Praktyka metzitzah b’peh, stosowana w środowiskach ultraortodoksyjnych podczas obrzezania noworodków, polega na bezpośrednim kontakcie ust osoby wykonującej zabieg z otwartą raną dziecka. Rabin ssie małego penisa, co w świetle współczesnej wiedzy stanowi oczywiste zagrożenie epidemiologiczne. Jest też widomym symbolem przywiązania części Żydów do praktyk, które można nazwać stricte pedofilskimi.
Opisany w izraelskich mediach przypadek zakażenia noworodka wirusem opryszczki (HSV) pokazuje, że nie jest to jedynie teoretyczne ryzyko. W wyniku tej praktyki dziecko doznało ciężkiej infekcji, która mogła prowadzić do uszkodzeń neurologicznych, a nawet zagrożenia życia. Tego typu sytuacje są szczególnie niepokojące, ponieważ dotyczą najbardziej bezbronnych pacjentów – noworodków, których układ odpornościowy nie jest jeszcze w pełni rozwinięty.
Z perspektywy medycznej trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla utrzymywania tej praktyki. Ślina może przenosić wirusy i bakterie, a kontakt z otwartą raną tworzy bezpośrednią drogę zakażenia. Co więcej, istnieją bezpieczne, nowoczesne alternatywy obrzezania, które całkowicie eliminują to ryzyko, bez naruszania samej istoty rytuału.
Wolność religijna nie powinna oznaczać zgody na narażanie zdrowia i życia dzieci, zwłaszcza gdy zagrożenie jest znane i możliwe do uniknięcia. W tym kontekście utrzymywanie tej praktyki wydaje się nie tyle wyrazem wierności tradycji, co ignorowaniem podstawowych standardów bezpieczeństwa. Dlatego coraz więcej lekarzy i instytucji zdrowia publicznego apeluje o jej całkowite porzucenie. W świecie, w którym dysponujemy rzetelną wiedzą medyczną, trudno zaakceptować sytuację, w której możliwe do uniknięcia ryzyko jest podtrzymywane wyłącznie ze względów obyczajowych.
Niestety, media głównego nurtu oraz środowiska lewicowe, zamiast krytykować talmudyczne, pedofilskie czynności towarzyszące obrzezaniu, wolą skupiać się na walce z katolickim chrztem niemowląt, gdyż rzekomo oblewanie głowy niewielką ilością czystej wody narusza „prawa dziecka”. To oczywisty absurd, pokazujący komu te środowiska naprawdę służą i kogo się boją.