tej lata już ciągnącej się historii najdziwniejsze. I jakże zarazem pocieszające: „nam nie nużna (pol. niepotrzebna) wojna”. Więc właśnie TAM, czyli na jakże rozległe obszary stanowiące owo 90-95% terytorium Republiki Ukraińskiej mogą śmiało wracać wszystkie „te matki i dzieci” – odpowiadamy autorom odpowiedzi przysłanej przed już trzema laty (!) przez działaczy tamtej polskiej organizacji politycznej.

I owa rusińska młodzież z mazowieckiej Puszczy Kampinoskiej też już może tam na Ruś powrócić. A tak po prawdzie to ci wszyscy ludzie nie mieli i nie mają żadnego wojennego, ani okołowojennego powodu, by stamtąd wyjeżdżać (5), co powtarzamy.

Przywódcy z różnych państw podróżowali sobie swobodnie do Kijowa i z powrotem; w odwrotnym kierunku przywódcy Ukrainy, wielokrotnie w ciągu ostatnich lat – jak nam podawały mass media. A nam tu wpierano do głów dezinformację o „wojnie pełnoskalowej” (ostatnio wprawdzie o tym ciszej), więc tej na wzór września 1939 roku, kiedy to zmasowanym atakiem objęte jest od razu możliwie całe (!) terytorium państwa.

To jest obraza ofiar tamtej dawniejszej wojny i całego narodu polskiego; podobnie jak obrazą było przedstawianie wiosną 2022 roku jako artykułu pierwszej potrzeby dla wojennych uchodźców/uchodźczyń… „wacików do demakijażu” (już gdzieś o tym pisaliśmy).

Podkreślamy, iż wzmiankujemy w niniejszym artykule o medialnych elukubracjach strony właśnie polskojęzycznej – bo to przecież od niej wiadomości „o Ukrainie” do nas docierają.

Wyobraźcie sobie Churchilla z de Gaullem podróżujących pociągiem przez Niemcy w sierpniu-wrześniu 1944 roku na naradę do powstańczej Warszawy; lub generała „Bora”-Komorowskiego w tym samym czasie udającego się na konsultacje do Londynu i z powrotem. Niezgrabne, nietaktowne żarty…

Niestety, dzisiejsza Polska i Polacy (niektóre inne kraje i narody także) są obiektem na wielką skalę wrogich działań rzeczywistych, których powodzenie najpewniej musi u ich nieznanych oraz tych znanych sprawców wywoływać żywiołową satysfakcję właśnie z żartem graniczącą. Co za makabra!

A przedstawiciele polityki tzw. polskiej po dawnemu będą nas przekonywać, iż oni nadal „nie mogą w tej chwili wystąpić z takim hasłem” – aby ci wszyscy obcoplemienni nachodźcy już sobie spokojnie w Wielkiej Liczbie (8) z Polski poszli. Nic dziwnego, że wobec przyjęcia postawy tak bardzo oportunistycznej i nierozważnej tym działaczom i ich politycznej organizacji nadal grożą „niższe sondaże”, co graniczy nawet nie tyle z ich „politycznym samobójstwem”, co po prostu z pospolitym samowygaszeniem między innymi tamtej politycznej inicjatywy. „Miałeś, chamie, Złoty Róg…” – w takich sytuacjach Poeta nie ma litości.

Pod koniec IV rozdziału „Chłopców z Placu Broni”, gdy poza dwoma żaden jeszcze nie wiedział o zdradzie Gereba, czytamy takie frazy: „Czuli, że wszystko przepadło (…) Nikt tam w środku (Placu – S.N.G.) nie wiedział jeszcze, że ten maleńki skrawek ziemi zapewne nie należy już do nich. Że stracili tę (…) wciśniętą między dwie kamienice równinę, która w ich dziecięcych sercach sięgała nieskończoności i oznaczała bezkresną wolność. Która (…) była ich przyjacielem…”.

Wiemy też jednak, że chłopcy „z Placu Broni” (w oryginale „z ul. Św. Pawła”) wzięli się na właściwy tam i wtedy sposób, by jednak tę swoją, co by nie mówić, Ojczyznę obronić. I obronili! Stosownie zatem do bieżących jakże pokrętnych (!) okoliczności my Polacy zabierzmy się nareszcie do skutecznego obronienia dzisiaj Ojczyzny naszej. A trzeba przecież tak niewiele – przede wszystkiem, po gospodarsku, po właścicielsku, przyjść po rozum do głowy!

I zarazem odrzucić te wszelkie z różnych stron do nas kierowane, jakże podłe i szydercze tzw. szantaże emocjonalne i tzw. szantaże moralne! Nie spierajmy się z oczywistością! Nasze miejsce jest tutaj! Wasze miejsce jest tam! Wracajcie czym prędzej na wasze miejsce!

My tu w Polsce nie chcemy nie dość że obcych w Wielkiej Liczbie (8), to także żadnych ludzi w tym narzuconym, przyśpieszonym, nachodźczym trybie opolaczonych (spolonizowanych), ani tych bezpodstawnie, samozwańczo i w pośpiechu auto-opolaczonych. Nie chcemy żadnych nowych OUS-ów, czyli Obcych Udających Swoich – jak ich ostatnio ktoś celnie nazwał. Dość już krzywd wyrządzili Polsce i Polakom ci dawniejsi oraz ci dość nawet niedawni OUS-si. Wystarczy!

Wszystko już było! Na omawiane tu tematy pojawiła się już literatura: Sławomir N. Goworzycki: „Relokacja przybyszów z Ukrainy. Listy bez odpowiedzi”, Lublin 2022 oraz tegoż: „O powrót na Ukrainę – wołanie o pokój. Listy bez odpowiedzi część druga”, Lublin 2023. Kolejna część jest „w przygotowaniu”, lecz jakoś nie mamy motywacji by podejmować trud jej edycji… No bo… po co? Dla kogo? Skoro tamte poprzednie publikacje żadnego oczekiwanego skutku pośród dzisiejszych Polaków nie wywołały.

Naród (post)polski jest teraz pozbawiony zarówno informacji, jak i zwłaszcza opieki, ochrony (!!!) ze strony polskojęzycznej władzy oraz kandydatów do objęcia tejże władzy, przynajmniej tych więcej mogących. Naród ten wydaje się być bezbronny wobec dziejącej się właśnie obcej kolonizacji Polski; część spośród Polaków nawet ochoczo dopomaga w tym anty-polskim procederze. Niektórzy na tym zwyczajnie zarabiają.

W polskojęzycznych mass mediach we łzawej (!) formule wzorem tej z lutego i z wiosny 2022 roku rozprawia się o ludzkiej godności owych jakże już rozmaitych obcoplemiennych nachodźców. Jakież to… niesprawiedliwe, dyskryminujące, skoro milczy się zarazem o takoż ludzkiej godności nas, członków narodu-plemienia gospodarzy TEJ POLSKIEJ ZIEMI, która jest obecnie poddawana jakże gwałtownej obcej kolonizacji.

Doprawdy (prawie) nikt nie troszczy się o to, że my chcemy pozostać tu na miejscu, więc nie porzucać „ziemi skąd nasz ród” i nie dzielić się nią z obcymi. Oni mają swoją ziemię i im jej, tam, wystarczy. Czyżbyśmy my byli, skoro wciąż jednak ludźmi, to ludźmi drugiej-trzeciej kategorii we własnym kraju?

Lecz jest jeszcze coś! Rewizyta! Teraz to my, Polacy, podobnie jak to bywało „przez tak liczne wieki”, jedźmy na Wschód – kto chętny! No dobrze – na razie tylko w Małej Liczbie (8), a później się zobaczy. I swobodnie przetrząsajmy, jak dzisiaj ludzie Wschodu teraz tutaj u nas, jak ci w świętej Puszczy Kampinoskiej, wszystkie tamtejsze na Wschodzie kąty. Kto kiedy zechce, to sobie tam na Wschód pojedzie, kto kiedy zechce, to stamtąd do Polski wróci; trochę tu posiedzi, trochę tam, po uważaniu – tak jak oni teraz. Lecz – czy to możliwe?

Nie dość na tym. Powtórzmy zgłaszany już ostatnio gdzieś przez kogoś postulat, aby dzisiejsi użytkownicy gruntów rolnych (i innych) na terytorium Republiki Ukraińskiej polskim spadkobiercom pozostawionej tam polskiej własności nieruchomej wypłacali… comiesięczną rentę gruntową z hektara (!!!). To dopiero byłby „jakiś” probierz poważnego potraktowania „strony polskiej” przez owe „siły światowe zachodnio-wschodnie”. Nieprawdaż? I to by mogło wreszcie uruchomić podobne potraktowanie Polaków-spadkobierców zawłaszczonych przez komunę gruntów i innych nieruchomości tutaj, w Polsce.

Od rozpadu Związku Sowieckiego – niedługo stuknie już czterdzieści lat – wciąż czeka niezrealizowany, przynajmniej w swym pierwotnym szerokim zakresie pomysł: „w kilka samochodów” wielotygodniowa, nieśpieszna wędrówka Szlakiem Warowni Kresowych. Piękne albumy i przewodniki z opisami opublikowano w Polsce „od razu”, jeszcze w latach 90. XX stulecia. No i co… dalej?

Nocleg, namioty – pod murami każdego kolejnego zamczyska (lub tym co z nich zostało) – haj! do Ostroga, do Starokonstantynowa, do Międzyboża (tam nie ma wojny!!!). A wieczorem i do późnej nocy chóralne śpiewy przy palonym na zamkowym dziedzińcu (lub tym co z niego zostało) ognisku: „O rycerstwie od Kresowych stanic (które właśnie nawiedzamy – S.N.G.), o obrońcach naszych polskich granic (jakie by one w danej epoce nie były – S.N.G.)…”. Lecz „Taj ne chody Hryciu, taj na weczernyciu…” – też, w ramach spontanicznej formuły „pieśni różnych narodów”.

No i przywołana harcerską pieśnią gawęda o dziejach tego konkretnego miejsca – przepyszne, dla każdego normalnego Polaka. Polska dziatwa i młodzież powinna w tym uczestniczyć – całymi rodzinami. Czy to nie są jakieś nasze fantazje?

Zauważmy, że owa medialna nawała treści o ziemiach stąd odległych, „o Krymie”, a później „o Donbasie”, o dronach, o rakietach itp. pojęcie naszych historycznych Kresów Wschodnich z bieżącej świadomości i debaty polskiej całkowicie wyłączyła. A to te Kresy, i Bliższe i Dalsze są obecnie nadal wolne od działań wojennych. Stawką bieżących walk są obszary zupełnie inne, rozciągające się znacznie dalej od Polski.

Owa burza medialna w ogóle wyłączyła całą historię tamtej części świata sprzed roku 2022, więc nawet i ów nadal tajemniczy „majdan kijowski” z przełomu roku 2013/2014.

Tymczasem mijając w Warszawie na ulicy metalową szafę-centralkę telefoniczną, zawsze czymś oblepioną w ostatnich czasach i osprejowaną, dostrzegamy jakiś dziwny wyraz, wypisany na niej czarnym sprejem, najwyraźniej wschodnimi „bukwami” (pol. literami). O czym to świadczy? Waszym zdaniem. My już na to pytanie nie odpowiadamy, skoro wyżej dość już się narozpisywaliśmy… „Resztę niech słuchacz (czytelnik) sam sobie dośpiewa…”.

Polecamy również: Niemieckie firmy wynoszą się z kraju. Winny ETS

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!